płonącego domu

Policjanci uratowali ich z płonącego domu. Prosty i genialny pomysł na wagę ludzkiego życia!

Ogień odciął drogę ucieczki ludziom zamieszkującym jednopiętrową kamienicę w Moskwie, rosyjskiej stolicy. Policjanci, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce także nie byli w stanie dostać się do płonącego domu. Na szczęście wpadli na świetny pomysł, który uratował życie kilku osób! 

Zdarzenie nagrał rejestrator samochodowy zamontowany w radiowozie, którym przyjechali do akcji policjanci. Byli na miejscu jako pierwsi – straży pożarnej wciąż nie było widać, tymczasem ogień coraz bardziej ogarniał mieszkanie, w którym uwięzienie byli ludzie.

 

ZOBACZ TEŻ: Ubezpieczyciel nie wierzył, że ich bliski zmarł. By uzyskać wypłatę polisy zrobili coś makabrycznego!

 

Wtedy funkcjonariusze wezwali na pomoc kierowcę auta dostawczego. Wysoki samochód z dużą skrzynią ładunkową sięgał niemalże do wysokości piętra kamienicy! Ludzie, których ogień odciął w mieszkaniu mogli wyskoczyć bezpiecznie, bez ryzyka kontuzji i złamań, a nawet uratować część swojego dobytku. 

 

S

 

Pożar wkrótce rozprzestrzenił się tak, że objął oba piętra budynku. Na szczęście wszyscy, dzięki trzeźwej reakcji policjantów, zostali uratowani. Straży pożarnej pozostało tylko ugasić budynek.

dziecko w studni

Wstrząsające: 2-latek wpadł do studni. Służby walczyły o niego 82 GODZINY…

W piątek po południu 2-letnie dziecko bawiące się na podwórku wpadło do wąskiej i bardzo głębokiej, niezabezpieczonej studni na swoim podwórku. Szalenie trudna akcja ratunkowa, którą śledził cały kraj trwała 82-godziny…

Sujith Wilson, 2-letni chłopiec mieszkający w Indiach w stanie Tamil Nadu stał się bohaterem tamtejszych mediów i jednej z najbardziej wstrząsających akcji ratunkowych ostatnich miesięcy, a może nawet lat.  W piątek po południu wpadł do wąskiej, starej studni znajdującej się w obejściu rodziców. Początkowo utknął na głębokości około 10 metrów.

 

ZOBACZ TEŻ: 11-latka zemdlała na placu zabaw. Lekarze łapali się za głowy, gdy zrozumieli czemu!

 

Początkowo dziecko próbowano wyciągnąć przy pomocy lin, ale niespodziewanie malec zsunął się kolejne 20 metrów w dół. Strażacy zaczęli więc wiercić tunel równoległy, aby dostać się poniżej poziomu, na którym było dziecko. Istniało zagrożenie, że padający deszcz po prostu utopi malca w studni. Zaczęto też do niej dostarczać tlen, a poprzez kamery lekarze monitorowali stan chłopca.

 

Niestety, tak skomplikowana akcja musiała trwać długo. Tymczasem chłopiec przebywał tam bez pożywienia i wody od piątkowego popołudnia.

 

Pod koniec akcji ratownicy domyślali się, że na ratunek jest za późno. Chłopiec przestał się poruszać na kilkanaście godzin przed dotarciem do niego ratownika, a dodatkowo z otworu zaczął unosić się nieprzyjemny zapach. Ciało dziecka zaczęło się rozkładać. 

 

Akcja ratunkowa była śledzona w całych Indiach. Wszyscy modlili się i trzymali kciuka za chłopca i ratowników. Niestety, tym razem nie było happy endu. W czasie całej akcji ratownicy musieli też bardzo uważać, by nie naruszyć struktury wąskiej studni – istniała obawa, że może mieć ona nawet 180 metrów głębokości!  Gdyby chłopiec wpadł jeszcze niżej, szanse na uratowanie go byłyby już w ogóle zerowe. Władze nie chcą komentować tej tragedii.

gość na kominie

Wisiał głową w dół na ogromnym kominie. Tragiczny finał

Mieszkańcy Carlisle w Anglii byli świadkami makabrycznej akcji ratunkowej. Na 80-metrowym kominie w ich miejscowości zawisł głową w dół mężczyzna. Strażacy mieli potężne problemy, żeby do niego dotrzeć. 

Ludzie mieszkający w okolicy komina usłyszeli pierwsze niepokojące dźwięki około 2 w nocy. Wydawało im się, że ktoś woła o pomoc, jednak nikt nie potrafił zlokalizować źródła nawoływań. Po jakimś czasie dostrzeżono mężczyznę, który za jedną nogę wisiał w dół na pobliskim kominie! Na miejsce wysłano śmigłowiec ratunkowy.

 

ZOBACZ TEŻ: 11-latka zemdlała na placu zabaw. Lekarze łapali się za głowy, gdy zrozumieli czemu!

 

Pilot śmigłowca ze względu na złe warunki  i prąd zstępujący zrezygnował z drugiego podejścia – pierwsze również było nieudane. Obawiano się, że śmigłowiec może jeszcze bardziej zaszkodzić mężczyźnie.

 

Szybko okazało się jednak, że miejscowi strażacy nie mają sprzętu by dotrzeć do 50-kilkulatka. Na miejsce ze Szkocji ściągnięto wielki strażacki podnośnik o odpowiedniej wysokości, jednak trwało to aż do godziny 16. Mężczyzna wisiał więc 14 godzin głową w dół. 

 

 

Gdy strażacy dotarli do niego około godziny 16:45, okazało się, że mężczyzna nie żyje. Wszystko wskazuje na to, że wszedł on na komin po drabinie, a następnie jego noga utknęła pomiędzy murem, a szczeblami drabiny. Być może stracił wtedy równowagę i utknął w niekomfortowej pozycji.

 

Skoro jednak mężczyzna był w stanie wejść po tej drabinie, to nie rozumiemy czemu żadni strażacy nie weszli po tej samej drabinie na górę komina. Zapewne nie byliby w stanie uwolnić go bez podnośnika, ale może chociaż udałoby się poprawić pozycję mężczyzny? Cóż, pozostaje wierzyć, że służby doskonale wiedziały, co robiły i nie było w tej sytuacji innego rozwiązania niż to zastosowane.

tramwaj, spłonął, strażacy w akcji, straż pożarna

Założył to na męskość i omal nie stracił narządu. Musieli pomagać strażacy

Bardzo nietypową interwencję mieli ostatnio strażacy z Kołobrzegu. Zgłosił się do nich mężczyzna z bardzo wstydliwym problemem. Lekarze ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego odesłali go z kwitkiem rozkładając ręce. Strażacy byli ostatnią instancją i deską ratunku zarazem. 

Erotyczne zabawy nie zawsze są bezpieczne, szczególnie jeśli w uniesieniu traci się głowę. Ten 54-letni mężczyzna w poszukiwaniu mocniejszych wrażeń postanowił wykorzystać metalowe pierścienie, które nałożył na swojego penisa. Jak twierdził w rozmowie z lekarzami, do tej pory zabawa ta „zawsze się udawała”, tym razem jednak jego narząd utknął boleśnie w metalowych obręczach…

 

ZOBACZ TEŻ: Odkopali średniowieczny szkielet. Ten człowiek przeżył piekło przed śmiercią – tylko dla ludzi o mocnych nerwach!

 

Lekarze postanowili odesłać 54-latka z ratownikami do strażaków, którzy dysponują odpowiednim sprzętem aby poradzić sobie z takimi przypadkami. Najpierw specjalną piłą nacięto obręcze, a później szczypcami rozerwano je. Na szczęście 54-latka, obyło się bez obrażeń męskości. Panowie strażacy – szacunek!

 

Nie jest to bynajmniej pierwszy i jedyny taki przypadek. Pomysłowość ludzka nie zna granic i strażacy w Niemczech już w ramach ćwiczeń zmagają się z uwalnianiem różnych części działa z bardziej lub mniej erotycznych zabawek! 

dziecko

[WIDEO] Kobieta spuściła swoje maleńkie dziecko w sedesie. Nagrano akcję ratunkową, która skończyła się…

Nie wyobrażam sobie, jak można być tak bezdusznym. Ta kobieta spuściła swoje dziecko w toalecie. Stwierdziła, że w ten sposób pozbędzie się niechcianego „kłopotu”. Ci panowie okazali się jednak bohaterami i je uratowali. Jest film z tej dramatycznej akcji ratunkowej. Gdy się go ogląda, to aż ciężko uwierzyć w to, że wszystko się udało. Opatrzność nad nimi czuwała. Co za herosi! Brawo panowie!

Jest film z akcji ratunkowej niemowlęcia. Matka spuściła dziecko w toalecie. Na szczęście istnieją tacy ludzie, którzy potrafili je uratować. Brawo! Serce rośnie, gdy się czyta informacje o takich bohaterach!

ZOBACZ:Każda grupa krwi naraża na konkretne choroby. SPRAWDŹ JAKA PRZYPADŁOŚĆ MOŻE DOTYCZYĆ CIEBIE

źródło fot. i wideo: youtube.com

krowa

Odlotowa KROWA! Zgadnij JAK weszła na DACH?

Nietypowe zgłoszenie odebrali strażacy z Sochocina: krowa na dachu!

Po przyjechaniu na miejsce okazało się, że – faktycznie – po dachu opuszczonego budynku chodzi krowa. Strażacy próbowali przepędzić zwierzę i to w taki sposób, by nie dokonało ono dramatycznego skoku w dół.

 

krowa na dachu
Skakać…? – fot. facebook.com/OchotniczaStrazPozarnaWSochocinie

Po dwóch godzinach akcji mućka zeszła z dachu i trzeba ją było jeszcze złapać. Podobno stała się agresywne – zapewne ze stresu i nerwów.

A jak weszła na dach? Budynek stał częściowo na górce. Właściciel przeganiał krowę, ta się poślizgnęła i… wylądowała na dachu.

Na szczęście wszystko zakończyło się dobrze, a „mućka” wróciła do właściciela.

Zobacz także: Gdynia: MĘŻCZYZNA spadł z BUNGEE! Zobacz DRAMATYCZNE video!

https://www.facebook.com/OchotniczaStrazPozarnaWSochocinie/posts/2742270025823836

na podst. tvp info, facebook

płocku

[WIDEO] Amatorskie nagranie z katastrofy samolotu w Płocku. Zginął niemiecki pilot

15 czerwca miała miejsce katastrofa samolotu w Płocku podczas Pikniku Lotniczego. Pewnym mężczyznom udało się nagrać całe zdarzenie. Okazało się, że zginął w nim niemiecki pilot Ralf Buresch. Prokuratura zabezpieczyła już wrak samolotu, wkrótce odbędzie się również sekcja zwłok zmarłego. Aeroklub Ziemi Mazowieckiej późnym wieczorem w sobotę wydał oświadczenie.

Podczas Pikniku Lotniczego w Płocku zginął pilot Ralf Buresch. Mężczyzna miał 58 lat. Oto oficjalne oświadczenie w tej sprawie:

Przez pół roku ciężko pracowaliśmy, aby po kliku latach przerwy Płocki Piknik Lotniczy ponownie powrócił do Płocka. Miało to być dla nas wielkie lotnicze święto, pełne podniebnych atrakcji. Niestety, los chciał, że już na samym początku pokazów zdarzył się tragiczny wypadek. Jest nam strasznie przykro i smutno, i bardzo współczujemy rodzinie, przyjaciołom i znajomym pilota Ralfa (buri) Burescha. Proszę przyjąć od nas najszczersze kondolencje. Wiemy, że bardzo cieszył się, że będzie mógł zaprezentować się płockiej publiczności. Cześć załóg, które swój odlot zaplanowały w poniedziałek, chciały w niedzielę wykonać pokazy upamiętniające tragicznie zmarłego kolegę. Niestety, Urząd Lotnictwa Cywilnego nie wyraził na to zgody. Tym samym oficjalnie ogłaszamy, że w dniu jutrzejszym nie będą wykonywane żadne loty. Blue Sky Ralf (buri) Buresch – informuje na swoim profilu facebookowym aeroklub.

 

ZOBACZ:Jego pasją była hodowla lwów. Przez nielegalne działania źle to się dla niego skończyło…

 

Rodzinie i bliskim składamy szczere kondolencje…

źródło inf. fot. i wideo: petronews.pl 

ratownicy

[VIDEO] Kobieta doznała wypadku w górach. Jednak najgorsze stało się, gdy przybyli ratownicy…

Pewna 74-latka przypłaciła wędrówkę na górę Piestewa Peak poważnymi konsekwencjami. Nie dość, że doznała wypadku, to pechowi ratownicy dostarczyli kobiecie dodatkowych, silnych wrażeń!

Do wypadku doszło na górze znajdującej się na terenie miasta Phoenix w Arizonie. Starsza kobieta upadła i nabawiła się obrażeń twarzy i kończyn. Konieczna stała się ewakuacja śmigłowcem. Gdy ratownicy przybyli na miejsce, zapakowali kobietę na nosze i podczepili do wyciągarki śmigłowca. Wtedy wszystko przestało iść zgodnie z planem…

 

 

ZOBACZ TEŻ:Trzymali w szufladzie skarb warty kilka milionów. Poszukiwano go prawie 200 lat!

 

Nosze kobiety wpadły w ruch wirowy, tym szybszy im bliżej śmigłowca się znajdowały. Ratownicy nie mogli go opanować! Jak do tego doszło?

 

Okazuje się, że zerwała się jedna z linek stabilizujących, która powinna uniemożliwić taki wypadek. Ratownikom nie pozostało nic innego jak opuścić kobietę niżej i spróbować jeszcze raz. Wtedy wszystko poszło zgodnie z planem.

 

Ratownicy zwołali później specjalną konferencję prasową, na której wyjaśnili przyczyny wypadku i zapewniono, że przykry incydent nie wpłynął na stan zdrowia poszkodowanej. Ale co miała wrażeń, to jej!

 

fakt.pl/ youtube.com

wycieczkowcu

Dramat na gigantycznym wycieczkowcu. W akcji musiało wziąć udział 12 karetek!

Statek Norwegian Cruise Line może pomieścić na swoim pokładzie około 6 tysięcy osób. Pasażerowie, którzy byli na ogromnym wycieczkowcu płynącym wzdłuż wschodniego wybrzeża USA przeżyli prawdziwy dramat. Wszystko było tak, jak być powinno. Pili drinki, słuchali pianisty, niektórzy grali w bilard. Aż nagle… zaczęli się ślizgać wśród roztrzaskujących się butelek po jego pokładzie.

Wiało z prędkością 185 km/h, co znacząco przechyliło statek. Rannych zostało kilku podróżujących oraz parę osób z załogi. Na ogromnym wycieczkowcu rozegrał się prawdziwy dramat, którego nikt nie mógł się spodziewać. W porcie Canaveral na Florydzie czekało na poszkodowanych 12 karetek. Funkcjonariusze nie zdradzili ile dokładnie osób zostało rannych oraz jak ciężkie mają obrażenia. Sam statek nie uległ żadnemu uszkodzeniu i niebawem wypłynie w swój kolejny rejs na Bahamy.

 

ZOBACZ:[WIDEO] Pijany Polak postanowił, że weźmie ACHTUNGA do ręki. Ten koleś jest hardkorem!

 

Pasażerowie mieli i tak ogromne szczęście, że wszystko się dobrze skończyło. Mogło dojść do niewyobrażalnej tragedii, której skutki byłyby opłakane. Siła przyrody jest ogromna!

źródło: o2.pl fot. youtube.com