ochrony

Nowe fakty o szefie ochrony WOŚP. Wypowiedział się o nim jego kolega!

O sprawie Dariusza S. zrobiło się głośno po tym, jak policja ustaliła, że Stefan W. wcale nie miał ze sobą plakietki. Teraz, o szefie ochrony wypowiedział się jego kolega z czasów, gdy pracowali razem w policji. Słowa mrożą krew w żyłach.

Jak donosi „Fakt”, mężczyzna ma zarzuty prokuratorskie i nie powinien być szefem ochrony podczas WOŚP w Gdańsku. Powołuje się on na słowa jednego z dawnych kolegów z policji  Dariusza S. Dariusz S. w czasie pracy w policji miał styczność z przestępcami, którzy kradli samochody. Po Gdańsku potrafił jeździć drogimi autami – mówi jego były kolega z policji. Dodaje, że był on również oskarżony o pobicie. To był wówczas skandal. Bandycką napaść zarejestrowały kamery monitoringu, a Dariusz został tylko zawieszony. O dziwo wrócił jednak do służby, a potem sam z niej odszedł. Dzięki temu otrzymał pełną odprawę – skwitował. Mężczyzna ma ponoć w rodzinie  wysoko postawionego w funkcjonariusza policji.

 

ZOBACZ:Mackiewicz daje znaki swojej rodzinie? Wstrząsające wyznanie żony!

 

Ostatnie zdanie wszystko tłumaczy. Znajomości były, są i będą. Lecz nie powinno się doprowadzać do tego, żeby bandyta ochraniał imprezę. Sprawę bada bydgoska prokuratura.

źródło: o2.pl , fakt.pl

fot. youtube.com

zeznania, stefan w.

Kosmiczny odlot Stefana W. Nie uwierzysz, jakie złożył zeznania!

Sprawą przeszłości Stefana W. żyje cała Polska. Zabójca z Gdańska zaskakuje tym, jakie składa zeznania. Śledczy próbują ustalić motywy działania zabójcy oraz jego przeszłość. Jednak, niektóre rzeczy, które mówi, są po prostu nie do uwierzenia.

Stefan W. zeznał m.in. że latał statkiem kosmicznym. Były minister sprawiedliwości, Zbigniew Ćwiąkalski, twierdzi, że może on grać na swoją niepoczytalność. To dosyć częsty proceder w przypadku zabójców. Robią tak, aby dostać mniejszy wyrok. Chcą, aby w świetle śledztwa ich działania były brane pod uwagę jako skutki choroby psychicznej. Tylko, czy rzeczywiście Stefan W. jest niepoczytalny? Być może to element jego gry, która ma go uchronić przed wieloletnim więzieniem. W niektóre zeznania, ciężko uwierzyć. Mecenas Jacek Kondracki komentuje to w ten sposób: To, co w tej chwili mówi podejrzany – czyli opowiada o zamachu na Pałac Prezydencki, na prezydenta, że sforsował bramy Pałacu – czy też opowie inne jeszcze rzeczy, nie ma znaczenia. Dlatego, że podejrzany może mówić, co mu się podoba. Może wygłaszać najbardziej absurdalne powody i opowiadać, czego to on nie robił. To jego prawo. Służby wiedzą i powinny wiedzieć swoje.

 

ZOBACZ:Stefan W. chciał zabić kogoś innego. Nowe wstrząsające informacje: „Wiedział jak zabijać”

 

Zespół ekspertów najpierw dokładnie zbada Stefana W., po czym wyda opinię o tym, czy rzeczywiście jest chory psychicznie. W tej sprawie, nie mogą oni popełnić żadnego błędu.

źródło: fakt.pl

fot. facebook.com

zeznania, stefan w.

Patryk Jaki rozwścieczy tym niejednego człowieka. Wypowiedział się na temat zabójcy Adamowicza!

Patryk Jaki stanowczo wypowiedział się na temat zabójcy Pawła Adamowicza. Twierdzi, że jeżeli osadzony kończy wyrok, to Służba Więzienna nie może mu nic zrobić. Wirtualnej Polsce, tłumaczy, że wyrok w tym przypadku za niski.

Wirtualna Polska, zapytała wiceszefa resortu sprawiedliwości, czy wyrok, który odsiadywał Stefan W., nie był przypadkiem za niski. Napastnik cztery razy napadał w swoim życiu z bronią w ręku i sędzia orzeka wyrok jedynie pięciu lat pozbawienia wolności. Kłóci się to z moim poczuciem sprawiedliwości. I to jest, w mojej ocenie, najważniejszy obszar refleksji po tej tragedii – tłumaczy Patryk Jaki. Dodał, że gdyby takich przestępstw dopuścił się np. w Stanach Zjednoczonych, to dostałby wyrok kilkudziesięciu lat pozbawienia wolności. Wydawałoby się, że 5 lat to dużo, lecz najwidoczniej jest to za mało, żeby odstraszyć od kolejnego popełnienia przestępstwa, a w tym przypadku nawet zabójstwa.

 

ZOBACZ:Stefan W. był badany przez psychiatrów kilkadziesiąt razy. Wyniki zaskakują!

 

Odnosząc się do sugestii medialnych, że Stefan W. powinien zostać objęty „ustawą o bestiach”, SW stwierdziła, że mężczyzna nie spełniał warunków w niej opisanych. W systemie terapeutycznym odbywają karę skazani z niepsychotycznymi zaburzeniami psychicznymi, w tym skazani za przestępstwo popełnione w związku z zaburzeniami preferencji seksualnych, upośledzeni umysłowo, wymagający specjalistycznej opieki, niepełnosprawni fizycznie oraz uzależnieni od alkoholu albo środków odurzających lub psychotropowych. U Stefana W. nie stwierdzono żadnej z tych przypadłości – tłumaczy Służba Więzienna. Jak widać, na prawdę trzeba spełniać pewne wymogi, żeby być pod większą kontrolą…

źródło: wp.pl

fot. facebook.com

córka

Córka i żona Adamowicza zabrały głos. Ich słowa przeszywają serce…

W środę, w Gdańsku, żona oraz córka zmarłego prezydenta miasta, wypowiedziały się na temat sytuacji, która dotknęła ich rodziny. Zaapelowały również, aby Jurek Owsiak został z WOŚP i był na jej czele. Kobiety wypowiedziały słowa, które przeszywają serce na wylot. Można sobie tylko wyobrazić, jak bardzo im teraz ciężko…

Niewyobrażalne jest to dla ludzi, że nienawiść może być tak wielka. Wiem, że Paweł jest tu z nami, że będzie dobrym opiekunem tego miasta, a jego śmierć nie pójdzie na marne – mówiła żona Pawła Adamowicza, Magdalena. W Gdańsku, przez cały czas, przewija się kilka tysięcy osób, które zostawiają znicze, upamiętniające prezydenta. TVN 24, nagrał mowy, które wygłosiły żona oraz córka, która swoimi słowami doprowadziła do łez cały zebrany  tłum. Nazywam się Antonina Adamowicz. Paweł Adamowicz był moim Tatusiem. Ciebie, Tatusiu, kocham bardzo mocno i na zawsze. Kocham to miasto tak jak on. Cała nasza rodzina je kocha, bo Gdańsk był dla taty trzecim rodzicem, trzecim dzieckiem i drugą miłością – mówiła starsza córka, Michalina.
Paweł Adamowicz, zginął z rąk nożownika, Stefana W., który zaatakował go podczas puszczania symbolicznego światełka do nieba.
źródło: tvn24.pl
fot. youtube.com
adamowicz, wośp

„Spojrzał na mnie i zaczął się osuwać” – wstrząsająca relacja kierownika sceny WOŚP z ataku na Adamowicza

W ostatnich dniach wiele już napisano o zbrodni w Gdańsku. Bardzo często komentatorów i zwykłych zjadaczy chleba zastanawiało jak to możliwe, że po scenie WOŚP biegał człowiek z nożem, a wszyscy dookoła zdawali się nie widzieć i nie rozumieć co się dzieje. 

Eksperci ds. bezpieczeństwa zwracali uwagę, że na scenie panował tłok, grała muzyka, świeciły światła i pirotechnika. W takich warunkach percepcja ludzka zmienia się i trudno uchwycić coś, co trwa raptem kilka sekund. Ludzie pod sceną nie wiedzieli, co stało się na ich oczach, a co dopiero osoby stłoczone na samej scenie. Relacja kierownika sceny WOŚP to potwierdza.

 

To nie wyglądało na początku tak źle. Usłyszałem, że prezydent źle się poczuł. I zobaczyłem go siedzącego na podeście gitarowym. Podszedłem, usiadłem koło niego, objąłem go ręką i zacząłem się go pytać, czy coś się stało

 

– powiedział Adam Ilczyszyn w rozmowie z prowadzącymi „Dzień Dobry TVN”.

 

Wyglądał jakby po prostu cukier mu spadł, jakby mdlał. Zdążył spojrzeć na mnie i zaczął się. W tym momencie podbiegła sanitariuszka, zaczęliśmy go układać w pozycji bezpiecznej. Wtedy ktoś krzyknął, że został dźgnięty nożem. Ja w ogóle tego nie widziałem.

 

– kontynuuje Ilczyszyn. Wtedy dostrzeżono dwie duże rany, które jeszcze nie krwawiły zbyt obficie, lub po prostu krew spływała pod ubraniem prezydenta. Sytuacja zaczęła robić się dramatyczna. Trzeba było rozpocząć reanimację i zatamować krwawienie. Wkrótce pojawiły się karetki z ratownikami medycznymi.

 

ZOBACZ: Dlaczego Adamowicz zginął? Klawisz więzienny nie ma żadnych wątpliwości – przerażająca opinia!

 

Prezydent zmarł następnego dnia w szpitalu. Prokuratura bada całą sprawę, również wątki dotyczące zabezpieczenia imprezy. Zeznania osób takich jak Ilczyszyn i innych organizatorów i najbliższych świadków będą z pewnością bardzo ważne.

 

fakt.pl/ foto: screenshot youtube

zatruwał kanapki współpracowników

Przez lata robił paskudne rzeczy z kanapkami współpracowników. Być może zabił dziesiątki z nich!

Schloß Holte-Stukenbrock to niewielkie miasto w zachodnich Niemczech. W jednej z tamtejszych firm przez lata pracownicy umierali w dziwnych okolicznościach na zawały serca, lub nowotwory. Właśnie zatrzymano 56-letniego mężczyznę, który najpewniej podsypywał kanapki swoich kolegów z pracy trucizną!

 

Jest wielce prawdopodobne, że 56-latek truł swoich współpracowników nawet przez 18 lat! Sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby jeden z jego kolegów nie zaniepokoił się dziwnym posmakiem swojej kanapki. Zgłosił się na policję, a ta na kamerach monitoringu odkryła moment, w którym podejrzany wsypuje jakiś proszek do posiłków kolegów z pracy.

 

W czasie rewizji w domu domniemanego truciciela odnaleziono octan ołowiu, który mógł mu służyć do podtruwania innych ludzi. Ten jednak do niczego się nie przyznaje. Nie są też znane jego motywy.

 

Śledczy twierdzą, że są pewni trzech przypadków, w których mężczyzna podtruwaniem doprowadził do przedwczesnej śmierci. Jednak łącznie zamierzają przebadać 21 zgonów pracowników firmy, w której zatrudniony był podejrzany.

 

Tym bardziej, że wielu z pracowników zgłaszało dziwne objawy lekarzom, którzy jednak nie skojarzyli ich z zatruciem metalami ciężkimi. Przed śmiercią ludzie ci skarżyli się na odbarwienia skóry, drgawki i zawroty głowy.

 

Czy to faktycznie możliwe, aby przez 18 lat w swoim środowisku mieć kogoś tak bezwzględnego i niczego nie zauważyć? Co kierowało szalonym trucicielem? Być może na te pytanie odpowie postępowanie sądowe.

 

 

o2.pl/ pixabay

dubletówki

Makabryczny koniec sprzeczki. Hrabia wystrzelał z dubeltówki swoją rodzinę!

Ach te wyższe sfery… Iście koszmarny przebieg miała kłótnia, która rozpętała się w posiadłości 54-letniego hrabiego z Austrii, Tono Goessa. Mężczyzna w pewnym momencie nie wytrzymał i postanowił rozstrzygnąć spór przy pomocy dubeltówki.

 

Wszystko wydarzyło się pechowego 13-grudnia w zamku Bockfliess w miejscowości Stetten niedaleko Wiednia. Tono Goess pokłócił się ze swoim ojcem, macochą i młodszym bratem. Emocje były tak wielkiego, że hrabia przy pomocy dubeltówki zabił całą trójkę oponentów! Po wszystkim poprosił pokojówkę o wezwanie karetki.

 

ZOBACZ: Był pijany, nie miał prawa jazdy i zabił 11-latka. Szokująca decyzja sądu

 

Hrabia przyznał się do zabójstwa całej trójki i powiedział, że nienawidził swojego ojca. List, który napisał kiedyś, a który teraz wpadł w ręce policji wyjaśnił, że mężczyzna całe życie podlegał potężnej presji ze strony ojca.

 

Ród Goess-Ezenberger to uznani producenci wina i jedna z najbardziej wpływowych arystokratycznych rodzin. Taka zbrodnia z pewnością nie przysporzy chwały rodowi!

 

o2.pl/ foto: pixabay

małżeństwa, 18-latka, więzienia, radiowóz, księża, narkotyki, wanną, egipcjanin, mieszkańców

Podejrzewali, że zabiła noworodka. Prawda okazała się jeszcze potworniejsza!

Pierwsze wstrząsające doniesienia podały media jeszcze w czwartek. W Ciecierzynie w województwie opolskim pracownicy pomocy socjalnej zainteresowali się 27-latką, która była w ciąży, ale nikt nie widział jej później z dzieckiem. Gdy przybyli na miejsce poznali potworną prawdę.

 

27-latka początkowo zaprzeczała, aby była w ciąży. Pracownicy socjalni nie uwierzyli w to i postanowili wezwać policję. Wtedy kobieta pękła i przyznała się do zabicia noworodka. Po porodzie miała wrzucić dziecko do pieca i spalić. Potem zakopała szczątki na terenie posesji.

 

ZOBACZ Macocha zgotowała mu piekło. 5-latek przeżył prawdziwy horror:

 

Gdy policjanci przybyli na miejsce kobieta przyznała się do kolejnych zbrodni. Powiedziała, że na podwórku są zakopane jeszcze cztery niemowlaki, które rodziła wcześniej. Funkcjonariusze we wskazanych przez kobietę miejscach znaleźli szczątki czworga dzieci!

 

Jak podają dziennikarze RMF FM, kobieta przyznała się do zabicia wszystkich dzieci. Znaczyłoby to, że wszystkie urodziły się żywe i prawdopodobnie miałyby szanse przeżyć, gdyby były otoczone odpowiednią opieką.

 

wprost.pl/ foto; zdjęcie ilustracyjne

horror w lesie, grób

Zakopał ojca w lesie i przychodził się modlić na jego grób. Prawda wyszła na jaw po 3 latach!

Mysłakowice to nieduża wieś na Dolnym Śląsku. W 2015 roku zaginął jeden z mieszkańców, Stanisław K. Po trzech latach okazało się, że jego zwłoki zakopał w lesie syn, który przez cały czas przychodził pomodlić się za tatę nad jego prowizoryczny grób. Jednak ocena  tej sprawy wcale nie jest taka jednoznaczna.

Przez trzy lata służby, mieszkańcy wsi, a nawet żona zamordowanego myśleli, że mężczyzna zaginął. W rzeczywistości w dniu rzekomego zaginięcia w domu rodziny doszło do awantury. Nie pierwszej zresztą.

 

Stanisław K. pobił żonę, a jego syn, Andrzej K. próbował go uspokoić. Gdy wyszli z domu ojciec znowu wpadł w szał. Andrzej chwycił pierwszy przedmiot, który miał pod ręką, żeby uderzyć go w głowę i ogłuszyć. Traf chciał, że była to siekiera. Stanisław K. nie przeżył uderzenia.

 

ZOBACZ: 13-latek wychylił się przez szyberdach i zginął. Makabryczny wypadek nagrali świadkowie [VIDEO]

 

Andrzej K. zabrał ciało ojca do lasu i pochował go. Cały czas dręczyły go wyrzuty sumienia, dlatego przychodził na grób ojca i modlił się za niego. W tym czasie służby bezskutecznie szukały oficjalnie zaginionego Stanisława K.

 

Kilka tygodni temu Andrzej K. przyznał się na policji do zabicia ojca. Wraz z matką opisali całą historię. Głowa rodziny była alkoholikiem, który znęcał się nad bliskim. Bali się go też mieszkańcy wsi. Sąd wziął pod uwagę wszystkie te okoliczności i czas do procesu Andrzej K. spędzi w domu, a nie w areszcie. Czy sąd będzie równie łaskawy przy ogłaszaniu wyroku?