nawigacja

Planował pojechać do Rzymu żeby na żywo zobaczyć papieża! Nawigacja zaprowadziła go do (…)!

Prawdziwą wpadkę zaliczył 81-letni Włoch mieszkający na co dzień w Wielkiej Brytanii. Mężczyzna dawno nie był w ojczystej ziemi, więc z sentymentu postanowił ją odwiedzić. Starszy pan za cel podróży obrał stolicę słonecznej Italii, Rzym. Włoch wpadł na pomysł, że zaoszczędzi na biletach, a przy okazji pozwiedza Europę więc wybrał się w podróż samochodem. W dotarciu do Rzymu miała mu pomóc nawigacja.

Niestety starszy pan nie przewidział, że nawigacja źle odczyta jego intencje i zamiast do Rzymu poprowadzi go w zupełnie inne miejsce. Stało się tak z prostego powodu. Mężczyzna pomylił nazwy i zamiast Rome wpisał nazwę „Rom”. Mimo, że jest to niemiecka nazwa Rzymu to nawigacja była brytyjska i źle zrozumiała polecenie. Tym sposobem Włoch wylądował w niemieckiej wiosce o zbieżnej nazwie ze stolicą Italii.

 

 

 

Kiedy 81-latek dotarł na miejsce był mocno skonsternowany, ponieważ nie tak wyobrażał sobie piękny Rzym, z  którego wyjechał 40 lat temu. Mężczyzna zachodził w głowę, gdzie podziały się wszystkie atrakcje, tj jak Koloseum czy Bazylika św. Piotra. Zafrasowany mężczyzna tak bardzo się przejął, że kiedy opuścił auto zapomniał o zaciągnięciu hamulca i pojazd stoczył się uderzając w tabliczkę z nazwą miejscowości. W wyniku wypadku auto zostało dość poważnie uszkodzone, a próbujący je zatrzymać je 81-latek upadł i złamał sobie rękę! Starszy pan na pewno nie będzie miło wspominał podróży w rodzinne strony, a następnym razem na pewno wybierze samolot.

 

 

 

źródła: o2.pl, foto pixabay.com

 

butelki miodu

Przywiózł z wakacji trzy butelki miodu. To zniszczyło jego życie

Leon Haughton z Maryland w USA  spędził bardzo udane wakacje na Jamajce. Do domu przywiózł ze sobą trzy butelki lokalnego miodu, który kupił od ulicznego handlarza. Butelki schowane w walizce z bagażem wzbudziły zainteresowanie celników. A co więcej, stały się początkiem potężnych i absurdalnych wręcz kłopotów pechowego turysty.

46-letni Haughton spędzał ostatnie święta Bożego Narodzenia na Jamajce. To stamtąd pochodził i tam ma swoich bliskich. Po powrocie na lotnisko w Baltimore został zatrzymany przez służby, które… oskarżyły go, że trzy butelki w walizce zawierają płynną metaamfetaminę! 

 

ZOBACZ TEŻ: Makabryczne odkrycie w domku. Syn znalazł zwłoki swoich rodziców!

 

Jakby tego było mało, badania miodów dały pozytywny wynik na obecność narkotyków! W tej sytuacji służby miały podstawę by zamknąć Leona na niemal 3 miesiące do więzienia. Po 82 dniach, w marcu tego roku powtórzone testy laboratoryjne dały negatywny wyniki. Miody faktycznie były miodami i nie było w nich ani krzty substancji niedozwolonych.

 

 „Wyszedłem na wolność, ale moje ubezpieczenia przepadły, moja zdolność kredytowa została zniszczona. Straciłem pracę, a oni zostawili mnie z tym bałaganem”

 

– opowiada mężczyzna.

 

Służby stoją na stanowisku, że wszystkie procedury zostały zachowane i nie mają sobie nic do zarzucenia. Innego zdania jest Jamajczyk i jego pełnomocnik, którzy zapowiadają pozew w sprawie. Co zaś z butelkami miodu? Haughton mógłby je odebrać, ale stracił na nie ochotę!

 

turystyka.wp.pl/ foto: screenshot

szlifierką

[WIDEO] Pracownik operował szlifierką kątową. Nie miał pojęcia, ŻE ZARAZ WYDARZY SIĘ…

Zasady BHP to podstawa i powinny się przestrzegać związanych z nimi przepisów. Nie każdy jednak się do nich stosuje. Ten pracownik operował szlifierką kątową i zapomniał o jednej, kluczowej rzeczy. Zapomniał dokręcić tarczy. Ten błąd jest niewybaczalny i zazwyczaj dramatyczny w skutkach. Tak było i tym razem. Tarcza spadła i uderzyła go w okolice brzucha. Nie wiemy jednak co było dalej i czy coś mu się stało.

Najważniejsze, że żyje, bo mogło wydarzyć się naprawdę wszystko. W pracy ze szlifierką kątową trzeba przestrzegać podstawowych zasad BHP i wszystko sprawdzić kilka razy. Kto wie, być może uratuje Ci to życie, zdrowie czy chociażby palce.

ZOBACZ:[WIDEO] Młody chłopak całuje na ulicy dziewczyny przy ich facetach. MAGIA PIENIĄDZA W PEŁNEJ KRASIE

źródło fot. i wideo: youtube.com

dynamit

Rosja: pomylili dynamit z parówkami. Część zdążyli zjeść jako zagrychę do wódki!

Rosja to stan umysłu. Jeśli ktokolwiek miał jeszcze co do tego jakieś wątpliwości – to wydarzenie musi sprawić, że zmieni zdanie. Oto trzech alkoholików na głodzie włamało się do jednego z magazynów. Byli święcie przekonani, że kradną pudełka wyładowane pysznym jedzeniem! Tymczasem… ukradli dynamit!

Trzej rabusie włamali się do magazynu w Kraju Nadmorskim. Nie wiedzieli, że należy on do firmy zajmującej się rozbiórką budynków. Stąd dynamit, zapakowany w folie wzięli za… serdelki. Licząc, że część zjedzą, a resztę sprzedadzą następnego dnia, zakosili pudła z 37 kilogramami materiałów wybuchowych.

 

Rosyjskie władze wszczęły alarm – z taką ilością terroryści mogliby dokonać potężnego zamachu. Szybko jednak okazało się, że tym razem to nie terroryści są sprawcami. Śledczy wpadli na trop trzech lokalnych pijaczków. Ustalili ich adresy zamieszkania i urządzili nalot.

 

ZOBACZ: Udusili 19-letnią Darię, a zwłoki w walizce wyrzucili na śmietnik. Sprawcy poszukiwani

 

W jednym z mieszkań zastali złodziei i poszukiwane materiały wybuchowe. Problem w tym, że nie wszystkie – część mężczyźni zdążyli skonsumować! Ich przekonanie o tym, że ukradli serdelki było tak silne, że nie zastanowił ich nawet dziwny smak tych wybuchowych „serdelków”…

 

Złodzieje zaczęli zastanawiać się dopiero gdy pojawiły się bóle głowy, nudności i wymioty. Jednak nadal uważali, że to wódka była trefna, a nie parówki! Z błędu wyprowadził ich dopiero „eksperyment”: jedną z „parówek” dali psu,  który rzekomo pożerał wszystko. Gdy burek materiał wybuchowy zwymiotował, postanowili pozbyć się trefnego jedzenie. Ale na to było już za późno.

 

Za kradzież z włamaniem grozi im nawet 7 lat więzienia.

 

uczestniczka

[WIDEO] Takiej wpadki po Tadeuszu Sznuku nikt się nie spodziewał. Przez niego uczestniczka musiała…

Uczestniczka programu „Jeden z Dziesięciu” musiała przedwcześnie pożegnać się z programem, gdyż źle odpowiedziała na pytanie. Okazało się jednak, że to nie ona popełniła błąd, a prowadzący – legenda polskiej telewizji – Tadeusz Sznuk. Kazał on uszeregować wagi w boksie od najlżejszej do najcięższej. Kobieta odpowiedziała poprawnie i powinna grać dalej. Tak się jednak nie stało… Dlaczego?

Tadeusz Sznuk powiedział, że pytał o kolejność od najcięższej do najlżejszej. Jednak jak przewinie się filmik o chwilę wstecz, to słychać wyraźnie, że pyta w odwrotnej kolejności. Zatem uczestniczka powinna zostać w programie, a tak odpadła…

ZOBACZ:Mężczyźni zachwycają SIĘ JEJ BRZUCHEM! Ich zdaniem właśnie tak wygląda ideał kobiety

źródło fot. i wideo: youtube.com

rysach, Tatry, rysy, zwłoki w tatrach

Janusze na Rysach. Popełnili idiotyczny błąd, a żądają odszkodowania od TPN!

Po raz kolejny przekonujemy się o tym, że góry naprawdę nie są dla wszystkich i lepiej by było, gdyby niektórzy podziwiali je co najwyżej z Gubałówki, a najlepiej z ekranu komputera. Oto grupka nieodpowiedzialnych turystów postanowiła ruszyć po południu na najwyższy szczyt Polski. Zrobili źle wszystko, ale pretensje o przygody na Rysach mają do kogo innego! 

Jak dowiadujemy się z postu, który sami opublikowali w internecie, wycieczkę rozpoczęli przy ładnej pogodzie, ale o dziwo półtora kilometra wyżej na Rysach okazało się, że widoki zasłaniają gęste chmury! Co więcej, było już po 19 i powolutku zaczynało zmierzchać. Oznacza to, że swoją wycieczkę turyści zaczęli najwcześniej około południa.

 

ZOBACZ TEŻ: Rybacy dostrzegli wieloryba z przymocowaną do ciała dziwną uprzężą! Kiedy ją zdjęli odkryli, że była to (…)!

 

W gęstej mgle na szczycie Rysów „turyści” zgłupieli i nie wiedzieli jak zejść. Postanowili więc po prostu pójść za innymi. Kolor szlaku się zgadzał, a we mgle każdy kamień wyglądał tak samo. Nie przeszkadzało im, że droga zejściowa nie zawiera prawie w ogóle łańcuchów, a po drodze mijają schronisko, którego przecież na drodze z Morskiego Oka nie ma!

 

Jeśli jeszcze nie możecie uwierzyć w to co się stało, to napiszemy wprost – te zdolniachy zeszły na stronę słowacką, o czym przekonali się dopiero na samym dole! Co więcej, narzekali, że nikt nie chciał ich podwieźć do Polski i byli wielce zdziwieni, że do Morskiego Oka jest 60 kilometrów, podczas gdy sami przecież szli znacznie krócej. Widocznie nie przyszło im do głowy, że drogi okrążają tatrzańskie szczyty…

 

Ostatecznie policja zawiozła ich do hotelu, w którym spędzili noc, a kolejnego dnia musieli wynająć taksówkę, aby dostać się na Łysą Polanę i do Morskiego Oka po swoje samochody. Łączne koszty ich głupoty, to bagatela 3 tysiące złotych. Jednak ich zdaniem, za wszystko odpowiada Tatrzański Park Narodowy!

 

Wyrywającą z kapci i gwałcącą logikę argumentację turystów przeczytacie na kolejnej stronie! 

bankomatu, bank, plotkę

Przez awarię bankomat rozdawał pieniądze. Klienci w szoku po decyzji banku

Któż z nas o tym nie marzył? Podchodzisz pod bankomat, wkładasz kartę, wpisujesz pin, wybierasz śmiesznie niski nominał, bo jesteś przed „dziesiątym”, a tu nagle wysuwa się kilkukrotnie większa kwota, która nie obciąża Twojego konta! Coś takiego wydarzyło się właśnie w USA, a co ciekawe bank w tej sprawie wcale nie zachował się jak bank!

Do zdarzenia doszło w Huston na Florydzie. Bankomat należący do Bank of America miał wyjątkowe „prezenty” dla korzystających z niego klientów. Zamiast wszystkich niskich nominałów wypłacał bowiem banknoty 100-dolarowe!

 

Jako pierwszy zauważył to pewien klient w niedzielę wieczorem. Zamiast skontaktować się z bankiem… napisał post na Facebooku, co doprowadziło szybko do tego, że pod maszyną ustawiła się kolejka ludzi. Doszło nawet do drobnych przepychanek. Sytuację po dwóch godzinach uspokoiła policja, która zabroniła dalszego wypłacania pieniędzy.

 

ZOBACZ: Podkarpacie: z bananami kupiła egzotycznego pająka. Skutki ugryzienia były przerażające [FOTO+18]

 

Nie wiadomo ile osób skorzystało z tej „promocji”. Bank of America wyjaśnił, że wszystko wydarzyło się za sprawą pomyłki pracownika obsługi bankomatu, który wsadził banknoty 100-dolarowe do złej kasetki.

 

Bank jednak dobrodusznie pozwolił klientom zachować dodatkowe fundusze! I trzeba przyznać, że był to strzał w dziesiątkę – o zepsutym bankomacie i geście banku piszemy nawet nad Wisłą. PR-owo to na pewno lepsze niż pozwy przeciwko kilkudziesięciu lub kilkuset osobom, żeby odzyskać kwotę, która z perspektywy banku jest niczym.

 

Ciekawe tylko jakie konsekwencje poniósł pechowy pracownik…?

 

fakt.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/pixabay

buty

Kupił żonie buty na portalu aukcyjnym. W pudełku znalazł niecodzienny i obrzydliwy „gratis”…

Pewien mąż postanowił sprawić swej żonie miły prezent rocznicowy. Jednak aby się zanadto nie wykosztować, zdecydował się na lekko używane buty, które kupił przez serwis aukcyjny eBay. Gdy przesyłka dotarła, w pudełku oprócz zamawianego produktu znajdowało się coś jeszcze…

Buty sprzedawała 22-letnia Kelly Young, bezrobotna matka dwóch dzieci, mieszkająca w Bracknell w Anglii. Wystawiła na aukcji oryginalne buty Timberland za 60 funtów. Spośród trzech obserwujących aukcję, znalazł się jeden kupujący – wspomniany już powyżej mąż.

 

Kelly spakowała karton z butami i wysłała na podany adres, po otrzymaniu zapłaty. Problem w tym, że zapomniała, że pudełko na buty służyło jej także za schowek…

 

ZOBACZ: Lublin: zbiorowy gwałt w wagonie. Gehenna ofiary trwała wiele godzin – rusza proces zwyrodnialców

 

Po kilku dniach otrzymała wiadomość na portalu eBay od żony klienta, która zapytała jej czy czegoś nie zgubiła. Do wiadomości dołączyła zdjęcie pudełka z zielonymi butami Timberland i… 15-centymetrowym, srebrnym wibratorem!

 

Kelly długo nie mogła zebrać się, by odpisać zdegustowanej klientce. Zapewnia jednak, że nie zrobiła tego celowo i martwi się, czy przypadkiem przez jej uwagę nie oberwał mąż, który chciał przecież tylko kupić parę fajnych butów w dobrej cenie!

 

fakt.pl/ foto: zdjęcie ilustracyjne/pixabay

 

vitro

IN VITRO było dla nich jedyną nadzieją na dziecko. Skończyło się na rozpaczy i…

In vitro to w Polsce temat, który jak zawsze dzieli ludzi. Jedni są jak najbardziej „za” i rozumieją, że dla wielu jest to jedyna szansa na dziecko, drudzy natomiast (w szczególności osoby zbliżone do kręgów kościelnych) twierdzą, że jest to sprzeczne z Katechizmem Kościoła Katolickiego. Chcemy Wam przedstawić historię, która wydarzyła się ostatnio i dotknęła pewną parę z Nowego Jorku.

Para postanowiła wydać majątek na zabieg in vitro, który miał im gwarantować upragnione dzieci (konkretnie dwie córeczki). Poród odbył się bez żadnych problemów, lecz wszystko zaczęło się psuć gdy maleństwa przyszły na świat. Co się okazało? Mianowicie, że kobieta urodziła dzieci (dwóch chłopców)… innej pary. W pozwie sądowym można przeczytać, że doszło do niewyobrażalnej pomyłki, która kosztowała parę 100 tysięcy dolarów. Podobną historię przeżyli Carolyn i Sean Savage w 2009 roku. Człowiek tak się cieszy, że w końcu przyszła ta chwila, i wtedy dzieje się coś takiego. To bardzo bolesne. Brak mi słów, żeby opisać, jak bardzo nieakceptowalna jest ta sytuacja. Temu da się zapobiec, trzeba tylko przestrzegać protokołów i traktować je poważnie – powiedziała Carolyn Savage. Podobne zdanie ma również ekspert Jake Anderson, który twierdzi, że czasami brakuje ostrożności w działaniach lekarzy.

 

ZOBACZ:Panie spod tych znaków zodiaku to najgorsze żony. Badania nie pozostawiają złudzeń

 

Co sądzicie o in vitro? Czekamy na Wasze opinie.

źródło: o2.pl fot. pixabay.com