22

22-latka zmarła podczas „intensywnego” seksu z chłopakiem. W chwili miłosnego uniesienia została przez niego (…)!

Makabrycznego odkrycia dokonali policjanci wezwani do hotelu Ramada La Palma au Lac w szwajcarskim mieście Locarno. Obsługa zawiadomiła funkcjonariuszy po skargach innych gości, którzy narzekali na głośne zachowanie młodej pary. 22-letnia Anna Florence z Wielkiej Brytanii i jej 29-letni partner z Niemiec mieli hałasować i wydawać nieprzyzwoite odgłosy. Kiedy policjanci zapukali do wskazanego pokoju ich oczom ukazał się makabryczny widok.

22-letnia Brytyjka leżała martwa na łóżku, a jej chłopak był kompletnie roztrzęsiony. Mężczyzna tłumaczył, że dziewczyna zmarła podczas „intensywnego”, ostrego seksu. W pewnym momencie przestała oddychać i mimo próby reanimacji nie odzyskała przytomności. Śmierć młodej kobiety potwierdzili ratownicy, którzy zostali wezwani do hotelu. Głównym podejrzanym w sprawie jest 29-letni Niemiec.

 

ZOBACZ:Pracownica kostnicy uprawiała seks z nieboszczykiem! Po miesiącu zgłosiła się do ginekologa i stwierdziła, że jest z nim w (…)!

 

Policjanci są niemal pewni, że mężczyzna przyczynił się do śmierci swojej partnerki. Wskazują na to ślady jego odcisków palców na szyi dziewczyny. Z relacji obsługi hotelu wynika, że chwilę przed tragedią między nim, a Brytyjką doszło do awantury. Z pokoju dochodziły głośne krzyki i dźwięki rozbijanych przedmiotów. 29-letni Niemiec stanie niebawem przed sądem. Mężczyzna został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci.

 

 

 

 

źródła: o2.pl, foto pixabay.com

 

 

 

 

Tragedia na Pomorzu! Mężczyzna udusił się w CARITASOWYM KONTENERZE na ubrania.

Do tragicznego wypadku doszło w Słupsku, gdzie 20-latek utknął w kontenerze na ubrania należącym do Caritasu. Mężczyźnie próbował pomóc jeden z przechodniów, ale nie zdążył go uratować. Przyczyną śmierci było prawdopodobnie uduszenie.   Continue reading „Tragedia na Pomorzu! Mężczyzna udusił się w CARITASOWYM KONTENERZE na ubrania.”

obrożę, chlewa, zwłokom, gej, seksualną niewolnicą, spermą, i, żony męża brzuchem udusiła

140-kilogramowa żona udusiła męża własnym brzuchem. Makabryczny finał rodzinnej kłótni

44-letnia Windi Thomas mieszkająca w Pensylwanii w USA związała się z dość ciekawym osobnikiem. Keeno Buttler był jej istnym przeciwieństwem. Chudy jak szczapa niemalże ginął obok 140-kilogramowej Windi. Okazuje się jednak, że para nie tylko na tym tle mocno się różniła i żona w końcu nie wytrzymała…

Keeno i Windi byli świeżym małżeństwem. Bardzo szybko jednak wyszły na jaw mroczne sekrety mężczyzny – przesadzał z używkami i po ślubie nie był już tak wspaniały dla swej partnerki jak przed. Żona miała tego wszystkiego coraz bardziej dość.

 

ZOBACZ: Gwałcili młodszych kolegów kijem od miotły. Przerażająca „tradycja” w liceum

 

W czasie kolejnej z wielu kłótni Windi wpadała w szał. Keeno znowu był pijany. Zaatakowała męża nożem i nogą od stołu, by wreszcie zakończyć dzieło zniszczenia własnym ciałem. Usiadła na chudziutkim nieszczęśniku i tak długo przygniatała go brzuchem do podłogi aż umarł z braku tlenu!

 

Kobieta trafiła do aresztu i oczekuje na proces. Grozi jej nawet dożywocie.

 

se.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne

wnuczkę, 6-latka udusiła braciszka

6-latka zabiła rocznego braciszka! Wszystko przez nieodpowiedzialnego ojca

Tego zdarzenia najprawdopodobniej można było uniknąć. Wystarczyłaby jedynie odrobina oleju w głowie ojca, który na niemal dwie godziny zostawił w samochodzie 6-letnią córkę i jej braciszka, a sam poszedł na zakupy ubraniowe. W międzyczasie doszło do tragedii.

26-letni Adrian Middleton zostawił dzieci na parkingu, a sam udał się na zakupy. Jak twierdzi nie było go jedynie 45 minut, ale w praktyce szał zakupów pochłonął go na ponad dwa razy dłużej! Usprawiedliwiał się też, że zostawił dzieci w fotelikach, z włączoną klimatyzacją i butelką wody. Zapewne uważał, że córka otoczy opieką swojego braciszka. Doszło jednak do tragedii.

 

6-latka początkowo bawiła się z braciszkiem, ale gdy ten zaczął płakać, nie była w stanie go uciszyć. Bardzo denerwował ją płacz dziecka. Zacisnęła mu więc pas bezpieczeństwa na szyi, a gdy maluch stracił przytomność, uznał że zasnął. Niestety ,w rzeczywistości zmarł uduszony.

 

 

ZOBACZ: Makabra: 10-latka zamordowała z zimną krwią niemowlę! Będzie sądzona jak dorosła?

 

 

Gdy Adrian wrócił do samochodu, jego córka powiedziała mu tylko, że „zrobiła coś bardzo złego”. Wtedy dostrzegł martwego synka. Policja przybyła na miejsce zaaresztowała go pod zarzutem narażenia dzieci na niebezpieczeństwo. Jego córka nie będzie pociągnięta do odpowiedzialności ze względu na swój wiek.

 

o2.pl/ foto: pixabay

palce, emeryta, benzyną, walizki, zadusił matkę i 3-letniego synka kolegę, dzieci, ciało, matka, mężczyzna, policja, zbrodni, finał poszukiwań studenta

Warszawa: zadusił kobietę i jej 3-letniego synka. Nowe wstrząsające fakty

Monika K. i jej 3-letni synek Oskar zostali uduszeni przez 40-letniego Artura K., który był na jednodniowej przepustce z więzienia. Odsiadywał tam karę, bo kilkanaście lat temu już zabił jedną kobietę – swoją dziewczynę. Prawdę o nim wyjawiła siostra pierwszej zamordowanej ofiary.

Dziennikarze „Faktu” namówili kobietę, aby opowiedziała o tym, jak wyglądał przed laty związek jej siostry z mordercą. Jak się okazało – mężczyzna już wtedy miał za sobą kryminalną przeszłość.

 

Kiedy go poznała, miała 19 lat. Spotykali się przez dwa miesiące, gdy odkryła jego bandycką przeszłość. Miał na koncie pobicia i rozboje. Siostra chciała z nim zerwać, ale on nie chciał jej odpuścić. Doprowadził do tego, że zaczęła się go bać. Rozmawiałam z nią dzień przed jej śmiercią. Powiedziała mi: „Muszę kończyć, bo on stoi pod drzwiami”. To była moja ostatnia rozmowa z ukochaną siostrzyczką. Następnego dnia już nie żyła. Ten bydlak najpierw ją poddusił, a potem utopił. Zrobił to z czystą premedytacją

 

– opowiedziała dziennikarzom „Faktu”

 

Kobieta ma też ogromny żal do rodziców Artura K., którzy w żaden sposób nie reagowali na zachowanie syna, ani nie ostrzegli jej siostry przed nim. Jak twierdzi kobieta, doskonale wiedzieli o skłonnościach syna, a mimo to zapewniali jego partnerkę o pomocy i rysowali przed nią świetlaną przyszłość ze swoją latoroślą.

 

[ZOBACZ]: Warszawa: wyszedł z więzienia na jeden dzień. Dokonał straszliwej zbrodni!

 

 

Jej zdaniem mężczyzna nigdy nie powinien wychodzić na wolność, nawet na krótkie przepustki.

 

Oni ponieśli największą ofiarę, ale może dzięki temu ten szubrawiec nigdy nie wyjdzie z więzienia. I nie skrzywdzi już nikogo więcej. Dlatego na pewno pójdę na rozprawę i będę im pomagała. To się musi wreszcie skończyć! Mam nadzieję, że dostanie w końcu dożywocie, skoro nie ma innej kary

 

Tylko czy jednak sprawa ta nie jest mimo wszystko prawdziwą porażką dla polskiego wymiaru sprawiedliwości?

 

fakt.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne

nieznajomi, Bolesławcu, nastolatek, noworodka, salonie kosmetycznym, wołominie, zgwałcona, tablet, dzieci, mieszkanie, processąsiadkę, zmiażdżył, dożywocie, podpalił, skatował, torebce, kwasem, włamywacz, kanady, córeczki, gończymi, policjanci, policja, finał imprezy, śmierć, wina

Warszawa: wyszedł z więzienia na jeden dzień. Dokonał straszliwej zbrodni!

40-letni recydywista poznał swoją ofiarę w maju, przez Internet. Z Moniką K., 35-latką wychowującą 3-letniego Oskara planował ślub, byli zaręczeni. W ostatnią sobotę mężczyzna wyszedł na jednodniową przepustkę z więzienia. Wtedy dokonał straszliwej zbrodni.

40-latek odbył już kiedyś karę za zabójstwo. Teraz odsiadywał krótszy wyrok w półotwartym zakładzie karnym na Bemowie. To dlatego mógł opuścić mury więzienia.

 

Mężczyzna planował wspólną przyszłość z 35-latką. A przynajmniej takie wrażenie starał się sprawiać. W feralną sobotę przyszedł do mieszkania swojej narzeczonej i udusił ją i jej synka. Po wszystkim zamknął drzwi i wyszedł jak gdyby nigdy nic!

 

Wkrótce pod mieszkaniem pojawiła się matka zamordowanej, która zaniepokojona głuchą ciszą i brakiem kontaktu z córką wezwała ślusarza. To ona znalazła zwłoki swojego dziecka i wnuczka.

 

ZOBACZ: Wyłonił się z mgły – tajemniczy statek WIDMO. Policja poznała jego tajemnicę

 

 

Policjanci od razu wiedzieli kogo mają szukać. Ale wcale szukać nie musieli – 40-latek sam w nocy zgłosił się na jeden z posterunków i opowiedział co zaszło. Został zamknięty w areszcie śledczym, a prokurator postawił mu zarzut morderstwa.

 

Jako recydywista może się spodziewać jedynie dożywocie. Szkoda, że nikt wcześniej nie zauważył, że ten potwór nigdy nie powinien wyjść na wolność!

 

se.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne 

domu pomocy, zamknęła noworodka w szufladzie

Lublin: Gdy urodziła, zamknęła dziecko w SZUFLADZIE. Umierało bardzo długo – rusza proces wyrodnej matki

Do Sądu Okręgowego w Lublinie trafił akt oskarżenia przeciwko Weronice B., która we wrześniu ubiegłego roku zabiła swoje dziecko dusząc je w szufladzie. Kobiecie grozi dożywocie.

 

Weronika B. ukrywała ciążę przed swoimi rodzicami i bliskimi, w tym przed chłopakiem.  Jednak biegli orzekli, że cały czas była poczytalna i świadoma.

 

Do tragedii doszło we wrześniu ubiegłego roku. Weronika urodziła w łazience, po czym zawinęła noworodka w ręczniki i foliowe torebki, które mocno zawiązała. Następnie schowała makabryczne zawiniątko w szufladzie, a sama poszła sprzątać łazienkę.

 

Zdaniem biegły badających sprawę, dziecko dusiło się przez co najmniej kilkanaście minut. Być może sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby nie to, że Weronika B. po porodzie źle się czuła. Straciła przytomność, krwawiła.

 

Gdy rodzice zawieźli ją do szpitala, lekarze szybko orzekli, że kobieta musiała niedawno urodzić. Choć ta zaprzeczała, do mieszkania wezwano policję, która odkryła zawiniątko z martwym dzieckiem.

 

Biegli twierdzą, że dziecko urodziło się zdrowie, w ósmym lub dziewiątym miesiącu. Mogło żyć. Weronika zaś była w pełni świadoma swoich czynów i nie przeszła szoku poporodowego. Sama oskarżona zaprzecza, twierdząc, że nie wiedziała, że dziecko urodziło się żywe. Nie wyjaśniła jednak, czemu ukrywała ciążę.

 

Kobieta dzięki poręczeniu majątkowemu nie trafiła do aresztu, a pod dozór policyjny. Teraz, gdy rozpocznie się proces zapewne nie będzie cieszyć się długo wolnością. Za swoje czyny grozi jej nawet dożywocie.

 

lublin.onet.pl/ foto: pixabay/ zdjęcie ilustracyjne

zabił andżelikę i trzymał w wersalce zwłoki

Lublin: udusił Andżelikę, ciało posypał proszkiem. SPAŁ z nią przez MIESIĄC po morderstwie!

Sam o sobie mówi, że należy mu się dożywocie. 47-letni Artur S. spędził 15 lat w więzieniu za zamordowanie ojca swojej konkubiny. Ledwo wyszedł z więzienia, znowu zabił- tym razem 24-letnią Andżelikę.

 

Artur poznał Andżelikę K. w barze niedaleko mieszkania, które wynajął. Postawił jej kilka drinków i zaprosił do siebie do domu. Andżelika widocznie dobrze czuła się w jego towarzystwie, bo postanowiła u niego zamieszkać.

 

Mieszkańcy kamienicy wspominają ich jako dobrze dobraną parę. Ona była piękna, a on trzymał ją za rękę i obiecywał, że kupi zakład kosmetyczny.

 

Prawda znana tylko tej dwójce była jednak mroczniejsza. Andżelika była narkomanką i alkoholiczką. Pod wpływem wpadała w szał i potrafiła paskudnie się awanturować. W czasie jednej z takich kłótni Artur nie wytrzymał. Chwycił ją za szyję i dusił póki nie przestała oddychać. Najpierw dusił gołymi rękami, potem kablem od żelazka.

 

Gdy skończył posypał ciało proszkiem do prania i schował do wersalki. Pozostał w mieszkaniu przez niemal miesiąc, żyjąc i śpiąc tuż obok zamordowanej przez siebie partnerki!

 

Tajemnicę odkrył dopiero zarządca kamienicy który po bezowocnych próbach ściągnięcia czynszu po prostu wszedł do mieszkania by je uprzątnąć i wynająć komuś innemu. Gdy zwrócił uwagę na posypaną proszkiem wersalkę i otworzył mebel dojrzał nogę z paznokciami pomalowanymi na czerwono. Od razu wezwał policję.

 

Służby nie miały problemu z odnalezieniem Artura S. Właśnie przed lubelskim sądem rusza jego proces. Podobno sam oskarżony prosił o dożywocie, nawet bez procesu. Czy sąd przychyli się do jego prośby?

 

fakt.pl / pixabay

palce, emeryta, benzyną, walizki, zadusił matkę i 3-letniego synka kolegę, dzieci, ciało, matka, mężczyzna, policja, zbrodni, finał poszukiwań studenta

TRAGEDIA w Małopolsce: mąż zastał w domu zwłoki TRÓJKI DZIECI I ŻONY! Przyczyny śmierci szokują – doszło do okrutnej ZBRODNI?

Prawdopodobnie rodzinna tragedia rozegrała się w Zelczynie, wsi niedaleko Krakowa. Dziś po 6 rano 41-letni mężczyzna, głowa rodziny, wrócił do domu i zastał straszliwy widok. Trójka jego dzieci i żona nie żyli. Czy doszło do strasznej zbrodni? 

 

Ciało 36-letniej żony było powieszone w jednym z pomieszczeń domu. Dzieci zaś – 4-letnia Nadia, 9-letnia Aleksandra i 12-letni Kamil – znajdowały się w swoich łóżkach. Na ich ciałkach nie było żadnych śladów obrażeń. Wszystko wskazuje na to, że zostały uduszone. Układ zwłok każde podejrzewać, że matka najpierw udusiła swoje dzieci, a następnie popełniła samobójstwo.

 

Badany jest też wątek ewentualnego zatrucia tlenkiem węgla, ale sposób śmierci matki dzieci raczej wyklucza działanie czadu. Na miejscu wciąż pracuje policja i prokuratura. Więcej informacji nie jest podawanych do publicznej wiadomości.

 

Wiemy jedynie, że jeszcze dziś zostanie przeprowadzona sekcja wszystkich zwłok. Policja, ani opieka społeczna nigdy dotąd nie interesowały się rodziną. Przesłuchanie najbliższych członków rodziny nie jest jak na razie możliwe.

 

Niewątpliwie mamy do czynienia z potężną i ponurą tragedią. Co takiego wydarzyło się w tej pięcioosobowej rodzinie? Nie jest to pierwsza tego typu zbrodnia, często nazywana „rozszerzonym samobójstwem”. Jakiś czas temu do podobnej tragedii doszło w Kozienicach [ZOBACZ: MASAKRA w Kozienicach: 4-osobowa rodzina znaleziona MARTWA! Co tam się wydarzyło?] gdzie mąż zamordował swoje dzieci i żonę, a sam popełnił samobójstwo.

 

rmf24.pl/ foto: youtube.com/ screenshot – zdjęcie ilustracyjne