biegaczka, 75-latka

Ta 75-latka ZAWSTYDZIŁA wszystkich „turystów” zmierzających nad Morskie Oko. Zobacz JAK!

Barbara Prymakowska z Tarnowa jest często nazywana „najszybszą babcią świata”, mimo 75 lat na karku, regularnie biega w maratonach i trenuje. Teraz postanowiła wybrać się nad Morskie Oko i jak to ona – zrobiła to biegiem, zawstydzając setki młodszych od siebie!

 

Zdjęcie pani  Barbary pojawiło się na profilu Biegologia na Facebook. Widać na nim uśmiechniętą, dobrze zbudowaną biegaczkę w stroju sportowym i okularach przeciwsłonecznych. Czy cokolwiek świadczyć może o tym, że patrzymy na 75-letnią kobietę? Naszym zdaniem nie! Pani Basia wygląda zdecydowanie młodziej!

 

 

Kobieta przebiegła ponad 9-kilometrowy dystans nad Morskie Oko w czasie niespełna godziny. Warto pamiętać, że miała do pokonania niemal 400 metrów przewyższenia, a po drodze wyprzedziła kilka wozów konnych wyładowanych leniwymi turystami!

 

Jeśli macie jakiekolwiek wymówki, aby nie prowadzić zdrowego trybu życia – przykład pani Barbary Prymakowskiej musi podziałać na Was jak kubeł zimnej wody! Do roboty Moi Drodzy – forma sama się nie zbuduje! A jak pokazuje pani Basia, można ją utrzymywać w każdym wieku.

 

wp.pl/ foto: biegologia

tatry

Tatry: MONSTRUALNE ulewy. Zerwane mosty, zalane szlaki, odcięte schronisko. NIE WYCHODŹCIE W GÓRY!

Ktokolwiek z Was planował spędzić najbliższy aktywni i jechać w Tatry – niech lepiej poważnie się nad tym zastanowi i sprawdza na bieżąco komunikaty. Po wczorajszych opadach deszczu większość szlaków jest zalanych lub podtopionych, a TPN i TOPR odradzają jakiekolwiek wyjścia w górę!

 

Najgorsza sytuacja jest w Dolinie Pięciu Stawów i Dolinie Roztoki. Ulewne deszcze zerwały most prowadzący przez Roztokę do schroniska w Pięciu Stawach. Według właścicieli schroniska jest ono obecnie kompletnie odcięte od świata. Siła wody była tak potężna, że zmyła drewniany most kilkaset metrów niżej.

 

 

Również niebezpieczne mogą być wyjścia do Doliny Pięciu Stawów od strony Hali Gąsienicowej. Wszystkimi żlebami płyną bowiem wartkie potoki wody. Zalane są też okolice Morskiego Oka i nie ma możliwości obejścia go szlakiem wzdłuż brzegów.

Zalaniu uległa także Jaskinia Mroźna i Dolina Kościeliska – szlak jest podtopiony, nie funkcjonuje punkt poboru opłat. Według aktualizacji TPN z godziny 10 sytuacja się pogarsza – zamknięto kolejne szlaki:

 

 odcinek Ścieżki nad Reglami z Polany Małołąckiej do Przysłopu Miętusiego; szlak przez Dolinę Małej Łąki na przełęcz Kondracką; szlak z Kuźnic na Przełęcz między Kopami, Doliną Jaworzynki; szlak na Kasprowy Wierch z Kuźnic, przez Myślenickie Turnie; szlak z Murowańca do Czarnego Stawu; szlak z Brzezin do Murowańca; szlak z Murowańca na Rówień Waksmundzką.

 

Dodatkowo problemy występują nad okolicznych drogach, zamknięta jest np. Droga Oswalda Balzera na wysokości mostu w Suchej Wodzie, ze względu na wysoki stan wód.

 

 

 

TOPR i TPN apelują aby nie podchodzić do potoków, a najlepiej w ogóle nie wychodzić w góry. Jeśli już planujecie wycieczkę, skonsultujcie się najpierw z pracownikami TPN: Punktem Informacji Turystycznej (ul. Chałubińskiego 42 a, Zakopane, tel. (+48) 18 20 23 300, e-mail infotur@tpn.pl),

pijani ukraińcy w tatrach

Tatry: pijani UKRAIŃCY chcieli wykąpać się w wodospadzie. Wywołali awanturę, ale nie przewidzieli, że…

Szlak nad Morskie Oko przyciąga różnych ludzi. Często takich, którzy w górach nie powinni się znaleźć. Tak było z trzema mężczyznami w wieku 25-30 lat. Pijani Ukraińcy postanowili zejść ze szlaku i wykąpać się w… Wodogrzmotach Mickiewicza!

 

Gdy do władz Tatrzańskiego Parku Narodowego dotarły informacje o wybrykach na trasie do Morskiego Oka, od razu wysłano tam straż parku narodowego, ratowników TOPR i policję. Pijani Ukraińcy tymczasem próbowali podejść pod górę wodospadu – jeden fałszywy krok mógł skończyć się tragicznie.

 

Gdy strażnicy przybyli na miejsce, usiłowali przekonać mężczyzn do zejścia. Ci jednak byli bardzo agresywni. Jeden z nich chciał pobić strażników, za to, że „zepsuli mu przygodę”. Panowie otrzymali 500-złotowe mandaty, których jednak nie przyjęli.

 

Nie myślcie też, że to koniec historii. Policja sprawdziła delikwentów i okazało się, że wszyscy przebywają w Polsce bez ważnych wiz! Tym samym teraz grzecznie czekają aż straż graniczna dokończy procedury i deportuje ich na Ukrainę! I po co było tak, nomen omen, kozaczyć?

 

 

 Pokaz CHAMSTWA nad Morskim Okiem! Tak źle nie było jeszcze nigdy! Pijani turyści i rodziny z dziećmi groziły pracownikom Parku, bo nie chcieli…

Niektórym sylwestrowy nastrój udzielił się za szybko. A dodatkowo ludzie totalnie nieodpowiedzialni wybrali się w góry, gdzie nigdy ich noga nie powinna postać.

 

30 grudnia na długo zapisze się w pamięci pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego. Prawdziwe tłumy rzuciły się nad Morskie Oko, ludzi było tak dużo, że o 13 ponad 300 osób oczekiwało na zjazd na dół!

 

300 osób, które mimo dobrej pogody, dobrej formy i w większości młodego wieku nie zamierzały schodzić pieszo. Wszyscy czekali na zjazd saniami. Niestety, miejsc nie wystarczyło. Całą sytuację opisał „Tygodnik Podhalański”.

 

„Jakiś pan w mundurze Tatrzańskiego Parku Narodowego nam powiedział, że 200 osób zjedzie, a reszta nie, bo zabraknie sań. To skandal, jak mieliśmy się dostać do Palenicy Białczańskiej, gdzie zostawiliśmy samochód?”

– oburzała się jedna z turystek.

 

Jakby tego było mało ludzi wciąż przybywało. Choć pracownicy Parku rozgłaszali, że nie ma miejsc i nie zjadą – wszyscy chcieli czekać. Wśród nich wielu pijanych, którzy prowokowali strażników TPN, ubliżali im i za wszelką cenę chcieli dostać się do sań. Prawdziwie dantejskie sceny pod Tatrami!

 

Wszystko przez alkohol

 

„Od kiedy pracuję w TPN, nie przeżyłem takiego spotkania z chamstwem i wulgaryzmami ze strony turystów. Wszystkiemu winny alkohol. Problemy z turystami zaczęły się już około południa. Kilku pijanych mężczyzn, którzy się zataczali od nadmiaru alkoholu zostało poinformowanych, że nie powinni iść w takim stanie w góry zaczęli być bardzo wulgarni w stosunku do pracowników TPN. Jeden z tych młodych mężczyzn zaczął się zbierać do bójki ze strażnikiem. Potem zaczęły się kolejne problemy z pijanymi turystami już na Włosienicy w miejscu, gdzie oczekiwali na przyjazd sań, ale nie tylko.”

– opowiedział Edward Wlazło.

 

Krewcy turyści nawet w kolejce raczyli się dalej alkoholem. Ostatecznie do godziny 17:20 udało się wszystkich zwieźć na dół. Jak mówią strażnicy, pomogli w tym, bo nie chcieli doprowadzić do powtórki z drugiego dnia świąt, gdy kilkadziesiąt osób utknęło na Włosienicy, czyli miejscu gdzie zatrzymują się bryczki i sanie.

 

Pracownikom TPN serdecznie współczujemy pracowitego i niemiłego dnia. Widocznie w związku z „Sylwestrem z Dwójką” do Zakopanego zjechało mnóstwo ludzi, którzy o górach i zachowaniu w nich nie mają bladego pojęcia. I niestety pogoda zachęciła ich do tego, żeby bez żadnego wysiłku ze swojej strony poznać ten piękny zakątek.

 

Jak nie prośbą, to groźbą

 

Uważamy, że dopóki straż parku i policja nie zaczną twardo egzekwować od niedzielnych turystów używania mózgu ta sytuacja się nie zmieni. Jeśli nie pomagają prośby i kampanie informacyjne, to należy zastosować środki bardziej stanowcze – mandaty i grzywny. Jak głupi i przemarznięty spacerowicz dostanie dodatkowo kilkaset złotych mandatu na następny raz już będzie wiedział jak się zachować. A inni w strachu przed konsekwencjami nie popełnią tego samego głupstwa.

 

Dopóki roszczeniowi ludzie będą mieli świadomość, że ktoś zawsze pomyśli za nich i wyciągnie do nich rękę, ich postawa nie zmieni się. Mimo to życzymy Tatrzańskiemu Parkowi Narodowemu aby w 2018 roku odwiedzało go nadal dużo turystów, ale bardziej rozsądnych i lepiej przygotowanych do wędrówek!

24tp.pl

JANUSZE TURYSTYKI ZNOWU TO ZROBILI! Morskie Oko trzeci raz z rzędu pokonuje nieodpowiedzialnych. Tym razem służby były STANOWCZE!

Po raz kolejny zimowe ciemności zaskakują turystów zmierzających nad Morskie Oko. 45 osób utknęło wczoraj po 17 w jego rejonie. I po raz kolejny nieodpowiedzialni ludzie żądali transportu od służb mundurowych i TOPR. Tym razem grubo się przeliczyli.

 

Do takich samych idiotycznych sytuacji dochodziło rok temu i dwa lata temu. Wtedy służby pewną część turystów zwiozły na dół. I to chyba był błąd – bo zamiast nauczyć ludzi odpowiedzialności, to pokazano, że w razie czego zawsze ktoś pomoże i za głupotę nie będzie trzeba płacić.

 

Tym razem turyści dzwoniący do TOPR i wszystkich możliwych służb przeliczyli się. Ustalono, że wszyscy są zdrowi i w pełni sił i mogą schodzić pieszo. Policja, która przyjechała na miejsce pomogła jedynie nielicznym dzieciom z grupy pokonanych przez asfaltową drogę do Morskiego Oka. Reszta, korzystając z oświetlenia radiowozu schodziła na dół o własnych siłach.

 

Turyści tłumaczyli, że na postoju bryczek byli punktualnie, ale tych było za mało, by zabrać wszystkich chętnych. Tymczasem od dawna w mediach trąbiono o tym by rozsądnie planować takie spacery. Przy wejściu na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego jeszcze raz turyści słyszeli napominania do szybszego powrotu na dół. Nie pomogło.

 

Droga nad Morskie Oko to szeroki, asfaltowy, odśnieżany regularnie trakt. Wydaje się jednak, że te dobre warunki są zgubą, a nie ułatwieniem. Tam gdzie trzeba brodzić w śniegu po kolana lub po pas pewna grupa ludzi się nie zapuści. Tam gdzie nawet zimą można dojść w adidasach niestety wyłącza się myślenie.