telefon, Policja, bezdomny, pożar, ogien,

Łódź: zwłoki pod szpitalem psychiatrycznym. MAKABRYCZNE obrażenia!

Zwłoki mężczyzny odnaleziono w poniedziałek rano na chodniku ulicy Aleksandrowskiej w Łodzi. W sąsiedztwie znajduje się szpital psychiatryczny im. Babińskiego.

 

Policjanci mają problem z ustaleniem tożsamości mężczyzny. Prawdopodobnie miał około 30-50 lat, być może był pacjentem pobliskiego szpitala. Tęga budowa ciała. Funkcjonariusze nie wykluczają, że mężczyzna mógł paść ofiarą zabójstwa.

 

Na jego nodze ujawniono rany szarpane, nie wiadomo co spowodowało obrażenia. Policja porosi o kontakt wszystkie osoby, które tego ranka poruszały się ulicą Aleksandrowską. Świadkowie mogą pomóc w ustaleniu, jak doszło do tragedii.

 

Miejmy nadzieję, że znajdą się świadkowie, którzy pomogą rzucić światło na tą sprawę. Na razie jest w niej o wiele więcej znaków zapytania niż pewników.

 

express ilustrowany/ foto zdjęcie ilustracyjne

zbrodnia w katowicach

NOWE FAKTY w sprawie makabrycznej zbrodni w Katowicach – wiemy, co się stało!

O sprawie pisaliśmy przed weekendem. Na katowickim osiedlu Tysiąclecia 10 lipca około 23 znaleziono mężczyznę, który wyskoczył z 18. piętra. W jego mieszkaniu natrafiono później na zwłoki jego matki. Policja ustala szczegóły zdarzenia.

 

Jak się okazało, 69-letnia matka samobójcy zginęła w wyniku uduszenia. 27-letni syn po zabiciu matki wyskoczył przez okno. Jak ustalili policjanci, mężczyzna od roku leczył się psychiatrycznie. Wiele informacji uzyskano od jego ojca, który akurat wtedy znajdował się poza domem.

 

Jak powiedział, jego syn pracował jakiś czas za granicą. To wtedy miał zacząć podupadać na zdrowiu psychicznym. Co do tego doprowadziło nie wiadomo.

 

Feralnego dnia ojciec dostał od swojej żony informację, że 27-latek popił leki, które przyjmował połowa zawartości butelki wódki. Wpadł w szał. Rzucił w nią telefonem i zaczął wrzeszczeć jak opętany.

 

Sytuacja musiała eskalować, w końcu doszło do morderstwa, a chłopak popełnił samobójstwo. Jego ojciec wspomina, że matka raz powstrzymała go przed skokiem z okna. W gorszych chwilach 27-latek miał mówić, że ktoś chce go zamordować.

 

Śledczy podejrzewają, że do tragedii doprowadziła nie tylko choroba psychiczna, ale także narkotyki połączone z lekami i alkoholem. Być może to właśnie narkotyki uaktywniły u 27-latka problemy psychiczne. Policja wciąż czeka na wyniki szczegółowych badań, które powinny rzuć światło na ten wątek sprawy.

 

wp.pl/ foto: youtube screenshot

skatował, torebce, kwasem, włamywacz, kanady, córeczki, gończymi, policjanci, policja, finał imprezy, śmierć, wina

Warszawa: brutalnie SKATOWAŁ na śmierć za kilka złotych. Jego tłumaczenia szokują

36-latek brutalnie skatował 58-letniego mężczyznę na warszawskim Wilanowie.  Poszło o nieoddaną resztę z 10 złotych, za które ten miał kupić piwo. Napastnik obszedł się z nim w sposób bezlitosny, a jego tłumaczenia szokują.

36-latek skatował ofiarę, bo zamierzał wyrównać rachunki swoich znajomych, którym 58-latek nie oddał reszty z dziesięciu złotych. Mężczyzna dopadł go i zaczął bić po całym ciele. Następnie obrzucał go płytami chodnikowymi i kamieniami póki ofiara nie straciła przytomności.

 

Policja przyjechała do wezwania o niema nagim, ciężko pobitym mężczyźnie, który leżał pod jednym z drzew na wilanowskim podwórzu przy ulicy Śródziemnomorskiej.

 

Ratownicy medyczny zawieźli go w stanie krytycznym do szpitala, a policjanci rozpoczęli poszukiwania sprawcy. Szybko natknęli się na pijanego mężczyznę, który miał zakrwawione ręce, ubranie i buty. Zatrzymali go choć wypierał się, że ma cokolwiek wspólnego z pobiciem.

 

Dzisiaj oszukał kogoś na 10 zł, a jutro może ukraść milion. Chodzi o zasady

 

– tak tłumaczył swój czyn policjantom.

 

Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, ale ponieważ jego ofiara wczoraj zmarła, prokurator przekwalifikował zarzut na zabójstwo. 36-latkowi grozi od 25 lat więzienia do dożywocia.

 

wprost.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne

zauważył podglądacza, wydarzyłą sie tragedia

Uprawiali SEKS za sklepem. Gdy nakryli podglądacza, wydarzyła się TRAGEDIA!

Przed krakowskim sądem zakończył się proces 24-letniego mieszkańca Nowej Huty, który śmiertelnie ugodził nożem 33-letniego mężczyznę. Ten chwilę wcześniej zauważył, że 24-latek bawi się w podglądacza i obserwuje jego miłosne wyczyny na tyłach sklepu.

 

Dramat rozegrał się ubiegłego lata na Wzgórzach Krzesławickich. 24-letni Dominik P. miał pic z kolegami piwo po pracy. W pewnym momencie zauważył parę uprawiającą seks na tyłach osiedlowego sklepu. Jak twierdzi, zaczął się z nich śmiać, ci zaś krzyczeli na podglądacza. Wtedy Dominik miał się oddalić z tego miejsca.

 

Gdyby na tym się skończyło, nie doszło by do zabójstwa. Jednak kilkanaście minut później 33-letni mężczyzna, który został zdemaskowany przez Dominika, spotkał się z nim na ulicy. Sam był pijany i postanowił zemścić się na podglądaczu.

 

Między mężczyznami doszło do szamotaniny, pojawił się nóż. Sąd nie ustalił, kto go wyciągnął, faktem jednak jest, że to Dominik zadał 33-latkowi śmiertelne ciosy. Potem uciekł z miejsca zdarzenia, przez jakiś czas ukrywał się, aż wreszcie zgłosił sam na policję.

 

Oskarżony utrzymywał, że jedynie bronił się przed 33-letnim mężczyzną. Jednak sąd nie miał wątpliwości, co do jego winy i wymierzył mu karę 9 lat pozbawienia wolności. Ma także zapłacić 15 tysięcy zadośćuczynienia matce zmarłego. Wyrok nie jest prawomocny.

 

Po raz kolejny potwierdza się zasada, że pewnych rzeczy lepiej nie widzieć. Lato sprzyja miłosnym uniesieniom, dlatego uważajcie na spacerach – nigdy nie wiadomo co i kto może czaić się za krzakiem. A ta historia pokazuje, że od namiętnej miłość do nienawiści i śmierci jest bardzo krótka droga. Szczególnie, gdy w tle pojawia się alkohol.

 

wp.pl/foto: pixabay

pistolet, rewolwer, syn, staruszka, litości

Syn chciał ją oddać do domu starców. 92-latka nie miała dla niego LITOŚCI!

Mimo lat na karku, ta kobieta zachowała hart ducha i nieustępliwość mocną ponad wszelkie granice. Gdy bowiem dowiedziała się, że jej 72-letni syn wraz z 57-letnią partnerką chcą ją oddać do domu opieki, postanowiła się z nimi rozprawić.

 

Do zabójstwa doszło w Fountain Hills w Arizonie. Staruszka schowała dwie sztuki broni w kieszeniach szlafroka i ruszyła mścić się. Najpierw wypaliła z rewolweru do swojego syna. Trzy kule trafiły go w szyję i szczękę. Następnie postanowiła rozprawić się z jego partnerką.

 

57-latka była jednak szybsza i udało jej się wyrwać broń z ręki niedoszłej teściowej. Odrzuciła go, ale wtedy okazało się, że morderczyni ma w kieszeni drugi pistolet! Na szczęście dla ofiary ten też udało jej się wyrwać. wtedy pobiegła po telefon i wezwała pomoc.

 

Policjanci usłyszeli od synobójczyni, że zabiła go, bo chciał ją oddać do domu opieki. Twierdził, że kobieta była nie do wytrzymania, ale ta wcale nie zamierzała się poddawać jego woli. Po wszystkim rozsiadła się w rozkładanym fotelu i usiłowała się zdrzemnąć! To wtedy znaleźli ją funkcjonariusze.

 

Tuż przed zabójstwem syna miała mu powiedzieć: „zabrałeś mi moje życie, więc ja zabieram twoje”.

 

Staruszka posiadła broń od prawie 50 lat. Jedna należała do niej, a druga to zmarłego męża. Wydaje nam się jednak, że nie zrobiła z niej najlepszego użytku. Teraz zamiast domu opieki czeka ją więzienna cela.

 

o2.pl/ foto:

 

skatował, torebce, kwasem, włamywacz, kanady, córeczki, gończymi, policjanci, policja, finał imprezy, śmierć, wina

Legnica: matka PODCIĘŁA GARDŁO 4-letniej córeczki! Dziecko zmarło po miesiącu męczarni

4-letnia Wiktora nie odzyskała przytomności. Przez ostatni miesiąc znajdowała się w śpiączce farmakologicznej po tym jak jej 34-letnia matka podcięła gardło, a wcześniej ją podduszała. Kobiecie grozi dożywocie. Poznaliśmy wiele szczegółów tej wstrząsającej zbrodni.

 

Katarzyna G. wraz z córką mieszkały w Pabianicach, ale 26 maja, w Dzień Matki przyjechały do Legnicy w odwiedziny do koleżanki. To w jej mieszkaniu rozegrał się dramat. Katarzyna najpierw podduszała swoją córkę, a później podcięła gardło dziecka. Po wszystkim jak gdyby nigdy nic wyszła z łazienki.

 

Jej koleżanka, gdy zobaczyła do czego doszło, od razu wezwała policję i pogotowie i próbowała ratować dziewczynkę. Walkę o życie Wiktorii podjęli lekarze z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy.

 

Po miesiącu Wiktoria odeszła. Nie odzyskała już przytomności ani na moment. Dziecko zmarło w piątek, ale informację o tym podano dopiero wczoraj. W poniedziałek odbyła się też sekcja zwłok dziewczynki, a jej wyniki będą znane prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu.

 

Katarzyna G. spędza czas w areszcie. Przyznała się do winy i złożyła obszerne zeznania. Prawdopodobnie przechodziła załamanie nerwowe w momencie dokonania morderstwa. To oczywiście w żaden sposób jej nie usprawiedliwia. W związku ze śmiercią dziecka zmieniono jej zarzut z usiłowania zabójstwa na zabójstwo. Grozi jej dożywocie.

 

źródło: o2. pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ screenshoot

zatruwał kanapki współpracowników

Przez lata ZATRUWAŁ kanapki współpracowników. Być może zabił dziesiątki z nich!

Schloß Holte-Stukenbrock to niewielkie miasto w zachodnich Niemczech. W jednej z tamtejszych firm przez lata pracownicy umierali w dziwnych okolicznościach na zawały serca, lub nowotwory. Właśnie zatrzymano 56-letniego mężczyznę, który najpewniej podsypywał kanapki swoich kolegów z pracy trucizną!

 

Jest wielce prawdopodobne, że 56-latek truł swoich współpracowników nawet przez 18 lat! Sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby jeden z jego kolegów nie zaniepokoił się dziwnym posmakiem swojej kanapki. Zgłosił się na policję, a ta na kamerach monitoringu odkryła moment, w którym podejrzany wsypuje jakiś proszek do posiłków kolegów z pracy.

 

W czasie rewizji w domu domniemanego truciciela odnaleziono octan ołowiu, który mógł mu służyć do podtruwania innych ludzi. Ten jednak do niczego się nie przyznaje. Nie są też znane jego motywy.

 

Śledczy twierdzą, że są pewni trzech przypadków, w których mężczyzna podtruwaniem doprowadził do przedwczesnej śmierci. Jednak łącznie zamierzają przebadać 21 zgonów pracowników firmy, w której zatrudniony był podejrzany.

 

Tym bardziej, że wielu z pracowników zgłaszało dziwne objawy lekarzom, którzy jednak nie skojarzyli ich z zatruciem metalami ciężkimi. Przed śmiercią ludzie ci skarżyli się na odbarwienia skóry, drgawki i zawroty głowy.

 

Czy to faktycznie możliwe, aby przez 18 lat w swoim środowisku mieć kogoś tak bezwzględnego i niczego nie zauważyć? Co kierowało szalonym trucicielem? Być może na te pytanie odpowie postępowanie sądowe.

 

 

o2.pl/ pixabay

skatował, torebce, kwasem, włamywacz, kanady, córeczki, gończymi, policjanci, policja, finał imprezy, śmierć, wina

TRAGEDIA w Mysłowicach: wszedł do mieszkania i dokonał MASAKRY!

Wciąż nie wiadomo dlaczego 22-letni mężczyzna dopuścił się tak brutalnego i bezwzględnego czynu. Policji udało się za to ustalić szczegóły zdarzenia w Mysłowicach. A te są bardzo wstrząsające.

Do napaści doszło we wtorek około 5 rano. Dyżurny policji w Mysłowicach otrzymał zgłoszenie o zakrwawionym mężczyźnie, który siedzi na trawniku pod jednym z bloków na dzielnicy Bończyk. Przybyli na miejsce policjanci dowiedzieli się od niego, że w mieszkaniu przy ulicy Kazimierza Wielkiego znajdują się kolejne dwie ranne osoby.

 

Na miejscu policjanci zastali 72-letniego mężczyznę i 17-letnią dziewczynę. 72-latek został w ciężkim stanie przetransportowany do szpitala, podobnie jak mężczyzna znaleziony na trawniku. 17-latka niestety już nie żyła w momencie, gdy dotarli do niej policjanci.

 

Funkcjonariusze szybko ustalili, że sprawcą jest 22-letni mieszkaniec Mysłowic. Został on zatrzymany i przewieziony do aresztu. Postawiono mu zarzut zabójstwa i usiłowania zabójstwa. Co ważne, sprawca i jego ofiary znali się wcześniej. Jednak wciąż nie wiadomo jakie były motywy jego działania.

 

Za te czyny grozić mu może kara dożywotniego pozbawienia wolności. Jednak najpierw policja i prokuratura będą musiały ustalić dlaczego doszło do tragedii i kto był głównym celem nożownika. Czy to właśnie 17-letnia dziewczyna, która nie przeżyła jego ataku?

 

źródło: wirtualna polska wp.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/ screenshot youtube

tirówki i zwłoki przy trasie

 Przyjechali na tirówki. W lesie obok parkingu dokonali MAKABRYCZNEGO odkrycia!

To bardzo tajemnicza sprawa, która być może nie wyjaśni się prędko. Na wysokości miejscowości Tchórzew na Lubelszczyźnie, na trasie Lublin – Białystok, dwóch mężczyzn dokonało wstrząsającego odkrycia. Przy parkingu okupowanym przez tirówki  odnaleźli rozkładające się ludzkie zwłoki.

 

Kilka dni temu dwóch mężczyzn zatrzymało się na parkingu, który jest dobrze znany każdemu, kto podróżuje tą trasą. Zazwyczaj bowiem przechadzają się po nim panie lekkich obyczajów, popularne tirówki.

 

Po krótkiej rozmowie z kurtyzanami, mężczyźni udali się w las. Tam, ku swemu przerażeniu natknęli się na stertę gałęzi spod których wystawała gnijąca noga. Czym prędzej wezwali więc policję.

 

Zwłoki, które przypadkowo odnaleźli znajdowały się w stanie zaawansowanego rozkładu. Nie było przy nich dokumentów, nie wiadomo więc kim jest denat. W ostatnim czasie w okolicy nikt też nie zaginął, dlatego ustalenie jego personaliów może być jeszcze trudniejsze.

 

Być może zwłoki należały do ofiary gangsterskich porachunków pomiędzy tymi, którzy roszczą sobie prawo do kontrolowania prostytutek na tym parkingu. Jednak tirówki odmawiają jakichkolwiek zeznań w tej sprawie.  Inna hipoteza zakłada, że jest to ofiara potrącenia, którą sprawca naprędce ukrył w lesie.

 

Jedyny trop dla śledczych to jak na razie ubranie, które miały na sobie zwłoki. Podobno może ono wskazywać na to, że zamordowany pochodził z zagranicy. Czy jednak w dobie sklepów internetowych jest to poszlaka warta wzięcia pod uwagę?