list

W czasie remontu starej uczelni znaleźli list sprzed 112 lat! Jego treść (…)!

Na zaskakującą niespodziankę natrafili robotnicy, którzy remontowali budynek Montclair State University w New Yersey (USA) Podczas kłucia ścian w jednym z pomieszczeń znaleźli starą butelkę po piwie, w której znajdował się list sprzed 112 lat!

Robotnicy pracujący na terenie starej uczelni początkowo nie dowierzali w to co zobaczyli. List w butelce znajdował się w maleńkim otworze zrobionym w jednej z cegieł. Natrafił na niego jeden z budowlańców, który skuwał starą ścianę. W pewnym momencie mężczyzna usłyszał dźwięk tłuczonego szkła, na który natrafił młot. Ku jego zdumieniu okazało się, że pośród szkieł znajdowały się stare, zapisane kartki. Okazało się, że była to wiadomość od pracowników, którzy 112 lat temu wznieśli budynek!

 

 

ZOBACZ:Przyjechał na pogrzeb matki, której nie widział od 10 lat. W czasie uroczystości dostał list, po którym nie mógł powstrzymać łez!

 

 

Robotnicy, którzy natrafili na niezwykłe znalezisko postanowili przeczytać list od swoich kolegów z minionej epoki. Murarze, którzy wznieśli ścianę pozdrawiali ludzi z przyszłości i przedstawili się. Obaj panowie Nj Wiliam Hanley i James Lennon pochodzili z Newark i byli członkami firmy BMIU America. List, który zostawili datowany jest na 3 lipca 1907 roku. Mężczyźni napisali, że tego dnia było bardzo gorąco, a wiadomość była pisana podczas godzinnej przerwy od pracy kiedy się nudzili.

 

 

 

 

Sprawą budowlańców z początku XX wieku zajęli się pracownicy Uniwersytetu, którzy postanowili się o nich więcej dowiedzieć. Udało im się ustalić, że William Hanley w momencie pisania notki miał 33-lata i mieszkał na Central Avenue w Newark. Drugi z mężczyzn również pochodził z Newark, jednak więcej informacji na jego temat nie udało się uzyskać. Władze uniwersytetu starają się teraz dotrzeć do rodzin obu mężczyzn, jednak póki co poszukiwania nie przynoszą żadnych efektów. Wiadomość od murarzy ma zostać wystawiona w szklanej gablocie w centralnym punkcie uczelni.

 

ZOBACZ TAKŻE:Ta pozycja SNU w czasie CIĄŻY jest ZALECANA przez specjalistów! Zmniejsza ryzyko ŚMIERCI WEWNĄTRZMACICZNEJ!

 

 

źródła: o2.pl, foto pixabay.com

 

 

 

 

 

Białegostoku

[WIDEO] Pracownik z Białegostoku przyłapany na haniebnym czynie. Jak on mógł?!

Ciężko się patrzy na takie rzeczy i zastanawia nas to jak byśmy się zachowali, gdybyśmy trafili na takiego pracownika. Ten gość z Białegostoku przeszedł wszelkie granice chamstwa. Wszedł do pokoju, rozejrzał się jakby był u siebie w domu, po czym zaczął pluć gdzie tylko się da. Nawet jeżeli ktoś sobie u niego przeskrobał, to nie tłumaczy jego zachowania. Nie jest w swoim domu i nie ma prawa robić takich rzeczy!

Chamski robotnik z Białegostoku tylko potwierdził to, że nie można ufać dosłownie nikomu. Wyobraźcie sobie, że to Wasz dom i taki jegomość chodzi sobie po nim jak po swojej fortecy i robi co chce. On postanowił napluć gdzie tylko się dało. Dlaczego? Chyba wie o tym jedynie sam zainteresowany…

ZOBACZ:Skazaniec czekał na karę śmierci. Jego ostatnie życzenie doprowadziło strażników więziennych do łez!

źródło fot. i wideo: youtube.com

program

Bardzo smutne fakty o jednym z ulubionych programów Polaków. Nie wszystko było tak, jak to widzieliśmy

„Dom nie do poznania” był jednym z ulubionych programów Polaków. Niestety okazuje się, że nie wszystko było tak, jak widzieliśmy to w telewizji. Dla tych, którzy nigdy go nie oglądali, tłumaczymy na czym polegała istota programu. Biednym ludziom remontowano domy. Trwało to tydzień, a w tym czasie rodzina jechała na ekskluzywne wczasy – najprawdopodobniej jedyne takie w całym swoim życiu. Wszystko wieńczył wielki finał…

I wtedy zazwyczaj były łzy wzruszenia – zarówno u uczestników programu, ekipy remontowej, prowadzącego jak i telewidzów. Okazuje się, że jeden z ulubionych programów Polaków przekłamywał swoich odbiorców. Dlaczego? Po pierwsze – rzadko kiedy ekipie udawało się kończyć remont na czas. W finale pokazywano tylko ukończone części domu, tych nie skończonych się nie pokazywało. Po drugie, rodziny zostawiano z ogromną ilością wydatków, na które nie było ich stać. Ostatecznie zazwyczaj tracili swoje nieruchomości. Po trzecie – po programie ekipa znikała na zawsze i nie pomagała uczestnikom, którzy nie radzili sobie z problemami. Zazwyczaj domy były bardzo duże i wymagały pewnych poprawek lub czasami nawet dokończenia remontu… Po czwarte – nie wybierano tych najbiedniejszych rodzin, tylko te, które poradzą sobie z utrzymaniem dużego domu. Jednak nawet oni sobie z tym nie radzili. Po piąte – jednej z rodzin zamontowano sprzęt dzięki któremu dziecko na wózku inwalidzkim miało możliwość sprawnego poruszania. Z racji że był drogi w utrzymaniu, to rodzina zdecydowała się na sprzedaż nieruchomości po niecałym roku. Po szóste – pomagano spłacać podatki uczestnikom programu, lecz tylko te najmniejsze, z najwyższymi rodziny sobie nie radziły. Po siódme – do niektórych domów włamywano się nawet kilkukrotnie tuż po emisji programu. Po ósme – nie wszystkie rodziny były uczciwe i często oszukiwały tylko dlatego żeby przeprowadzić u nich remont i pojechać na wakacje. Po dziewiąte – Ty Pennington – prowadzący program trafił do aresztu za jazdę pod wpływem alkoholu. Wypuszczono go po wpłaceniu kaucji w wysokości 5 tysięcy dolarów.

 

ZOBACZ:Oto sekrety stuletnich Japończyków. Poznaj tajniki ich długowieczności!

 

Smutne to, prawda? „Dom nie do poznania” zbierał wielu ludzi przed telewizorami. Łączył ich i doprowadzał do wzruszeń. Niestety, nic nie może być tak piękne, żeby nie było pozbawione wad.

źródło: fakt.pl fot. youtube.com

mieszkania

[FOTO] Podczas remontu mieszkania znalazła trumnę z ciałem 3-letniej dziewczynki! Okazało się, że leżała tam od ponad 120 lat!

Historia Ericki Carner i jej fascynującego odkrycia jest naprawdę niezwykła. Kobieta postanowiła przeprowadzić gruntowny remont swojego mieszkania. Wynajęła do tego pracowników, ponieważ trzeba było skuć podłogę. Pracę remontowe przerosły najśmielsze oczekiwania kobiety, ponieważ jej dom skrywał niesamowitą tajemnicę. Pod budynkiem znajdowała maleńka drewniana trumna ze szklanymi szybkami.

Kiedy pracownicy oczyścili szyby ich oczom ukazało się doskonale zachowane ciało około 3-letniej dziewczynki. Niestety nikt nie potrafił zidentyfikować dziecka, które znajdowało się w trumnie, więc Erika dziewczynkę ze swojego mieszkania nazwała „Miranda”. Dziewczynka przeleżała pod domem kobiety ponad 120 lat, jednak bez jakichkolwiek danych osobowych i aktu zgonu miasto nie wydało pozwolenia na organizację pogrzebu.

 

ZOBACZ:[VIDEO] Koszmar na pogrzebie: zmarły wypadł z trumny. Żałobnicy wszystko nagrali!

 

60-latka wzięła więc sprawy w swoje ręce i postanowiła rozwiązać tajemniczą zagadkę. Zgłosiła się do organizacji zajmującej się odkrywaniem tożsamości ludzi, których nikt nie potrafi zidentyfikować. Pracownicy placówki zlecili testy DNA, dzięki czemu po roku badań udało się rozpoznać kim była tajemnicza 2-latka z fioletowymi kwiatkami wpiętymi we włosy. Była nią niejaka Edith Howard Cook zmarła 13 października 1876 roku. W chwili śmierci miała niecałe 3 latka. Dzięki swojemu uporowi  Erica mogła pochować małą Edith na lokalnym cmentarzu.

ZOBACZ:Jej narządy ocaliły życie czterech osób, niedługo później trzy z nich zmarły! Okazało się, że dawczyni chorowała na (…)!

 

źródła: metro.co.uk, foto youtube.com

[VIDEO] Remontowali pas startowy. Pilot i kontroler lotów prawie popełnili błąd życia!

Nie wiemy gdzie dokładnie doszło do tego zdarzenia, ale gdyby zakończyło się ono odrobinę bardziej pechowo, to jesteśmy pewni, że nie schodziłoby z pierwszych stron gazet przez długi czas. Omal bowiem nie doszło do tragedii, która mogła pochłonąć życia setek osób! Samolot lądował na pas startowy, na którym pracowała ekipa remontowa!

Nagranie rozpoczyna się w momencie gdy pracownicy prawdopodobnie zauważyli podchodzący do lądowania samolot. Każda kolejna sekunda utwierdza ich w przekonaniu, że coś jest nie tak. Zapewne zostali wysłani na pas startowy przez obsługę lotniska, która powinna zapewnić im zamknięcie go, by mogli przystąpić do remontu.

 

ZOBACZ: Myszkowali w ruinach starej fabryki w Gubinie. Dokonali makabrycznego odkrycia

 

Tymczasem pilot samolotu nie przerywa podejścia! Obsługa, wraz z samochodem, w ostatniej chwili zjeżdża z pasa. Wielka maszyna przyziemia kawałek za remontowanym odcinkiem pasa startowego.

Tego typu wydarzenie zdecydowanie można zakwalifikować jako bardzo poważny incydent. Kto popełnił błąd? Tego nie wiemy, ale z pewnością naraził życie setek osób.

takie, zakazanych, egzekucję

Publiczna egzekucja w Korei Północnej. Kim Dzong Una lepiej nie denerwować!

Kim Dzong Un jest jednym z najostrzejszych tyranów w Historii. W Korei Północnej wszyscy się go boją, lecz niektórzy podejmują ryzyko i kradną. Tak było z pracownikiem jednego z rządowych ośrodków w Pjongjangu. Dopuścił się przestępstwa, za które w socjalistycznym azjatyckim państwie grozi kara śmierci.

Mimo iż egzekucja odbyła się w grudniu zeszłego roku, to dopiero teraz usłyszała o tym opinia publiczna. Chodzi o człowieka, który zarządzał pensjonatem Paekhwawon. Podczas wrześniowej wizyty zamieszkiwała w nim para prezydencka. Dyktator zdecydował, że ośrodkowi potrzebny jest remont. Gdy dowiedział się o kwocie, za jaką zrobiono renowację, strasznie się wściekł. Postanowił przeprowadzić dokładną kontrolę kosztów. Na jaw wyszło wtedy oszustwo pracownika. Doniesienia z Korei Północnej mówią o tym, że w jego domu znaleziono… 3 miliony dolarów. To przelało szalę goryczy i mężczyznę ostatecznie stracono.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Gdy myślisz, że wszystko już widziałeś, pojawia się taki filmik. Niemożliwa reklama „Doritos”!

 

Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby u nas obowiązywała kara śmierci… Co prawda, rankingi mówią, że w Polsce spadł wskaźnik korupcji, aczkolwiek… Czy rankingom trzeba zawsze wierzyć?

źródło: o2.pl

fot. youtube.com

czterech

Chcesz kupić mieszkanie we Włoszech? Potrzebujesz tylko czterech złotych! [WIDEO]

Któż z nas, nie marzył w przeszłości o tym, żeby mieszkać w jakimś ciepłym kraju. Niestety, zazwyczaj na samych marzeniach się kończy. Teraz, może być inaczej. Władze miejscowości Sambuca di Sicilia wystawiły na sprzedaż kilkadziesiąt nieruchomości, każda za 1 euro. Zatem, potrzebujesz tylko czterech złotych…

Władze miasta borykają się z brakiem ludności. Wychodząc na przeciw oczekiwaniom przyszłych kupców, chcą przywrócić miastu dawne życie. Wszyscy we Włoszech wolą zamieszkać w Mediolanie, Neapolu czy Rzymie. Małe miasteczka upadają i się wyludniają. Miasto Sambuca di Sicilia wygrało prestiżowy konkurs na najpiękniejsze miasteczko Włoch w 2016 roku. Zastępca burmistrza, Giuseppe Cacioppo wyjaśnia: W przeciwieństwie do innych miast, które zrobiły to tylko dla reklamy, tym razem to ratusz jest właścicielem wszystkich domów, które zostały wystawione na sprzedaż za ‚grosze’. Nie jesteśmy pośrednikami pomiędzy starymi i nowymi właścicielami. Mieszkania zostały wystawione za 1 euro, czyli w przeliczeniu potrzeba nam czterech złotych.

 

ZOBACZ:Wymarzone zaręczyny w Tatrach zmieniły się w koszmar. Gdy narzeczeni oświetlili ciemny kształt na drodze zmiękły im nogi!

 

Są jednak małe zobowiązania, choć patrząc na okolicę w jakiej przyszłoby nam mieszkać, nie można nazwać ich wygórowanymi. Dwupiętrowe, piękne mauretańskie budynki, przyszły właściciel musi wyremontować w ciągu trzech lat. Na ten czas, składa depozyt o równowartości 20 tysięcy złotych. Średni koszt remontu, to około 70 tysięcy złotych. Więc, uzbrojeni w około 100 tysięcy, spokojnie możemy się udać na podbój Italii. Co za tym idzie, spełnić swoje marzenia! Przedstawiamy państwo Sambuca di Sicilia w całej okazałości w materiale wideo.

źródło: o2.pl

fot. i wideo: youtube.com

 

samolot

Gdynia: remontowali zabytkowy samolot. We wnętrzu dokonali NIESAMOWITEGO odkrycia!

Historia jest wszędzie, ale szczególnym jej nośnikiem są nie książki i podręczniki, a przedmioty sprzed lat. Czasem w ich wnętrzu można znaleźć zupełnie niespodziewane pamiątki. Samolot TS-8 Bies będący sam w sobie zabytkiem skrywał jeszcze jedną niespodziankę. 

 

Samolot przez wiele lat znajdował się na postumencie w Babich Dołach, dzielnicy Gdyni. Teraz postanowiono go zdjąć z cokołu i wyremontować, aby w dobrym stanie mógł cieszyć oczy jako pomnik przez kolejne lata.

 

W kadłubie ekipa remontowa odnalazła… kapsułę czasu! Do szklanej butelki włożony był list napisany przez pierwszą ekipę, która remontowała maszynę:

 

Gdynia, 2.05.1995. Samolot TS – 8 Bies po 21 latach został zdjęty w listopadzie 1994 r w celu wyremontowania kadłuba. Po wyremontowaniu przez chor. szt. Leszek Tylak, chor. szt. Jan Łukianiuk, bos szt. Janusz Janiszewski, st. bosm. Ireneusz Mitoraj, mat. Tomasz Wojcieszak i Krzysztof Wojnarowski dokonali ustawienia samolot na poprzednim miejscu.

 

– napisano na kartce.

 

Dzięki niemu pracownicy Lotniczych Zakładów Remontowych w Łodzi dowiedzieli się, kiedy dokładnie TS-8 Bies trafił na postument – 1973 roku. Oznacza to, że aktualny remont odbywa się na 45 lecie tego wydarzenia.

 

Bies wróci na postument jeszcze jesienią tego roku. Jego renowacja była możliwa dzięki wygranej projektu w budżecie obywatelskim miasta Gdyni w 2017 roku.

 

Samolot TS-8 został opracowany w Polsce w latach 50-tych. Do lat 70-tych służył lotnikom jako maszyna szkolno-treningowa.

park w bydgoszczy

Bydgoszcz: park miejski skrywa makabryczną tajemnicę: „nawet 80 TYSIĘCY szkieletów” – jak to możliwe?

Park miejski w Bydgoszczy to miejsce doskonale znane każdemu mieszkańcowi miasta. Większość z nich ma też świadomość, że na tym terenie, przed dziesiątkami lat istniał cmentarz. Ale w zasadzie nikt nie zdawał sobie sprawy, jak wielka jest skala problemu i jak wiele trumien z ciałami znajduje się pod alejkami i klombami kwiatowymi!

 

Park Ludowy im. Witosa w Bydgoszczy założono na początku lat 50-tych na terenie byłego cmentarza ewangelickiego. Obecne władze miejskie, które przygotowały plan rewitalizacji parku były przekonane, że ciała ekshumowano w latach 50-tych. Jednak rozpoczęcie prac nad projektem wartym 8 milionów złotych wykazało, że ekshumacji nikt nie robił. Tysiące ciał leżą niespełna metr pod powierzchnią gruntu!

 

Znaleźliśmy nienaruszone poziomy grobowe, zmarli leżą w kilku warstwach, sięgają prawdopodobnie XVII wieku. Mogę przyjąć, że na terenie całego cmentarza leży około 80 tysięcy szkieletów, olbrzymia liczba, ale tak mówią badania i mamy wielki problem

– mówi archeolog Robert Grochowski.

 

W parku miała być siłownia, tor saneczkowy, ścieżki zdrowia, plac zabaw dla dzieci. Jednak makabryczne odkrycia kolejnych trumien wskazują na to, że inwestycja będzie musiała zostać przeplanowana.

 

Miasto zastrzega, że miało wszystkie potrzebne zgody, zaś gdyby nie prośba do archeologów o próbne odwierty, to sprawa nie wyszłaby prawdopodobnie na jaw – projekt rewitalizacji nie zakładał bowiem większych prac ziemnych, które mogłyby odsłonić pochówki.

 

Co więc stanie się z parkiem? Prawdopodobnie stanie się miejscem wyciszenia i pamięci, a nie sportu i rozrywki:

 

Tam nie leżą faszyści i hitlerowcy, tylko bydgoszczanie – fabrykanci, przedsiębiorcy, poeci i lekarze. Ludzie, którzy tworzyli to miasto. Uważam, że ciała powinny zostać tam, gdzie są.

 

– mówi Grochowski dla serwisu pomorska.pl. I do tego zdania przychylają się też władze miejskie.

 

Jak to możliwe, że za PRL z cmentarza zrobiono park i to bez ekshumacji? Jak widać wtedy takie rzeczy były możliwe. Dziś możemy nazwać to krótko – barbarzyństwem wobec spoczywających tam ludzi ich potomków. Może jednak dzięki tym odkryciom uda się przypomnieć ten zapomniany fragment historii Bydgoszczy?

 

wprost.pl/pomorska.pl/foto: wikipedia