watykanu

Ujawniono szokujące fakty na temat największej tajemnicy Watykanu. Szczegóły zaskakują

Wiele faktów na temat Watykanu jest okrytych ogromną tajemnicą. Wiemy o nim tak naprawdę tylko to, co słyszymy w mediach. Frederic Martel – francuski dziennikarz i socjolog uważa, że niektórzy wysoko postawieni duchowni Kościoła katolickiego, którzy atakowali homoseksualizm, sami są gejami. Dodaje również, że za Piżmową Bramą dzieją się rzeczy, których byśmy się nie spodziewali.

O wydarzeniach pisze w swojej książce pt. „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”. Ujawnia on w niej wszelkie szczegóły. Socjolog Frederic Martel rozmawiał z wieloma kardynałami oraz setkami biskupów i księży. Tłumaczy, że wśród nich było wielu zadeklarowanych homoseksualistów, którzy ukazali mu świat w którym ukrywają się księża-geje, a dzięki nim poznał największe tajemnice Watykanu oraz Kościoła na całym świecie – w tym w polsce. Dotarł on również do kulisów skandalu, który był przez Watykan zamiatany pod dywan w ostatnich latach.

Kardynałowie nie tylko korzystają z męskiej prostytucji, żeby zaspokoić swoje libido; nie tylko są homoseksualistami w życiu prywatnym, podczas gdy publicznie obnoszą się z ostrą homofobią, ale urządzają się w ten sposób, żeby nie płacić swoim żigolakom z własnych środków! Na wynagrodzenia dla pośredników i dla luksusowych escort boyów różnych w różnych momentach czerpią bowiem z kasy watykańskiej. Okazuje się, że używają wobec siebie pseudonimów oraz pewnego kodu, za pośrednictwem którego się porozumiewają. 

 

ZOBACZ:Co za potwór!! Jedzenie żony było niedobre więc dał żonie „nauczkę”

 

Aby poznać więcej mrożących krew w żyłach szczegółów, trzeba udać się do książki Frederica Martela. Po jej przeczytaniu już nic nie jest takie samo, jak było wcześniej. Wierzycie w te wszystkie opowieści?

źródło: fakt.pl fot. youtube.com

zegarki

Nadchodzi zmiana czasu. Kiedy przestawiamy zegarki?

Zmiana czasu często nas dezorientuje. Zapominamy przestawić zegarki i na przykład spóźniamy się do pracy lub jedziemy na złą godzinę do kościoła. Tym razem będziemy przestawiać zegarki o godzinę do przodu, zatem pośpimy o godzinę krócej. Dodatkowym smaczkiem jest to, że może to być jedna z ostatnich zmian czasu w historii.

Więc kiedy przestawiamy zegarki? Zawsze robimy to w ostatnią niedzielę marca. W 2019 roku wypada ona w 31. dniu tego miesiąca. Godzinę zmienimy z 2:00 na 3:00. Na pewno bardziej lubimy zimowe przestawienia, kiedy możemy sobie pospać o godzinkę dłużej. Niby nic, ale każdego zawsze to bardzo cieszy. Chcecie poznać kilka ciekawostek dotyczących zmiany czasu?

ABSTYNENCJA ryzykowniejsza niż picie? Oto dziesięć CIEKAWOSTEK na temat alkoholu!

Gdzie, jak gdzie, ale w Polsce alkohol to część świętowania wielu okazji. Urodziny, imieniny, rocznice i tym podobne, zazwyczaj są zakrapiane. Poznajcie 10 ciekawostek na jego temat, na pewno o wielu z nich nie słyszeliście!

#1 Wino zostało wynalezione przed kołem

Analizując próbki gliny zebrane na terenie chińskiej osady, zbudowanej około 9 tysięcy lat temu, Patrick McGovern znalazł ślady miodu pitnego o mocy 10%. W Gruzji odnaleziono szczątki naczyń do przechowywania wina datowanych na 7,5-8 tysięcy lat! Koło natomiast wynaleziono w IV tysiącleciu p.n.e.

#2 Lodowcowe piwo

W 2010 australijska firma Nail Brewing, postanowiła przebić wszystkich chwalących się krystalicznie czystą wodą w swoich piwach. Wypuściła więc limitowaną serię napoju na bazie wody z lodowca Antarktyki. Nie można było go kupić w sklepie. Sprzedawano go na aukcjach, a ceny szybowały nawet do około 2000 dolarów za butelkę. Dochód przeznaczono na działalność organizacji Sea Shepherd Consevation Society, która zajmuje się między innymi walką z wielorybnictwem i ochroną przyrody morskiej.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Wszystkie BITWY w historii na jednej mapie. GDZIE było ich najwięcej?!

 

#3 Jeśli tequila, to tylko z Meksyku!

Według prawa Meksykańskiego słynny napój musi zawierać 51% ekstraktu z liści niebieskiej agawy. Roślina ta niegdyś występowała głównie w Jalisco. Obecnie cztery inne meksykańskie rejony mogą używać nazwy tequila. W Południowej Afryce, próbowano użyć nazwy tequila na początku XXI wieku, lecz niemal od razu przerodziło się to w konflikt, a Meksyk zarezerwował sobie znak towarowy na wyłączność. Odtąd, Afrykanie musieli zacząć używać nazwy Agava.

#4 Starsze wino jest lepsze? No niekoniecznie…

Z góry zakłada się, że wiek wina powinien świadczyć o jego wartości i smaku. Z tym, że wcale to tak nie działa. Najważniejsza jest nie liczba lat, a sam rocznik – jak pogoda panowała wtedy w winnicy i jaki mogła mieć wpływ na zbiory. Znawca wina, Gilles Kime, twierdzi, że wiek nie wpływa korzystnie na jakość smaku trunku.

#5 Zabójczy alkohol z USA

W czasach prohibicji, nielegalny produkt pojawiał się w podziemnych barach, sprzedawany na ulicach, pędzony w domach, rozprowadzany przez mafię. Zdecydowano się na niekonwencjonalną i zabójczą taktykę. Zalecono producentom, aby zatruwali alkohol, dodając do niego formaldehyd, czy chloroform. Efekt był piorunujący. Ilość zgonów i zachorowań tak wielka, że lekarz naczelny Nowego Jorku zdecydował się na konferencję prasową i publicznie opowiedział o rządowej taktyce żądając wzięcia przez polityków odpowiedzialności.
Oczywiście niewiele to dało, z powodu zatruć zmarło 400 osób, a w kolejnym roku 700. Zatruwanie alkoholu przerwało dopiero zniesienie prohibicji w grudniu 1933 roku.

#6 Abstynencja ryzykowniejsza niż picie

W badaniach z 2010 roku, opublikowancyh w branżowym czasopiśmie Alcoholism: Clinical and Experimental Research, psycholog Charles Holahan z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin zauważa, że w ciągu 20 lat 69% badanych przez niego abstynentów zmarło, podczas gdy u osób pijących było to tylko 60% badanej grupy. Najdłużej wśród analizowanych przypadków żyła grupa pijących “średnie ilości”. Tylko 41% z nich umarło w badanym okresie. W analizie wzięło udział 1824 osób. Niektórzy mogą mieć wątpliwości, że ci zupełnie niepijący kiedyś byli alkoholikami, przez co ich zdrowie “na wejściu” jest znacznie gorsze. Holahan i jego zespół stworzyli model kontrolujący przeszłe i obecne w trakcie badań czynniki zdrowotne. Nie zmieniły one wyników.

#7 Nie pij drinka z napojami „light”!

To samo czasopismo, które zostało wymienione wyżej, udowodniło, że drinki sporządzone z napojami typu „light”, czyli bez cukru i z małą ilością kalorii, szybciej upajają oraz są gorsze skutki dnia następnego. Warto o tym pamiętać zamawiając w klubach – żeby za szybko nie zakończyć wieczoru.

#8 Whiskey z początku jest przezroczyste

Jednym ze znaków rozpoznawczych amerykańskiej whiskey jest jej kolor, podobnie jak charakterystyczny błękit jeansów. Ale napój nie jest taki od razu, sam alkohol pozbawiony jest koloru, napój uzyskuje go dopiero podczas leżakowania w beczkach przez 9 miesięcy, a potem ogrzewana by wydobyć kolor z rozpuszczonych w drewnie cukrów i karmelizacji tanin. Właśnie te substancje zmieniają zmak napoju i decydują o jego kolorze.

#9 Amerykanie spijali więcej alkoholu niż wody

W XVII i XVIII wieku mieszkańcy Ameryki Północnej nie traktowali alkoholu jako czegoś na specjalne okazje. Był to lek praktycznie na wszystko, traktowano go także podobnie do dzisiejszych napojów energetycznych i pito w ogromnych ilościach. W 1790 roku wedle rządowych danych na jednego mieszkańca Ameryki powyżej 15 roku życia rocznie przypadało:
– 129 litrów piwa i cydru,
– 19 litrów whiskey lub innych napojów spirytusowych,
– 4 litry wina,

Dodajmy dla porównania dane z 2010 roku:
– 80 litrów piwa,
– 6 litrów napojów spirytusowych,
– 8 litrów wina,

#10 Czerwone wino z czerwonych winogron, białe z białych? NIEKONIECZNIE!

Z Winami bywa podobnie. Sok wewnątrz owoców winogron jest tak naprawdę jasny. To skórka owocu zawiera pigment nadający czerwony kolor. Jeśli wyciskamy sok z obranych owoców, pozostanie biały, a jeśli będzie miał on kontakt ze skórką w czasie fermentacji uzyska nasyconą czerwoną barwę.

źródło: focus.pl

fot. pixabay.com

 

alkohol

Jak smakował alkohol sprzed TYSIĘCY LAT? Uczeni już wiedzą, teraz możesz przekonać się sam!

Dzięki żmudnym badaniom wielu specjalistów przywrócono do życia trunek sprzed epoki wikingów. Teraz każdy z nas może uraczyć się napojem podobnym do tego sprzed wieków! 

 

Wszystko zaczęło się od odkrycia bogatego grobu wojownika nieopodal Nandrup w północnej Danii.  Datowano go na ok. 1500-1300 r. p.n.e. Oprócz bogatego wyposażenia w broń i przedmioty codziennego użytku uczonych zainteresowały resztki czarnej substancji znajdującej się w ceramicznych naczyniach.

 

Podobne ślady odnajdywano także gdzie indziej – na resztkach brązowego sita wydobytego nieopodal Kopenhagi czy w innych pochówkach wojowników z tego obszaru. Skandynawscy archeolodzy postanowili zwrócić się o pomoc w analizie składu substancji do biochemików ze Stanów Zjednoczonych. Wysłane za ocean próbki były poddane wnikliwej analizie.

 

Bez żadnych wątpliwości ustalono, że w naczyniach znajdowały się ślady napoju alkoholowego. Była to dziwna dla nas, współczesnych, mieszanka alkoholu, owoców leśnych, woskownicy europejskiej (aromatycznego krzewu wykorzystywanego powszechnie w piwowarstwie sprzed setek i tysięcy lat), krwawnika, jałowca, żywicy brzozy. W niektórych próbkach odkryto także ślady wina sprowadzanego z południa Europy!

 

To właśnie wino wyparło ten „nordycki grog” jak nazwali go uczeni, a wiele ze składników, które przetrwały dłużej w browarnictwie tego obszaru zniknęło z użycia około XVI wieku. Teraz piwowarzy postanowili przywrócić do życia napój odkryty przez naukowców. Próby podjęto w USA i Szwecji. Amerykanie stworzyli trunek na bazie miodu pitnego, , jęczmienno-pszenicznego piwa oraz wina z borówek i żurawiny, a całość dopełniają woskownica europejska, krwawnik i sok brzozowy.

 

Badania te nie tylko pozwoliły na poznanie czym raczyli się nasi przodkowie, ale pozwoliły przywrócić dawno zapomniane receptury do życia. Z pewnością nie są one 100% zbieżne z alkoholami sprzed wieków, ale dają nam wyobrażenie o popularnych wówczas smakach. A co jeszcze istotniejsze – badania te udowodniły, że już trzy tysiące lat temu na tereny Skandynawii docierało wino z południa Europy, a to znaczy, że rozwinięte szlaki handlowe istniały na długo przed Imperium Rzymskim. I sięgały wręcz na same krańce „barbarzyńskiej” części Starego Kontynentu.

żelazne, epoka żelaza, epoka brązu

To PEWNE – pierwsze żelazne przedmioty na Ziemi mają KOSMICZNY RODOWÓD! Analiza ich składu nie pozostawia wątpliwości

Można tylko wyobrażać sobie teraz, jak wielką wartość dla ludzi przed tysiącami lat mogły mieć przedmioty wykonane w tak niezwykłych okolicznościach!

 

Pierwsze żelazne przedmioty powstały już epoce brązu – może to brzmieć niedorzecznie, ale taki jest fakt.  I gdyby nie kosmos najpewniej by nie powstały, a nadejście całej epoki żelaza – kto wie – być może przesunęłoby się w czasie.

 

Uczeni badający żelazne artefakty sprzed tysięcy lat dowiedli, że żelazo służące do ich wytopienia ma kosmiczne pochodzenie – na Ziemię przybyło w formie meteorytów!

 

Epoka żelaza zaczęła się około 1200 r. p.n.e. na terenie dzisiejszej Turcji i Kaukazu. Ale najstarsze  żelazne przedmioty są o ponad 2 tysiące lat starsze! Albert Jambon z Krajowego Centrum Badań Naukowych we Francji dokonał analizy chemicznej próbek najstarszych żelaznych artefaktów. To właśnie skład chemiczny żelaza świadczy o jego pozaziemskim pochodzeniu.

 

W czasie tworzenia się planet pierwiastki takie jak nikiel czy kobalt gromadzą się wokół płynnego jądra planety, są zaś bardzo rzadkie na jej powierzchni. Tymczasem żelazo w formie meteorytów posiada wysoką zawartość tych pierwiastków i co istotne – w zasadzie jest „gotowe do użytku”. Ale co oczywiste – są też rzadko spotykane.

 

Tymczasem powierzchniowe złoża żelaza na Ziemi występują w formie tzw. rud darniowych, które wymagają najpierw wytopienia samego żelaza z rudy, a potem jego dalszej obróbki. Gdy ludzie opanowali tworzenie pierwszych pieców hutniczych, tzw. dymarek, ich pozyskiwanie stało się o wiele łatwiejsze i tym samym można było zaniechać wytopu trudno dostępnych, kosmicznych pamiątek.

 

Czy to meteoryty nakierowały ludzi na poszukiwanie podobnego surowca w ziemi? Dziś już tego zapewne nie stwierdzimy z całkowitą pewnością. Niemniej jednak jak widać kosmos miał faktycznie ogromny wpływ na życie naszych przodków.

 

 

 

SENSACJA! Te zwierzęta EWOLUUJĄ I UCZĄ SIĘ! Opanowały tworzenie SPRYTNEGO NARZĘDZIA – idą tą samą ścieżką, co ludzie?

Dla nas wynalezienie haczyka przed około 23 tysiącami lat było jednym z najważniejszych etapów rozwoju. Teraz podobne narzędzia opracowały… wrony!

 

Uczeni z University of St. Andrews zajmują się obserwowaniem wron brodatych – endemicznego gatunku zamieszkującego Nową Kaledonię i Wyspy Lojalności na Pacyfiku. Tworzą one bardzo zaawansowane – jak na zwierzęta oczywiście – narzędzia.

 

Wrony opanowały tworzenie patyczków z haczykowatym zakończeniem, które bardzo ułatwiają im wyciąganie owadów, którymi się żywią z dziur i szczelin. Co istotne – są to jedyne zwierzęta na Ziemi, które podobnie jak ludzie, opanowały tworzenie narzędzi zakończonych haczykiem!

 

Wrony wybierają odpowiednie gałązki, z niektórych gatunków roślin. Po ich oderwaniu dokładnie kształtują końcówkę na haczyk – nie jest to więc przypadkowa sytuacja, tylko celowe, przemyślanie działanie.

 

„Podejrzeliśmy, że narzędzia z wyraźnymi haczykami są bardziej wydajne i mogliśmy to potwierdzić w kontrolowanych eksperymentach z dzikimi wronami. Im głębszy hak, tym szybciej ptaki wyciągały przynętę z dziur w drewnianych balach”

– powiedział Christian Rutz, kierownik projektu.

 

Co ciekawe, wrony nie tworzyły najlepszych haczyków z biegiem czasu, a wprost przeciwnie – to młode osobniki najbardziej „starały się”, produkując swoje narzędzia. Starsze i bardziej doświadczone zadowalały się haczykami robionymi szybko i byle jak.

 

Ludzie tworzenie najprostszych narzędzi opanowali już około 3 milionów lat temu. Jednak haczyk, który wielu uczonych uważa za niesamowicie ważny wynalazek, to stosunkowo młoda konstrukcja. Najstarsze znalezione haczyki pochodzą sprzed około 23 tysięcy lat. Można więc zadać pytanie – czy wrony idą podobną drogą rozwoju co człowiek? Zapewne nie, niemniej jednak na pewno można je pochwalić za wyróżniające się zdolności wśród innych zwierząt.

 

rp.pl

Legenda motoryzacji: TO KONIEC ERY SAMOCHODÓW. Wkrótce zmuszą nas do oddania ich na złom, a MILIONY ludzi stracą pracę!

Wszystko przez postęp techniczny. Co przejmie zadania samochodów?

 

Bob Lutz, to jedna z ważniejszych postaci branży motoryzacyjnej. Niemal pół wieku pracował dla gigantów: General Motors, BMW, Forda i Chryslera pełniąc w nich bardzo ważne funkcje. 85-letni biznesmen wróży bardzo czarną przyszłość dziedzinie, której poświęcił niemal całe życie.

 

„Przez setki lat ludzie przemieszczali się konno, przez ostatnie 120 lat głównym środkiem transportu był samochód. Zbliżamy się teraz do końca ery samochodów, będziemy podróżować w ustandaryzowanych pojazdach”

 

– napisał w artykule dla pisma Auto News.

 

Zdaniem Lutza postęp techniczny wkrótce wymusi na nas rezygnację ze sterowanych przez nas samych aut. Zastąpią je pojazdy autonomiczne, które jako jedyne będą miały prawo poruszać się po autostradach. Poruszając się z prędkością 150-200km/h będą dowozić nas do miejsca przeznaczenia, a potem szybko wracać do bazy by przejąć kolejnego klienta.

 

Mechanizm ten żywcem przypomina schemat działania np. Ubera i to właśnie takim firmom Lutz wróży przyszłość. To one zmonopolizują rynek autonomicznych aut i będą wywierać presję na rządach w celu zaostrzenia przepisów i wycofania pojazdów kierowanych przez ludzi.

 

„Punkt krytyczny zostanie osiągnięty, gdy 20-30 proc. pojazdów będzie w pełni autonomicznych. Państwa spojrzą na statystyki wypadków i zorientują się, że ludzie powodują 99, 9 proc. z nich.”

 

– wieszczy Lutz. Od tego momentu każdy użytkownik będzie miał kilka lat na ze złomowanie swoich czterech kółek.

 

Ekspert zwraca uwagę, że wraz z końcem ery samochodów znikną też warsztaty samochodowe i wszystkie pokrewne z nimi branże przemysłu, handlu i usług. A to sprawi, że dziesiątki milionów ludzi stracą zajęcie.

 

Oczywiście prognoza Lutza dotyczy przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, gdzie najprężniej rozwija się gałąź pojazdów autonomicznych. Ale postęp wkracza powoli także na Stary Kontynent. Zapewne specjalista nieco przecenia nasze możliwości, ale z pewnością za 20 lat nasze drogi będą już wyglądały inaczej niż dziś. Tylko czy faktycznie tak jak chciałby je widzieć Bob Lutz? Przekonamy się w 2037 roku!

 

motoryzacja.interia.pl