Policjanci zdębieli: koza w różowych skarpetkach i siedem osób, w trzyosobowym busie – zaskakujący finał kontroli!

koza, kozę

Jak już niejednokrotnie pisaliśmy, policjanci polskiej drogówki często muszą przeprowadzać zatrzymania zgoła niesamowite. Jednak poziom absurdu tego zdarzenia przebija chyba wszystko to, o czym do tej pory słyszeliśmy. Pozornie rutynowa kontrola trzyosobowego busa przyniosła efekt zupełnie szalony! 

Policjanci z komendy policji w Oświęcimiu patrolowali w ubiegłą sobotę drogę przebiegającą przez Witkowice w gminie Kęty. Do kontroli zatrzymali kierowcę dostawczego volkswagena transportera, który okazał się świeżo upieczonym, 18-letnim kierowcą.

 

ZOBACZ TEŻ: Znudzili się wychowaniem, więc zostawili dzieci w obozowisku bezdomnych. Wstrząsające odkrycie nad brzegiem rzeki!

 

Obok kierowcy siedziała 16-letnia mieszkanka Witkowic. Być może kontrola zakończyłaby się bez nieprzyjemności, gdyby nie dziwne odgłosy dochodzące z paki dostawczaka. Policjanci kazali kierowcy ją otworzyć, a gdy zajrzęli do środka – zdębieli!

 

W przestrzeni ładunkowej siedziało pięciu młodych chłopaków w wieku od 17 do 21 lat i… koza w różowych skarpetkach. Jak się okazało, cała grupka jechała na osiemnaste urodziny do koleżanki, a koza miała być prezentem urodzinowym!

 

18-letni kierujący musiał pożegnać się z prawem jazdy, które zostało mu zatrzymane przez policjantów. Do tego doszedł mandat i punkty karne. Za przewożenie w samochodzie od trzech osób więcej, niż pozwala homologacja jest zagrożone karą zatrzymania prawa jazdy na trzy miesiące.

 

Cóż, młodość ma swoje prawa… Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało, a historia dołącza do grupy tych komicznych, a nie tragicznych!

 

Stracił fortunę, popadł w depresję. Wszystko przez… kozę!

koza, kozę

Nigdy nie wiesz, gdzie czai się niebezpieczeństwo i z której strony uderzy w ciebie pech. Dokładnie coś takiego spotkało pewne serbskie małżeństwo z wioski Ranilović 40 kilometrów na południe od Belgradu. Ciężko odkładane pieniądze poszły się paść i to dosłownie, przez kozę!

 

Milena Simić z mężem marzyła o tym aby kupić 10-hektarowe pole w swojej miejscowości. W tym celu przez kilka długich lat odkładali każdy grosz. Łącznie uzbierali równowartość 20 tysięcy euro, co jak na warunki serbskiej prowincji jest naprawdę sporą sumą.

 

ZOBACZ: Lubelskie: SPALIŁA noworodka w piecu i poszła na WESELE! Ciążę ukrywała przed rodziną

 

Byli już umówieni ze sprzedawcą działki, przeliczone pieniądze zostawili na kuchennym stole i wyszli do pokoju. W tym czasie teść Mileny Simić poszedł po paszę dla zwierząt i pozostawił drzwi od kuchni otwarte.  Do pomieszczenia weszła koza Belka. Durny zwierz widząc banknoty potraktował je jak paszę i zdecydowaną większość z 20 tysięcy euro szlag trafił!

 

Zostało może z 300 euro, nie więcej – żaliła się rzekomo Milena.

 

Jednak jeszcze bardziej sprawę przeżył jej mąż. Jak opowiada kobieta, siedzi tylko w milczeniu i patrzy w jeden punkt. Historia podana przez lokalny portal informacyjny szybko zdobyła sobie potężną popularność w Serbii, podały ją dalej duże media, a stamtąd ruszyła w świat, między innymi do Polski.

 

ZOBACZ: Pijany 18-latek wiózł kozę w bagażniku. Obok siedział jego ojciec

 

Zadaliśmy sobie nieco więcej trudu niż dziennikarze RMF czy Faktu i postanowiliśmy prześledzić serbskie media i doniesienia o pieniężnożernej kozie. Okazuje się, że jako pierwszy tą informację podał portal, który już nie raz robił sobie żarty z czytelników, a mieszkańcy Ranilovici nie mają pojęcia o takiej sprawie!

 

Wszystko więc wskazuje, że omal nie padliśmy ofiarą, na szczęście śmiesznego i niegroźnego fake newsa. Ale inaczej do sprawy podchodzą mieszkańcy wioski, którzy narzekają, że urywają im się telefony od dziennikarzy, a dodatkowo obawiają się, że zostaną wzięci za bogaczy i we wsi pojawią się złodzieje chętni na poodkładane przez mieszkańców rzekome fortuny!

 

fakt.pl/telegraf.rs/ foto: pixabay

Pijany 18-latek wiózł kozę w bagażniku. Obok siedział jego ojciec

znaleźli kozę w bagażniku

Nietypową interwencję zaliczyli policjanci patrolujący ulice Morąga w województwie warmińsko-mazurskim. Dostrzegli osobowego opla, którego kierowca na widok radiowozu zmienił kierunek jazdy. Kontrola przyniosła zaskakujące rezultaty – w bagażniku znaleziono… kozę!

Policjanci ostródzkiej drogówki na pewno niejednego spodziewali się zatrzymując kierowcę zielonego opla. Chwilę wcześniej mężczyzna na widok patrolu skręcił w boczną uliczkę, a potem… wraz z pasażerem udawali, że naprawiają w aucie usterkę! Ale kto mógł przypuszczać że obok jazdy po pijaku, bez uprawnień, z pijanym ojcem na fotelu pasażera znajdzie się jeszcze kozę w bagażniku?!

 

Kierowcą okazał się 18-latek, a pasażerem – jego ojciec.  Żeby było ciekawiej, obaj byli pijani, a nastolatek nie miał nawet prawa jazdy! Wydmuchał aż 1,5 promila. W związku z tym funkcjonariusze postanowili sprawdzić całe auto.

 

 

ZOBACZ: Kierowca był tak pijany, że sam doniósł na siebie policji

 

 

Jakież było ich zdziwienie, gdy po otwarciu bagażnika usłyszeli… beczenie kozy! Pijani mężczyźni wskazali osobę, która przyjechała specjalnie na miejsce aby przejąć kluczyki od auta i zwierzę. Można powiedzieć, że pod opieką miała kozę i dwa barany…

 

18-latkowi za prowadzenie pod wpływem alkoholu i bez prawa jazdy grozą 2 lata więzienia.

 

wprost.pl/ foto: warmińsko-mazurska policja