7 lat w trumnie

7 LAT W TRUMNIE.  Wycieczka autostopem stała się horrorem dla młodej dziewczyny. Koszmar skończył się tylko i wyłącznie przez… zazdrość!

Ta historia jest po prostu niewiarygodna. Młoda Collen Stan chciała dostać się autostopem do swojej przyjaciółki. Nigdy tam nie dotarła. Za to po siedmiu latach powróciła do domu i opowiedziała swoją potworną historię. Jej oprawca został skazany na 135 lat więzienia.

 

W 1977 roku Collen Stan miała 20 lat. Chciała pojechać do swojej przyjaciółki na imprezę i bardzo ucieszyła się, gdy na jej drodze pojawił się samochód z rodziną z dzieckiem. Droga z jej miasteczka – Eugene w stanie Oregon do północnej Kalifornii wydawała się prosta. Małżeństwo Hookerów zaproponowało jej podwózkę oraz zwiedzenie przy okazji wspaniałych jaskiń znajdujących się nieopodal.

 

Wtedy na odludziu Collen została zaatakowana nożem przez głowę rodziny, Camerona. Zamknął ją w drewnianej skrzyni na wzór trumny i trzymał pod łóżkiem, na którym sypiał ze swoją żoną Janice. Młoda autostopowiczka szybko stała się jego kolejną seksualną niewolnicą. Wmówił jej, że należy do potężnej organizacji, która monitoruje jej dom rodzinny. Jeśli Collen nie będzie uległa lub spróbuje uciec – wtedy ona i jej bliscy zginą.

 

Collen uwierzyła i przez kilka lat posłusznie pełniła obowiązki niewolnicy. Była tak zastraszona, że nawet zyskując coraz więcej swobody nie próbowała uciec. Nie pisnęła słówkiem także w 1981 roku, kiedy wraz ze swoim oprawcą odgrywającym rolę jej chłopaka… odwiedziła rodziców! Ci niczego się nie domyślili – uznali, że ich córka wplątała się w działalność jakiejś sekty i obawiali się, że zbyt zdecydowana reakcja sprawi, że córka zniknie na zawsze.

 

Sytuacja zmieniła się w ciągu kolejnych trzech lat, gdy Cameron Hooker zapragnął posiąść ją jako drugą żonę. W międzyczasie i tak przetrzymywał ją w trumnie i torturował. To tak rozwścieczyło jego pierwszą żonę, Janice, że ta wyjawiła Collen całą prawdę. Przekonała ją, że nie ma żadnej tajnej organizacji, a Cameron jej także kilka lat wcześniej przeprowadził podobne pranie mózgu. Dopiero wtedy Collen zdecydowała się na ucieczkę do domu.

 

Finał

 

Finał tej historii jednak także jest zaskakujący. To nie Collen zadzwoniła na policję, tylko Janice. Maltretowana autostopowiczka tłumaczyła potem, że chciała dać kilka miesięcy Hookerom na zmienienie swojego życia. Ostatecznie, w sądzie opowiedziała całą swoją historię, podobnie jak Janice, która w zamian za pełen immunitet obciążyła swego męża, co doprowadziło do skazania go na 135 lat więzienia. O przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się w 2022 roku – ale raczej nie wyjdzie na wolność.

 

Obie panie żyją obecnie w Kalifornii, prowadząc normalne życie, ale nie kontaktując się ze sobą. Historia ta pokazuje, że nie ma granic bestialstwa, jakich nie jest w stanie przekroczyć człowiek. A zarazem – jak potężną siłą może mieć sugestia, manipulacja i tzw. syndrom sztokholmski.

wp.pl

Na przerzucie nielegalnych migrantów zarabiają miliony. Okrutni przemytnicy wymuszają pieniądze dosłownie na wszystkim

Jak podaje dziennik „Corriere della Sera” przerzut nielegalnych migrantów do Włoch przynosi roczne zyski w wysokości co najmniej 400 milionów dolarów. gangi wymuszają też okup za porwanych migrantów.

 

Dziennik podaje, że jest setki takich przemytników, którzy są niesamowicie okrutni. Gazeta wyjaśnia, że roczny dochód, który podaje, czyli 400 mln dolarów rocznie, nie obejmuje kwot, jakie wymuszają oni od migrantów w punktach kontrolnych oraz pracy przymusowej wykonywanej przez dziesiątki tysięcy ludzi, którzy chcą dostać się do Włoch.

 

Prawdopodobną przyczyną rozkwitu „interesu przemytniczego” jest brak kontrolowanych i oficjalnych kanałów dla ludzi, którzy chcą dostać się do Europy. Według ankiety przeprowadzonej przez dziennik wśród migrantów za przerzut z Afryki zachodniej migranci płacą po około 825 dolarów, z Afryki wschodniej kwota sięga 3750 dolarów.

 

Grupy przestępcze mają sposób na jeszcze większe zyski. Czepią korzyści z uprowadzeń przemycanych migrantów. Torturują ich i uwalniają dopiero, kiedy rodziny zapłacą za nich okup w wysokości od 3 do 5 tysięcy dolarów. W ten sposób przestępcy zarabiają nawet 80 milionów dolarów rocznie.

 

kd, źródło: rmf24

Zmarł student więziony w Korei Północnej. Rodzina ujawnia prawdziwą przyczynę zgonu

W poniedziałek zmarł 22-letni amerykański student Otto Warmbier, który przez 17 miesięcy był więziony w Korei Płn. Jak poinformowała jego rodzina, Warmbier, który powrócił do USA w stanie (śpiączki (letargu), zmarł w szpitalu w Cincinnati.

 

W opublikowanym oświadczeniu rodzina studenta stwierdziła, że przyczyną jego zgonu były tortury, jakich doznał podczas pobytu w północnokoreańskim więzieniu. Rodzina oświadczyła, że Warmbier „nie był w stanie mówić, nie widział i nie reagował na słowne polecenia”.

 

Po powrocie Warmbiera do USA okazało się, że był on w stanie wegetatywnym od ponad roku. Według władz północnokoreańskich przyczyną śpiączki było zatrucie jadem kiełbasianym, ale amerykańscy lekarze poddali w wątpliwość to twierdzenie.

 

Warmbier przybył do Korei Północnej jako turysta. Został aresztowany 2 stycznia 2016 r. i skazany na 15 lat ciężkich robót za próbę kradzieży propagandowego plakatu z hotelu, w którym się zatrzymał.

 

Lekarze amerykańscy stwierdzili, że doznał on ciężkich uszkodzeń mózgu i 13 czerwca został ewakuowany z Korei Północnej z powodu jego stanu do szpitala w jego rodzinnym mieście Cincinnati, w stanie Ohio.

 

Władze Korei Północnej oświadczyły, że Warmbier został zwolniony „z powodów humanitarnych”. Prezydent USA Donald Trump, po ogłoszeniu wiadomości o śmierci studenta, potępił „brutalny reżim” w Pjongjangu.

 

Źródło: PAP
kd

Sadysta z czasów PRL ze śmiesznym wyrokiem

Sąd w Opolu skazał strażnika z byłego komunistycznego więzienia za stosowanie tortur. Ten nie trafi jednak do więzienia.

Chodzi o Konrada K., który po wojnie był funkcjonariuszem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Od 1948 roku mężczyzna był komendantem pawilonu I więzienia we Wronkach, a od 1952 roku zajmował się rozpracowywaniem więźniów politycznych. Kilkuletnie śledztwo,  o którym pisze „Głos Wielkopolski”, wykazało że Konrad K. stosował różnego rodzaju torture, aby osiągnąć swój cel. Więźniowie relacjonowali, że funkcjonariusz zmuszał ich do długotrwałego biegania oraz padania i powstawania na komendę, albo wymagał od nich robienia tak zwanych żabek, podczas których ci byli bici i kopani.

W 2012 roku sąd uznał Konrada K. winnym zarzucanych mu czynów i skazał go na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata. Były funkcjonariusz MBP odwoływał się od tego wyroku. Po kolejnych 4 latach procesu sąd w Opolu obniżył mu wyrok. Mężczyźnie zasądzono 1,5 roku pozbawienia wolności z zawieszeniem na 3 lata.

Jaka była argumentacja sądu? Uznano, że jedna z ofiar była torturowana, ale nie z powodów politycznych. 88-letni obecnie Konrad K. również nie przyznaje się do winy i zaprzecza, jakoby we Wronkach ktokolwiek torturował więźniów. Prokuratura już zapowiedziała apelację w tej sprawie.

 

BR