pożar w grecji 26 ciał

Grecja: byli razem do końca. Makabryczne odkrycie ratowników – 26 ciał w jednym miejscu! [Foto/VIDEO]

Wciąż jesteśmy pod piorunującym wrażeniem tragedii jaka rozegrała się w okolicach Aten. W wyniku gwałtownych pożarów śmierć poniosły co najmniej 74 osoby, ale bilans nie jest ostateczny. 26 ciał ratownicy odkryli w jednym miejscu. Wszyscy zginęli razem.

 

Zwęglone zwłoki odnaleziono w kurorcie Mati, który najmocniej ucierpiał z powodu ognia. 26 ciał leżało skulonych pod ścianą jednego z budynków, nieopodal kilkunastu wraków samochodów. Prawdopodobnie były to rodziny, które usiłowały uciec do morza z jednego z płonących budynków.

 

Brakło im 30 metrów

 

Ciała znaleziono zaledwie 30 metrów od linii brzegowej. Być może gdyby udało im się dotrzeć do wody, uratowaliby się. Jak mówią strażacy, ofiary do ostatnich chwil starały chronić się nawzajem – zginęli przytuleni do siebie.

 

W związku z dramatem w Grecji ogłoszona został 3-dniowa żałoba. Flagi opuszczono do połowy. Ale nie zmieniło to nastawienia turystów, którzy w zasadzie nie odwołują swoich wylotów na wakacje, mimo horroru jaki rozegrał się w Attyce.

 

 

 

sprzątali szlak, odkryli wrak

Himalaje: mieli sprzątać szlak, rozwikłali TAJEMNICĘ sprzed 50-lat! „Ramię wystawało z lodu”

Góry najwyższe kryją w sobie wiele sekretów. Począwszy od historii o mitycznym Yeti, po bardziej przyziemne – np. zaginionych tam himalaistów, wspinaczy, ale też samolotów, które w złych warunkach porozbijały się gdzieś na górskich stokach. Gdy grupa wspinaczy sprzątała himalajski szlak natrafiła na szczątki samolotu i ofiar tajemniczej katastrofy sprzed 50 lat!

 

Grupa indyjskich wspinaczy ruszyła w Himalaje aby posprzątać szlak dojściowy do szczytu Chandra Bhaga. Na wysokości 5500 metrów natknęli się na poskręcane kawałki metalowej konstrukcji, a w pewnym momencie niemalże zdeptali ludzkie szczątki!

 

Nie ulegało wątpliwości, ze natrafili przypadkiem na odsłonięte z lodu i śniegu szczątki samolotu. Pozostało jedynie zidentyfikować, co to była za maszyna.

 

Najpierw natknęliśmy się na części rozbitego samolotu, a następnie odkryliśmy zamarznięte ciało żołnierza leżącego głową w dół. Pomimo upływu 50 lat od katastrofy ręka i włosy były prawie nienaruszone

 

powiedział jeden z członków  ekspedycji.

 

Odkrycia dokonano 1 lipca, ale władze wojskowe poinformowano dopiero po jej zakończeniu, 15 lipca. Okazało się, że wspinacze odnaleźli wrak samolotu, który zaginął w 1968 roku w fatalnych warunkach pogodowych. Na jego pokładzie znajdowały się 102 osoby.

 

 

 

Samolot ostatni raz meldował się do bazy 7 lutego. Był to rosyjskiej produkcji An-12. Indyjskie wojsko sprowadziło na dół odnalezione zwłoki, zaś odkrywcy szacują, że szczątki maszyny jak i ciała ofiar są rozrzucone na powierzchni około 2,5 kilometra kwadratowego. Czy kiedyś uda się odnaleźć wszystkie ciała, a rodziny ofiar będą mogły je godnie pochować?

 

o2.pl/ foto: twitter

park w bydgoszczy

Bydgoszcz: park miejski skrywa makabryczną tajemnicę: „nawet 80 TYSIĘCY szkieletów” – jak to możliwe?

Park miejski w Bydgoszczy to miejsce doskonale znane każdemu mieszkańcowi miasta. Większość z nich ma też świadomość, że na tym terenie, przed dziesiątkami lat istniał cmentarz. Ale w zasadzie nikt nie zdawał sobie sprawy, jak wielka jest skala problemu i jak wiele trumien z ciałami znajduje się pod alejkami i klombami kwiatowymi!

 

Park Ludowy im. Witosa w Bydgoszczy założono na początku lat 50-tych na terenie byłego cmentarza ewangelickiego. Obecne władze miejskie, które przygotowały plan rewitalizacji parku były przekonane, że ciała ekshumowano w latach 50-tych. Jednak rozpoczęcie prac nad projektem wartym 8 milionów złotych wykazało, że ekshumacji nikt nie robił. Tysiące ciał leżą niespełna metr pod powierzchnią gruntu!

 

Znaleźliśmy nienaruszone poziomy grobowe, zmarli leżą w kilku warstwach, sięgają prawdopodobnie XVII wieku. Mogę przyjąć, że na terenie całego cmentarza leży około 80 tysięcy szkieletów, olbrzymia liczba, ale tak mówią badania i mamy wielki problem

– mówi archeolog Robert Grochowski.

 

W parku miała być siłownia, tor saneczkowy, ścieżki zdrowia, plac zabaw dla dzieci. Jednak makabryczne odkrycia kolejnych trumien wskazują na to, że inwestycja będzie musiała zostać przeplanowana.

 

Miasto zastrzega, że miało wszystkie potrzebne zgody, zaś gdyby nie prośba do archeologów o próbne odwierty, to sprawa nie wyszłaby prawdopodobnie na jaw – projekt rewitalizacji nie zakładał bowiem większych prac ziemnych, które mogłyby odsłonić pochówki.

 

Co więc stanie się z parkiem? Prawdopodobnie stanie się miejscem wyciszenia i pamięci, a nie sportu i rozrywki:

 

Tam nie leżą faszyści i hitlerowcy, tylko bydgoszczanie – fabrykanci, przedsiębiorcy, poeci i lekarze. Ludzie, którzy tworzyli to miasto. Uważam, że ciała powinny zostać tam, gdzie są.

 

– mówi Grochowski dla serwisu pomorska.pl. I do tego zdania przychylają się też władze miejskie.

 

Jak to możliwe, że za PRL z cmentarza zrobiono park i to bez ekshumacji? Jak widać wtedy takie rzeczy były możliwe. Dziś możemy nazwać to krótko – barbarzyństwem wobec spoczywających tam ludzi ich potomków. Może jednak dzięki tym odkryciom uda się przypomnieć ten zapomniany fragment historii Bydgoszczy?

 

wprost.pl/pomorska.pl/foto: wikipedia

szkielety

Znaleźli SZKIELETY na budowie drogi S5. Poruszająca historia [FOTO]

We Włókach w powiecie bydgoskim odkryto szkielety czterech osób, spoczywające w prowizorycznym grobie. Wszystko wskazuje na to, że są to bohaterowie Września 1939 roku, którzy bronili się w tym rejonie przed Niemcami.

 

Na miejsce dotarli przedstawiciele Pracowni Badań Archeologicznych i Historycznych Pomost. Oprócz kości wykopano nieco oporządzenia wojskowego – pasy, klamry, ładownice, guziki i resztki butów. Jednak nie natrafiono na nic, co mogłoby pomóc w indywidualnej identyfikacji żołnierzy.

 

Wszystko wskazuje na to, że należeli oni do II. batalionu 23. pułku piechoty z Włodzimierza Wołyńskiego. Jednostka ta walczyła w ramach Armii Pomorze. 3 września 1939 roku na pozycje pułku ruszyły jednostki niemieckie. Mimo huraganowych ataków i wysokich strat sięgających 90 zabitych i 300 rannych, pułk wytrwał cały dzień na stanowiskach. Późnym popołudniem sam wycofał się na inne pozycje.

 

Ekshumowani żołnierze najprawdopodobniej zginęli w walce, świadczą o tym ślady znalezione na zwłokach:

 

W grobie zarejestrowaliśmy zaledwie pojedyncze elementy oporządzenia żołnierskiego – m.in. ładownice, pas, pochwę bagnetu, fragmenty hełmu, guziki oraz nieliczne przedmioty osobiste, ponadto granat obronny i kilka sztuk amunicji karabinowej. Niebezpieczne przedmioty zostały zabezpieczone przez policję. Obrażenia i fragmentacja zwłok wskazywała na śmierć gwałtowną, natomiast pochówek sprawiał wrażenie wykonanego naprędce

– napisano w oświadczeniu

 

 

Wszystko wskazuje na to, że żołnierze zostaną pochowani na cmentarzu wojskowym we Włókach, gdzie dołączą do swoich towarzyszy broni, którzy także zginęli w tym rejonie.

 

 

facebook.com/pomost foto: pomost

ciała na evereście

Dramat na EVEREŚCIE. Piękna pogoda okazała się zgubna, nie żyje dwóch himalaistów

Ostatnie dni pod najwyższym szczytem świata były bardzo łaskawe jeśli chodzi o pogodę. W ciągu miesiąca na Evereście stanęło aż 340 wspinaczy, a w najładniejsze dni pod szczytem tworzyły się kolejki jak na naszym Giewoncie. Jednak góra pokazała, że wciąż potrafi być groźna. W ostatnich dniach z życiem pożegnało się dwóch himalaistów.

 

Wspinacze, którzy na zawsze zostali na zboczach Mount Everest to 35-letni Japończyk i 63-letni Macedończyk. Japończyk, Nobukazu Kuriki, zmarł w obozie II, zaś Gieorgij Petov z Macedonii został znaleziony w wyższych partiach góry. Obaj byli doświadczonymi wspinaczami. Nie poradzili sobie jednak na Evereście.

 

Kuriki kilkukrotnie próbował swoich sił na ośmiotysięcznikach. Ostatni raz najwyższą górę świata zaatakował w 2012 roku. Próba ta skończyła się dla niego poważnymi odmrożeniami i utratą kilku palców. Mimo to nie zrezygnował ze swoich marzeń.

 

Powyżej 7 tysięcy metrów rozpościera się tzw. strefa śmierci. Powietrze jest rozrzedzone, ciśnienie trzy razy niższe niż na poziomie morza. Organizm się nie regeneruje, a każda zbędna minuta na tej wysokości przybliża nas do zgonu. Każdy wspinacz o tym wie, a jednak wielu śrubuje swoją wytrzymałość ponad granice. Dla niektórych kończy się to tragicznie. Tylko na zboczach najwyższej góry świata może spoczywać nawet dwieście ciał! [ZOBACZ WIĘCEJ]

 

W najbliższych dniach prognozowane jest załamanie pogody na Mount Everest. Tym samym wszyscy ci, którzy nie zdążyli spełnić marzenia o stanięciu na „Dachu Świata” powinni zrezygnować z próby, lub poczekać. W przeciwnym razie mogą dołączyć do dwóch setek pechowców, którzy zalegają wokół szczytu.

 

o2.pl

danii, tir, parking, ciężarówka, ciężarówce,

Łódzkie: DWA CIAŁA w zamkniętej od wewnątrz ciężarówce! Jedna z ofiar w ostatnim telefonie do żony powiedziała, że…

W sobotę rano na parkingu w pobliżu stacji benzynowej w Kutnie przy ul. Kościuszki odnaleziono w ciężarówce ciała dwóch mężczyzn poszukiwanych od piątku. Cała akcja zaczęła się, gdy żona jednego z kierowców nie mogła się z nim skontaktować. Po ostatnim telefonie męża zaczęła przeczuwać, że stało się coś złego.

 

Tir musiał zaparkować na stacji w czwartek wieczorem. Wewnątrz znajdował się 39-letni właściciel firmy transportowej i 50-letni pracownik. 39-latek dzwonił do żony mówiąc, że czeka ich naprawa systemu ogrzewania w pojeździe. Sprawa tym bardziej niecierpiąca zwłoki, że był to okres najtęższych mrozów.

 

W piątek kontaktu z mężem już nie było. Niestety mężczyzna nie powiedział w ostatnim telefonie, gdzie dokładnie się znajduje. Dlatego kobieta poinformowała służby i rozpoczęła akcję na portalach społecznościowych. W sobotę rano odnaleziono ciężarówkę. Była zamknięta, a rolety w oknach zasłonięte. Gdy policja wybiła szybę, odkryła wstrząsającą prawdę – obaj mężczyźni nie żyli.

 

Przyczyny ich śmierci wciąż są wyjaśniane. Brane pod uwagę są przede wszystkim dwie hipotezy: wychłodzenie organizmu i zatrucie. W kabinie ciężarówki było bardzo zimno – napoje w butelkach będące wewnątrz pozamarzały.

 

Z drugiej strony, mężczyźni podłączyli jedną butli gazowych do systemu ogrzewania postojowego. Musiał on zostać przerobiony na możliwość wykorzystania gazu. Być może ze względu na niskie temperatury coś poszło nie tak.

 

Bardzo możliwe, że do śmierci mężczyzn przyczyniły się oba te czynniki. Jednak to dokładnie wyjaśnią dalsze badania. Najprawdopodobniej to kolejne ofiary fali siarczystych mrozów, które zaatakowały Polskę w ubiegłym tygodniu.

 

interia.pl

ciała na evereście

Trupy poprzedników jak drogowskazy. Ośmiotysięczniki to prawdziwe CMENTARZYSKA – ciała muszą tam zostać na zawsze

Powyżej 7 tysięcy metrów rozpościera się tzw. strefa śmierci. Powietrze jest rozrzedzone, ciśnienie trzy razy niższe niż na poziomie morza. Organizm się nie regeneruje, a każda zbędna minuta na tej wysokości przybliża nas do zgonu. Każdy wspinacz o tym wie, a jednak wielu śrubuje swoją wytrzymałość ponad granice. Dla niektórych kończy się to tragicznie. Część zginęła z powodu zwykłego pecha. Ich zwłok zazwyczaj nie można sprowadzić na dół. Oto mroczna strona wspinaczki na ośmiotysięczniki. 

 

Wśród najbardziej „śmiercionośnych” ośmiotysięczników wymienia się szczyty takie jak Annapurna, Nanga Parbat, K2 i Mount Everest. Tylko na zboczach najwyższej góry świata może spoczywać nawet dwieście ciał!

 

Niektóre z nich służą wspinaczom za drogowskazy. Tak stało się z tzw. „zielonymi butami”, ciałem najprawdopodobniej hinduskiego himalaisty, który zginął na wysokości 8500 metrów na Mount Everest  10 maja 1996 roku, w czasie dramatycznego załamania pogody. Historia ta została opowiedziana w filmie „Everest”. Teraz zielone buty wspinacza są jak drogowskaz dla zdobywających szczyt od strony północnej.

 

W wypadku Everestu największy problem stanowi znaczna wysokość – tam, gdzie wiele ośmiotysięczników „kończy się”, kopuła szczytowa Everestu dopiero się zaczyna. Dodatkowo szczyt jest popularny wśród wypraw komercyjnych, które często pozwalają na zmierzenie się z „Górą Gór” osobom do tego nieprzygotowanym.

 

Wielu wspinaczy zmarło, bo przeszacowało swoje siły. Laik może zapytać, czemu ich ciała są pozostawione w górach? Z jednej strony jest to zwyczaj, z drugiej wynika to z niemożliwości podjęcia takiej akcji. Na tych wysokościach ściągnięcie jednego zamarzniętego ciała wymagałoby zaangażowania kilkudziesięciu osób, które tym samym musiałyby ryzykować własnym życiem.

 

Przypadki sprowadzenia zwłok są naprawdę sporadyczne. Czasem ciała wspinaczy przenosi się jedynie nieco niżej i z dala od dróg wspinaczkowych, aby zapewnić im spokój po śmierci. Jednak i to wymaga nieludzkiego wręcz wysiłku.

 

Tak stało się np. z ciałem Tomasza Kowalskiego, polskiego wspinacza, który zginął w czasie zejścia z Broad Peak, po pierwszym zimowym wejściu na ten ośmiotysięcznik w 2013 roku. Jego ciało pozostawało w miejscu, gdzie każdy zmierzający na szczyt musiał przejść po nim. Jacek Berbeka, brat Macieja, który także zginął w czasie zejścia z Broad Peak opuścił z pomocą Jacka Jawienia ciało Tomka około 100 metrów niżej i zabezpieczył. Na większy wysiłek himalaiści nie mogli sobie pozwolić. Cała akcja trwała ponad 6 godzin.

 

Góry najwyższe zapewne pochłoną jeszcze setki ofiar. Większość z nich pozostanie tam na zawsze. Część będzie stanowić straszną przestrogę dla innych wspinaczy, ale większość nigdy nie zostanie odnaleziona. Niestety tak ryzykowna pasja czasem wymaga poniesienia najwyższej ceny.

 

grobowiec

Mazowsze: dziesięć ciał z ODCIĘTYMI GŁOWAMI w zbiorowej mogile! Większość ofiar nie miała nawet 20 lat! Zostali zamordowani przez…

W czasie poszukiwań pamiątek po wojnie polsko-niemieckiej z 1939 roku natrafiono na zupełnie niespodziewany pochówek. Zamiast na żołnierzy 18 Dywizji Piechoty należącej do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”, natrafiono na ofiary zupełnie innego konfliktu.

 

Członkowie Stowarzyszenia „Wizna” prowadzący badania w okolicach miejscowości Andrzejewo w województwie mazowieckim znaleźli najpierw kilka łusek, które ewidentnie pochodziły z wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku. Zaraz potem natrafiono na pierwsze szczątki.

 

Po powiadomieniu policji, prokuratury i przybyciu na miejsce archeologa rozpoczęto ekshumację. Okazało się, że natrafiono na masowy pochówek polskich żołnierzy, którzy 4 sierpnia 1920 roku polegli tam w walce z Sowietami.

 

Byli to żołnierze ochotniczego 201. pułku piechoty, którego trzon stanowili młodzi harcerze i studenci, m.in. Politechniki Warszawskiej. Wstępne badania antropologiczne potwierdzają to: 8 z 10 ciał należało do osób w wieku 17-20 lat, jedno do 14-17 latka i jedno do 25-30 latka.

 

Bolszewicy w brutalny sposób obeszli się z zabitymi – według podań lokalnej ludności poodcinali głowy części z nich. Ekshumacje i badania potwierdziły te makabryczne relacje. Jedna czaszka zawiera także otwór wlotowy po kuli.

 

Szczątki młodych polskich bohaterów zostaną teraz przekazane do Zakładu Genetyki Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Stowarzyszenie „Wizna” apeluje do osób, których przodkowie walczyli w wojnie 1920 roku i mogli zginąć w rejonie Zambrowa o kontakt – być może odkryto szczątki ich pradziadków.

 

Uroczystości pogrzebowe przewidziano na wiosnę w nieodległej miejscowości Szumowo, gdzie znajduje się kwatera wojenna żołnierzy 201. pp., którzy oddali życie za Ojczyznę w tym rejonie.

 

Miejmy nadzieję, że uda się zidentyfikować przynajmniej część z poległych. Dzięki temu zostaną oni nie tylko godnie pochowani, ale też przywrócona zostanie pamięć o bohaterskich młodych ludziach, którzy nie wahali się chwycić za broń w obliczu zagrożenia niepodległości dopiero co odrodzonej Rzeczypospolitej.

interia.pl

wielkopolska, spalony dom i trzy zwęglone zwłoki

Wielkopolska: Trzy ZWĘGLONE CIAŁA w domu w środku lasu. NIKT nie wie kiedy doszło do tragedii, ani co ją spowodowało!

Od niedzieli na miejscu zdarzenia pracuje wielkopolska policja. Jednak może się okazać, że pożar miał miejsce nawet dwa tygodnie wcześniej!

 

To naprawdę tajemnicza sprawa, którą żyje Wielkopolska. Miejscowość Kaziopole w gminie Rogoźno stała się miejscem makabrycznej tragedii. Matka kobiety, która zamieszkiwała dom na uboczu, w środku lasu, zawiadomiła służby, gdyż od jakiegoś czasu nie miała z córką kontaktu.

 

Przybyłe na miejsce służby, które miały sprawdzić, co dzieje się z kobietą nie znalazły domu, a wygaszone pogorzelisko! Budynek spłonął niemal doszczętnie, a wewnątrz natrafiono na zwęglone zwłoki trzech osób. Obecnie trudno nawet ustalić kiedy mogło dojść do tragicznego pożaru.

 

Mieszkańcy miejscowości twierdzą, że nie zauważyli w ostatnich dnia ani dymu, ani ognia. Najwyraźniej nikogo nie interesował też los sąsiadów żyjących z dala od reszty. Policja badająca tą sprawę nie chce udzielać większej ilości informacji, ale już to co wiemy sprawia, że można snuć wiele, bardzo różnych teorii! Czy ktoś celowo podpalił budynek? Czy coś złego wydarzyło się tuż przed pożarem? Niestety, na razie musimy poczekać na ustalenia śledczych.

 

Jak to możliwe, że w dzisiejszych czasach mogło dojść do takiej tragedii i przez przynajmniej kilka dni nikt nic nie zauważył? Okazuje się, że nawet w naszym kraju są miejsca zapomniane przez ludzi – nawet w tak ludnym województwie jak Wielkopolska!

rmf24.pl/zdjęcie ilustracyjne/youtube.com