szkieletach

Niczym Romeo i Julia trzymali się za ręce. Prawda o tych szkieletach zszokowała uczonych!

„Kochankowie z Modeny” to wyjątkowe szkielety. Odkryte w 2009 roku szczątki ciał należały do osób, które pochowano do grobu trzymając się za ręce. Zły stan kości uniemożliwiał w tamtym czasie przeprowadzenie wielu badań. Teraz jednak, dzięki nowym technologiom udało się wyjaśnić tajemnicę skrytą w szkieletach. Jest ona zgoła… zadziwiająca. 

Archeolodzy ustalili, że ciała pochowano między IV a VI wiekiem n. e., jednak jakiekolwiek bardziej pogłębione badania antropologiczne były mocno utrudnione. Kości były w złym stanie i przeprowadzane badania nie dawały zadowalających i miarodajnych rezultatów. Nie można było np. ustalić bez żadnej wątpliwości płci pochowanych osób, ani innych tajemnic skrytych w szkieletach.

 

ZOBACZ TEŻ: Przedszkolak chwalił się kolegom znaleziskiem z poligonu. Gdy nauczycielka zobaczyła co to, prawie osiwiała ze strachu!

 

Po dekadzie od odkrycia udało się pobrać próbki białka ze szkliwa zębów „Kochanków z Modeny”. Wyniki były zaskakujące, bowiem okazało się, że… szczątki należały do dwóch mężczyzn! 

 

Wprowadziło to swego rodzaju zamieszanie wśród badaczy, bowiem tego typu pochówek nie jest czymś powszechnym. Uczeni sugerują, że szczątki mogą należeć do dwóch braci lub krewnych, albo do żołnierzy, którzy razem polegli na polu bitwy. Według tej ostatniej teorii cała nekropolia i inne zwłoki odkryte wokół „Kochanków z Modeny”, to szczątki wojskowych.

Jedno jest pewne – taka forma pochówki nie była przypadkowa. Specjaliści liczą, że to i kolejne odkrycia pomogą im zrozumieć pogrzebowe zwyczaje popularne na terenie północnych Włoch przed kilkunastoma wiekami.

 

turystyka.wp.pl  / foto: screenshot/youtube/mirror24 news

szkieletów

Malutkie jeziorko w środku gór skrywa setki ludzkich szkieletów . Ich tajemnica jest makabryczna!

Głęboko w Himalajach, z dala od ludzkich siedzib i na wysokości ponad 5 tysięcy metrów znajduje się niewielkie jeziorko zwane Roopkund. Nie jest skute lodem przez zaledwie miesiąc w roku, a na jego płytkim dnie i w jego okolicach spoczywało niemal 300 szkieletów. Przez wiele lat historia kości w jeziorze była tajemnicą. Teraz naukowcy odkryli wstrząsającą przyczynę śmierci tych ludzi.

Pierwsze doniesienia o tym miejscu pochodzą z XIX wieku. Oficjalnie informacje o jeziorku pełnym ludzkich kości podał w 1942 roku strażnik leśny, który zapuścił się w te rejony. Brytyjskie władze rządzące wówczas Indiami podejrzewały, że ciała mogą należeć do japońskich żołnierzy, którzy usiłowali przedrzeć się przez Himalaje – trwała przecież wojna. Ale krótkie oględziny ciał, i ich wyposażenia wskazywały, że muszą być one znacznie starsze.

 

 

kości przy jeziorze

 

Wśród lokalnej ludności istniały zaś legendy o grupie pielgrzymów, którzy zostali zaskoczeni przez potężną burzę z gradem tak wielkim, że pozabijał wszystkich. To jednak odrzucano jako ludowe bajania.

 

Jak stare były to kości, przeczytasz na kolejnej stronie! 

szkielet

Znaleźli szkielet ułożony w dziwacznej pozycji. Może skrywać mroczną tajemnicę

Do tego typu odkryć bardzo często dochodzi w trakcie prac budowlanych. Tym razem archeolodzy wkroczyli na teren budowy wodociągu w Oxfordshire w Anglii i natrafili na ślady osady z epoki żelaza. Zabytki i pozostałości po chatach są niezwykle cenne dla badaczy, ale jeszcze większe zainteresowanie wzbudziły zwłoki odkryte nieopodal. Szczególnie jeden szkielet skrywa prawdopodobnie niezwykle mroczny sekret.

Poza szkieletami, natrafiono na wiele glinianych naczyń, ozdób i innych przedmiotów codziennego użytku. Zaś same szkielety, jak ustalili archeolodzy, zostały wrzucone do dołów i zakopane. Taki sposób pochówku z epoki żelaza na terenie Anglii jest jednoznacznie kojarzony ze składaniem ofiar bogom.

 

ZOBACZ: [VIDEO] Żołnierz zasnął na poligonie. Jego koledzy zrobili mu okrutną pobudkę!

 

Szczątki są zachowane w dobrym stanie i na pewno pomogą archeologom na lepsze zrozumienie zwyczajów panujących na terenie Wielkiej Brytanii w epoce żelaza. Szczególnie intrygujący jest szkielet ułożony w grobie z rozchylonymi nogami i rękoma złożonymi pod głową. Uczeni podejrzewają, że mogą to być szczątki kobiety, ale to będzie mógł orzec dopiero antropolog.

Nieco makabryczności tej sprawie dodaje fakt, że kobieta jedną ze stóp miała ułożoną koło głowy – tak jakby ktoś specjalnie ją odciął. Dodatkowo, bardzo blisko natrafiono na pochówek malutkiego dziecka. Czy oba te ciała mają ze sobą coś wspólnego?  To wyjaśnią badania DNA. Ale zapewne nawet dzięki nim nigdy nie dowiemy się, co dokładnie wydarzyło się w tym miejscu ponad dwa tysiące lat temu. Czy dorosły i dziecko stali się ofiarami jakiego mrocznego rytuału?

szkieletów

W tym jeziorze spoczywają setki szkieletów. Ich tajemnica okazała się makabryczna!

Głęboko w Himalajach, z dala od ludzkich siedzib i na wysokości ponad 5 tysięcy metrów znajduje się niewielkie jeziorko zwane Roopkund. Nie jest skute lodem przez zaledwie miesiąc w roku, a na jego płytkim dnie i w jego okolicach spoczywało niemal 300 szkieletów. Przez wiele lat historia kości w jeziorze była tajemnicą. Teraz naukowcy odkryli wstrząsającą przyczynę śmierci tych ludzi.

Pierwsze doniesienia o tym miejscu pochodzą z XIX wieku. Oficjalnie informacje o jeziorku pełnym ludzkich kości podał w 1942 roku strażnik leśny, który zapuścił się w te rejony. Brytyjskie władze rządzące wówczas Indiami podejrzewały, że ciała mogą należeć do japońskich żołnierzy, którzy usiłowali przedrzeć się przez Himalaje – trwała przecież wojna. Ale krótkie oględziny ciał, i ich wyposażenia wskazywały, że muszą być one znacznie starsze.

 

 

kości przy jeziorze

 

Wśród lokalnej ludności istniały zaś legendy o grupie pielgrzymów, którzy zostali zaskoczeni przez potężną burzę z gradem tak wielkim, że pozabijał wszystkich. To jednak dorzucano jako ludowe bajania.

 

Sprawa odżyła w XXI wieku. Na podstawie badania radiowęglowego, DNA, oraz badań antropologów smutna prawda na temat niemal trzech setek ciał ujrzała światło dzienne. Kości pochodziło z około 850 roku, a więc leżały tam od niemal 1200 lat!

 

 

Wiek wydatowany radiowęglowo pokrywał się z przedmiotami znalezionymi na miejscu. Były to groty włóczni, kawałki skórzanych ubrań, pierścienie i inne ozdoby.

 

Niesamowita przyczyna śmierci

 

Badania antropologów ujawniły, że wszystkie badane czaszki miały ślady uderzeń owalnymi przedmiotami z góry. Wyglądały one bardzo podobnie i w związku z tym badacze uznali, że wszystkich tych ludzi… pozabijał grad! Dodatkowo ich kod DNA wskazywał, że nie pochodzili z Himalajów, a z indyjskich wyżyn. W tak wysokich górach mogli być po raz pierwszy. Okazało się, że w lokalnych pieśniach i legendach było nie tylko ziarno prawdy, ale niemal cała prawda na temat tych strasznych wydarzeń. Opowiadały one bowiem o wściekłej bogini, która zabiła gradem tych, którzy zbezcześcili jej górskie sanktuarium.

 

ZOBACZ: MAKABRYCZNE ZNALEZISKO archeologów: 140 dzieci zamordowanych w BESTIALSKI SPOSÓB. Najmłodsze miało 5 lat! [FOTO]

 

 

Gradziny, które zabiły tych ludzi mogły mieć powyżej 20cm średnicy. Nie jest to niemożliwe – w Himalajach zdarzają się tak spektakularne opady.

 

Mimo, że Roopkund jest oddalone o 5 dni drogi od najbliższej osady, z roku na rok przybywa turystów, którzy chcą zobaczyć to niezwykłe miejsce. I niestety – wraz z nimi ubywa coraz większa ilość kości, które są nagminnie przez nich zabierane! Indyjski rząd zastanawia się w jaki sposób zabezpieczyć to niesamowite miejsce będące cmentarzyskiem i świadkiem kataklizmu sprzed ponad 1000 lat.

 

wp.pl/wikipedia/foto: youtube screenshot

park w bydgoszczy

Bydgoszcz: park miejski skrywa makabryczną tajemnicę: „nawet 80 TYSIĘCY szkieletów” – jak to możliwe?

Park miejski w Bydgoszczy to miejsce doskonale znane każdemu mieszkańcowi miasta. Większość z nich ma też świadomość, że na tym terenie, przed dziesiątkami lat istniał cmentarz. Ale w zasadzie nikt nie zdawał sobie sprawy, jak wielka jest skala problemu i jak wiele trumien z ciałami znajduje się pod alejkami i klombami kwiatowymi!

 

Park Ludowy im. Witosa w Bydgoszczy założono na początku lat 50-tych na terenie byłego cmentarza ewangelickiego. Obecne władze miejskie, które przygotowały plan rewitalizacji parku były przekonane, że ciała ekshumowano w latach 50-tych. Jednak rozpoczęcie prac nad projektem wartym 8 milionów złotych wykazało, że ekshumacji nikt nie robił. Tysiące ciał leżą niespełna metr pod powierzchnią gruntu!

 

Znaleźliśmy nienaruszone poziomy grobowe, zmarli leżą w kilku warstwach, sięgają prawdopodobnie XVII wieku. Mogę przyjąć, że na terenie całego cmentarza leży około 80 tysięcy szkieletów, olbrzymia liczba, ale tak mówią badania i mamy wielki problem

– mówi archeolog Robert Grochowski.

 

W parku miała być siłownia, tor saneczkowy, ścieżki zdrowia, plac zabaw dla dzieci. Jednak makabryczne odkrycia kolejnych trumien wskazują na to, że inwestycja będzie musiała zostać przeplanowana.

 

Miasto zastrzega, że miało wszystkie potrzebne zgody, zaś gdyby nie prośba do archeologów o próbne odwierty, to sprawa nie wyszłaby prawdopodobnie na jaw – projekt rewitalizacji nie zakładał bowiem większych prac ziemnych, które mogłyby odsłonić pochówki.

 

Co więc stanie się z parkiem? Prawdopodobnie stanie się miejscem wyciszenia i pamięci, a nie sportu i rozrywki:

 

Tam nie leżą faszyści i hitlerowcy, tylko bydgoszczanie – fabrykanci, przedsiębiorcy, poeci i lekarze. Ludzie, którzy tworzyli to miasto. Uważam, że ciała powinny zostać tam, gdzie są.

 

– mówi Grochowski dla serwisu pomorska.pl. I do tego zdania przychylają się też władze miejskie.

 

Jak to możliwe, że za PRL z cmentarza zrobiono park i to bez ekshumacji? Jak widać wtedy takie rzeczy były możliwe. Dziś możemy nazwać to krótko – barbarzyństwem wobec spoczywających tam ludzi ich potomków. Może jednak dzięki tym odkryciom uda się przypomnieć ten zapomniany fragment historii Bydgoszczy?

 

wprost.pl/pomorska.pl/foto: wikipedia

szkielety

Znaleźli SZKIELETY na budowie drogi S5. Poruszająca historia [FOTO]

We Włókach w powiecie bydgoskim odkryto szkielety czterech osób, spoczywające w prowizorycznym grobie. Wszystko wskazuje na to, że są to bohaterowie Września 1939 roku, którzy bronili się w tym rejonie przed Niemcami.

 

Na miejsce dotarli przedstawiciele Pracowni Badań Archeologicznych i Historycznych Pomost. Oprócz kości wykopano nieco oporządzenia wojskowego – pasy, klamry, ładownice, guziki i resztki butów. Jednak nie natrafiono na nic, co mogłoby pomóc w indywidualnej identyfikacji żołnierzy.

 

Wszystko wskazuje na to, że należeli oni do II. batalionu 23. pułku piechoty z Włodzimierza Wołyńskiego. Jednostka ta walczyła w ramach Armii Pomorze. 3 września 1939 roku na pozycje pułku ruszyły jednostki niemieckie. Mimo huraganowych ataków i wysokich strat sięgających 90 zabitych i 300 rannych, pułk wytrwał cały dzień na stanowiskach. Późnym popołudniem sam wycofał się na inne pozycje.

 

Ekshumowani żołnierze najprawdopodobniej zginęli w walce, świadczą o tym ślady znalezione na zwłokach:

 

W grobie zarejestrowaliśmy zaledwie pojedyncze elementy oporządzenia żołnierskiego – m.in. ładownice, pas, pochwę bagnetu, fragmenty hełmu, guziki oraz nieliczne przedmioty osobiste, ponadto granat obronny i kilka sztuk amunicji karabinowej. Niebezpieczne przedmioty zostały zabezpieczone przez policję. Obrażenia i fragmentacja zwłok wskazywała na śmierć gwałtowną, natomiast pochówek sprawiał wrażenie wykonanego naprędce

– napisano w oświadczeniu

 

 

Wszystko wskazuje na to, że żołnierze zostaną pochowani na cmentarzu wojskowym we Włókach, gdzie dołączą do swoich towarzyszy broni, którzy także zginęli w tym rejonie.

 

 

facebook.com/pomost foto: pomost

miejsce, ludzi, łyżki, wampir, szkieletów, czaszki, szczątki w świątyni, zwłoki, kości, w masowym grobie

Kraków: ponad TYSIĄC SZKIELETÓW na terenie budowy. Duża inwestycja stoi pod znakiem zapytania?

Plac budowy przy ulicy Stradomskiej w Krakowie skrywał niespodziewaną tajemnicę. W miejscu, gdzie ma powstać luksusowy kompleks hotelowy odkryto szczątki ponad 1600 szkieletów, ruiny klasztoru, kościoła i szpitala pochodzących najpewniej ze średniowiecza.

 

Sprawę bada krakowska prokuratura, ponieważ istnieje podejrzenie nieprawidłowości przy wydawaniu pozwoleń na budowę. Wykonawca otrzymał je w listopadzie 2017 roku. Do 2020 roku w tym miejscu miał stanąć pięciogwiazdkowy hotel Stradom House ze 125 pokojami, Spa i restauracją. Odnalezienie tylu szkieletów i innych obiektów jest ogromną niespodzianką.

 

Jednak odkrycia dokonane na placu budowy bardzo mocno komplikują dalsze prace. Budowlańcy, natrafili na pozostałości kościoła, klasztoru, szpitala i cmentarzyska. Archeolodzy przybyli na miejsce szacują, że odkrycie pochodzi z XIV wieku.

 

Natrafienie na tak duże obiekty o wartości historycznej nasuwa podejrzenie, że wydając pozwolenie na budowę popełniono szereg błędów. Dlatego krakowska prokuratura rozważa włączenie się do postępowania administracyjnego.

 

Będziemy sprawdzali, czy już wydając pozwolenie na budowę było wiadomo, w jakim miejscu jest wykonywana inwestycja

– mówią przedstawiciele prokuratury

Poza prokuraturą wydarzeniem zainteresowali się już ministerstwo kultury i urząd wojewódzki. Czy faktycznie mamy do czynienia z przypadkowym odkryciem bliżej nieznanego historykom i archeologom kompleksu budynków, czy może ktoś liczył, że sprawa nie nabierze rozgłosu i uda się bez przeszkód zabudować tą działkę?

 

wprost.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ youtube/ screenshot

archeologów, dzieci, chan, chan, peru, historia, szkielety

MAKABRYCZNE ZNALEZISKO archeologów: 140 dzieci zamordowanych w BESTIALSKI SPOSÓB. Najmłodsze miało 5 lat! [FOTO]

To co przed pół tysiącem lat wydarzyło się na terenie dzisiejszego Peru, mogło być największym i najstraszniejszym religijnym rytuałem tego typu jaki widział świat. Nieopodal Chan Chan – wpisanych na listę UNESCO ruin stolicy indiańskiego imperium Chimu natrafiono na masowy grób. A w nim aż 140 ciał dzieci i ponad 200 lam. Archeologów poraził rozmiar tej niezrozumiałej ofiary.

 

Cywilizacja Chimu jest stosunkowo słabo znana nauce. Więcej wiemy o Majach, Aztekach czy Inkach. Lecz nigdy jeszcze nie natrafiono na pozostałość tak straszliwego rytuału. Nigdy też nie odnaleziono śladów po aż tylu, najpewniej zamordowanych w jednym czasie, ofiarach.

 

Naukowcy badający Chan Chan mówią o sensacji na skalę światową. Do tej pory sądzono, że ofiary bogom starożytne cywilizacje składały z dorosłych. Tu zaś sięgnięto po dzieci w wieku od 5 do 14 lat. Archeolodzy podejrzewają, że był to wyraz desperackiej próby przebłagania bogów.

 

Wszystkie szkielety mają czerwony barwnik na czaszkach, rozcięte mostki i połamane żebra. To każe sądzić, że dzieciom zostały wyrwane serca. Podobnie rzecz się ma z lamami, które również złożono w ofierze.

 

Cywilizacja Chimu rozwijająca się wzdłuż północnych wybrzeży Peru była bardzo podatna na zmiany klimatyczne. Jej rozwój i trwanie uzależnione było od El Ninio. Zjawisko to może powodować np. gigantyczne powodzie i inne katastrofy naturalne.

 

Mimo to naukowcy przyznają, że trudno zrozumieć tak makabryczną ofiarę. Tym bardziej, że z czymś takim, na tak wielką skalę jeszcze się nie zetknięto.

 

 

o2.pl/twitter.com

głowy, czaszka, czaszki, rytuał, archeologia, historia, wykopaliska

Ludzkie GŁOWY zatknięte na tyczkach i TORTUROWANE zwłoki niemowlęcia – odkryto pozostałości przerażającego rytuału!

Szwedzcy uczeni odkopali nieopodal miejscowości Kanaljorden wstrząsające pozostałości po pradawnym rytuale. W torfowisku, które powstało w miejscu niewielkiego jeziora znaleźli głowy osób dorosłych i szkielet niemowlęcia. Wszystkie odkryte szczątki noszą ślady brutalnych tortur.

 

Szacuje się, że odkryte szczątki mogą mieć nawet osiem tysięcy lat. Czaszki należały zarówno do kobiet jak i mężczyzn i z wszystkimi obchodzono się wręcz bestialsko. Co ciekawe, dzięki specyficznym warunkom torfowiska wszystkie są w świetnym stanie – w jednej z czaszek zachowały się nawet resztki tkanki mózgowej!

 

Wszystkie szczątki znajdowały się wewnątrz drewniano-kamiennej konstrukcji o wymiarach 12 na 14 metrów. Naukowcy z Uniwersytetu w Sztokholmie mówią, że głowy były zatknięte na drewnianych żerdziach. Nosiły ślady zarówno zagojonych ran jak i świeżych obrażeń, które powstały tuż przed śmiercią.

 

Niektóre miejsca na czaszkach były ranione wielokrotnie. Uczeni na razie nie potrafią rozstrzygnąć dlaczego osoby te poddano takim mękom. Jest to też pierwsze tak stare tego typu odkrycie w Europie.

 

Co jeszcze ciekawsze, napastnicy inaczej traktowali głowy kobiet, a inaczej mężczyzn. Bito je w inne miejsca i z inną intensywnością.

 

Na całym stanowisku archeologicznym Kanaljorden odkryto jak na razie 400 drewnianych żerdzi  – czy na wszystkich były kiedyś zatknięte głowy? Taka wizja jest naprawdę przerażająca, ale póki co nie można jej ani potwierdzić, ani wykluczyć.

 

Być może dalsze badania i wykopaliska pozwolą ustalić więcej szczegółów tego bestialskiego rytuału sprzed tysięcy lat. Tego typu wydarzenia wiązano zazwyczaj z triumfem wojennym, gdzie zwycięzcy znęcali się w ten sposób nad pokonanymi wrogami. Być może znalezisko z Kanaljorden jest mroczną pozostałością jakiejś prehistorycznej rozprawy z pokonanym wrogiem?

 

rp.pl