Jest GORĄCO a Ty CHORUJESZ? Jak WALCZYĆ z WAKACYJNYM przeziębieniem?

Katar, kaszel, ból gardła lub – co gorsza – gorączka! Nikt z nas nie chce chorować latem. Jak więc sobie radzić z wakacyjnym przeziębieniem?

 

Po pierwsze – zapobiegać

 

W większości przypadków, wakacyjne przeziębienia to tylko skutek naszego postępowania, ponieważ wystawiamy nasz organizm na znaczne skoki temperatur.

Jakich zachowań i sytuacji unikać?

  • zbyta chłodna klimatyzacja w domu, samochodzie czy w sklepie – różnica pomiędzy nagrzanym powietrzem na zewnątrz a schłodzonym to czasem nawet 30 stopni!
  • zimne napoje i lody – możemy je spożywać, ale powoli i w niezbyt dużych ilościach
  • nadmierne schładzanie poprzez kąpiel – na nagrzanej plaży może być 50 stopni, podczas gdy woda może być nadal chłodna 
  • rześkie poranki i chłodne wieczory – mogą być zdradliwe, szczególnie po upalnym dniu
  • górskie wycieczki, zwiedzanie jaskiń czy podziemi – pamiętajmy, że w górach powietrze jest znacznie chłodniejsze, podobnie pod ziemią, dlatego warto mieć coś cieplejszego
  • siadanie na zimnym – głazy czy kamienne murki

 

 

Po drugie – leczyć

 

Letnie przeziębienie w leczeniu niewiele różni się od zimowego. Z tą różnicą, że nie musimy się specjalnie opatulać 🙂

W przypadku niewielkiego przeziębienia najlepiej zastosować domowe sposoby – dużo płynów, woda z miodem i cytryną, napary z malin itp.

 

Jeśli jednak mocno dokucza nam katar, kaszel czy ból gardła, warto sięgnąć po specyfiki udrażniające nos, syropy na kaszel czy tabletki na ból gardła. Silniejsze przeziębienie możemy leczyć produktami na objawy przeziębienia i grypy.

Dodatkowo warto włączyć do diety produkty bogate w witaminę C i generalnie – sporo płynów, dużo owoców i warzyw. A na przyszłość nie fundować swojemu organizmowi szoków termicznych 🙂

 

fot. pixabay

pająk

Niewielki pająk ugryzł ją w nogę. Skończyło się jak w HORRORZE!

Pewna kobieta z Arkansas w USA miała niewiarygodnego pecha. Ugryzł ją niewielki pająk, który jednak okazał się śmiertelnie groźny. Kobieta ma dużo szczęścia że żyje!

 

Zaczęło się bardzo niewinnie. Kobieta zauważyła ślady niewielkich ugryzień na dużym palcu stopy. Udała się do lekarza, który przepisał lek antyhistaminowy i odesłał ją do domu. Był to potężny błąd.

 

Kiara, bo tak miała na imię ofiara pająka, zauważyła po trzech dniach, że palec u nogi sczerniał. Od razu udała się po pomoc, a w szpitalu zadecydowano o amputacji gnijącego palca. Jednak i na to było już za późno – infekcja postępowała, a lekarze kawałek po kawałku musieli odcinać kobiecie fragmenty nogi.

 

Skończyło się na siedmiu zabiegach i amputacji powyżej kolana. Dopiero wtedy udało się opanowac infekcję. Udało się też poznać winowajcę tak potężnych problemów zdrowotnych – okazał się nim pustelnik brunatny, pająk osiągający zaledwie 2,5 cm długości. Jego jad może prowadzić do rozległej martwicy tkanek.

 

Pustelnik występuje przede wszystkim na południu Stanów Zjednoczonych i w Ameryce Środkowej, ale można go już także spotkać w cieplejszych rejonach Europy. Kiara miała wyjątkowego pecha – nie podjęto na czas odpowiedniego leczenia, a dodatkowo reakcja na jad w jej wypadku okazała się wyjątkowo silna.

 

Czy kobieta będzie mogła starać się o odszkodowanie? Gdyby lekarz pierwszego kontaktu nie zlekceważył jej, do tragedii być może by nie doszło.

 

o2.pl/ foto: wikipedia

Wakacje Polaka kosztowały FORTUNĘ! Jeździłeś na urlop BEZ UBEZPIECZENIA? Po tej historii już NIGDY tego nie zrobisz!

To zapewne miał być wspaniały wypad wakacyjny, być może nawet wakacje życia. Niewątpliwie też wypad na Majorkę szarpnął wczasowicza po kieszeni. Ale to, co go spotkało sprawiło, że mógłby zapłacić o wiele, wiele więcej!

 

Polski turysta wypoczywający na Majorce zaczął skarżyć się na bóle głowy, światłowstręt, aż wreszcie dopadła go utrata przytomności. W szpitalu okazało się, że mężczyzna ma tętniaka mózgu. Przypadłość, która jest bardzo trudna do wykrycia bez specjalistycznych badań. A któż je przechodzi jeśli czuje się absolutnie dobrze?

 

Mężczyzna wymagał pilnej operacji. Potem kolejnej. Pobyt w szpitalu i powrót do kraju specjalistycznym samolotem generowały dalsze koszty. Rachunek za te usługi opiewał na 680 tysięcy złotych!

 

Na szczęście ten turysta przezornie wykupił ubezpieczenie kosztów leczenia. Ale ilu z nas wyjeżdża poza granice kraju i nie wykupuje żadnej polisy lub najtańsze ubezpieczenia, które de facto nie chronią przed niczym?

 

„ Kiedy kupujemy wycieczkę w biurze podróży, niejako „w pakiecie” mamy ubezpieczenie, ale tylko w wersji podstawowej. Dodatkowa polisa jest więc niezbędna zwłaszcza w przypadku chorób przewlekłych lub gdy zamierzamy urlop spędzać aktywnie – uprawiając sporty wodne lub na stoku. Ubezpieczenie podstawowe nie obejmuje takich sytuacji. A wystarczy, że na co dzień przyjmujemy leki na tarczycę, by ubezpieczyciel nie rozpatrzył naszego wniosku”

– powiedziała Klaudia Mortka z portalu wakacje.pl

 

Koszta leczenia za granicą potrafią być niebotyczne. „Rekord” należy do Polaka, który doznał zawału w czasie pływania u wybrzeży USA. Całość jego leczenia i powrót do kraju kosztowały, bagatela 800 tysięcy złotych!

 

Problem pojawi się też, gdy wykupimy polisę z niską sumą ubezpieczenia. Jest to kwota do której ubezpieczyciel gwarantuje pokrycie kosztów. Jeśli np. nasza polisa była na 30 tysięcy złotych, a nasze leczenie kosztowało 150 tysięcy – różnicę pokryjemy z własnej kieszeni.

 

Zdaniem ekspertów, na europejskie wakacje minimalna kwota ubezpieczenia na polisie to 80 tysięcy złotych. W wypadku wyjazdu na inny kontynent najlepiej powiększyć ją do sumy nawet 300-400 tysięcy. Nigdy bowiem nie wiadomo, co może się wydarzyć. Dodatkowe 200-300 złotych wydanych przy wyjeździe wartym 2-3 tysiące złotych to już nie tak wiele, a ta suma może nas uchronić przed potężnymi kłopotami!

 

o2.pl

Polska jest atrakcyjna dla cudzoziemców. To oni mogą uratować polskie szpitale

Jak pisze „Rzeczpospolita” w czwartkowym wydaniu Procedury medyczne są u nas nawet kilka razy tańsze. Zagraniczni pacjenci to szansa dla krajowych placówek, które wypadły z sieci i stracą kontrakty z NFZ. Polska jest atrakcyjna dla cudzoziemców.

 

To szansa dla szpitali, które nie weszły do sieci i straciły finansowanie z budżetu państwa. Jak wynika z danych Instytutu Badań i Rozwoju Turystyki Medycznej, do których dotarła „Rzeczpospolita” w 2016 r. Polskę odwiedziło 155 tys. pacjentów. Według szacunków mogli zostawić w Polsce łącznie nawet 2,6 mld zł. Kwota ta w następnych latach ma wzrosnąć.

 

Leczenie w Europie Zachodniej jest znacznie droższe, dlatego zagraniczni pacjenci chętnie wybierają polskie placówki. Dla przykładu gazeta przytoczyła polskie i zagraniczne ceny usług medycznych:

 

– implant dentystyczny w Wielkiej Brytanii w przeliczeniu kosztuje średnio 5,8 tys. zł, podczas gdy w Polsce można wszczepić za 3,4 tys. zł;
– wymiana stawu biodrowego, która wyceniona jest na 43,9 tys. zł na Wyspach, u nas kosztuje około 22,3 tys. zł.

 

kd, źródło: onet

Rybi opatrunek działa cuda! Niekonwencjonalny sposób, na który decydują się lekarze

Do leczenia ciężkich oparzeń lekarze z Brazylii używają rybich skór. Na ranę pacjentów nakładają rybi bandaż – skórę słodkowodnej tilapii. Leczą w ten sposób poparzenia drugiego i trzeciego stopnia.

 

Jak tłumaczy brazylijski lekarz:

 

„Skóra tilapii obfituje w kolagen niezbędny w gojeniu. Poza tym doskonale izoluje i chroni przed utratą białka i wilgoci, co czyni ją podobną do ludzkiej skóry. Taki opatrunek zmienia się co dziesięć dni.”

 

Tilapia to bardzo popularna ryba w brazylijskich wodach. Zanim jej skóra zostanie wykorzystana do leczenia jest oczyszczana, sterylizowana i napromieniowywana, by zabić wirusy. W lodówce może być trzymana nawet dwa lata.

 

Opatrunek z rybiej skóry pomogły już kilkudziesięciu poparzonym pacjentom. Co ważne nie ma on zapachu ryby, dlatego nie jest uciążliwy i nieprzyjemny dla pacjenta. Jego koszt jest o 75 procent niższy niż tych używanych powszechnie.

 

kd, źródło: tvn24

Zakażona krew uśmierciła 2400 osób. Skandaliczna sprawa ujrzała światło dzienne

Niebawem w Wielkiej Brytanii ruszy śledztwo w sprawie zakażonej krwi, po podaniu której zmarło 2400 osób. Sprawa dotyczy pacjentów cierpiących głównie na hemofilię, czyli wrodzony brak krzepnięcia krwi. W latach 70. i 80. lekarze przepisywali im lek wytwarzany z krwi dawców. Miał on zapobiegać pojawianiu się zagrażających życiu krwotoków.

 

Jak zapowiedział Philip Dunne z brytyjskiego ministerstwa zdrowia:

 

„Rząd ma zamiar rozpocząć śledztwo w sprawie wydarzeń, które doprowadziły do tego, że tak wiele osób zostało zakażonych wirusem HIV i wirusem żółtaczki typu C, poprzez krew i jej produkty dostarczane przez National Health Service.”

 

Chorzy przyjmowali czynnik krzepnięcia krwi, tak zwany czynnik osiem, który miał poprawić ich stan zdrowia. Okazało się, że sprowadzany ze Stanów Zjednoczonych czynnik osiem został wytworzony z krwi więźniów zakażonych wirusem HIV i wirusem HCV. HIV zakaziło się 1,2 tysiąca osób, z czego 900 zmarło. HCV wszczepiono pięciu tysiącom osób, w skutek czego półtora tysiąca pacjentów zmarło.

 

Testy wykrywające wirusa HIV pojawiły się dopiero w połowie lat 80. Dlatego lekarze zorientowali się, że coś jest nie tak dopiero kiedy u pacjentów wykryto AIDS. Teraz taka sytuacja nie może mieć miejsca. Krew każdego dawcy jest w szczegółowy sposób badana pod kontem wszelkich chorób i wirusów. Badania dają ostateczną odpowiedź, czy dana krew nadaje się do uratowania życia innym ludziom.

 

kd, źródło: tvn24

UWAGA Ktoś podmienił ulotki! Popularny lek wycofany z aptek

Z aptek w całej Polsce musi zostać wycofany popularny syrop na kaszel Rubital Forte. Wykryto pewne nieprawidłowości. W części opakowań znalazły się ulotki z innych leków.

 

Lek stosowany jest w leczeniu zapalenia gardła, krtani i przełyku oraz różnych objawów stanów zapalnych dróg oddechowych. Dokładniej partię Rubital Forte (Althaeae radicis maceratio) 1,73 g/5 ml o numerze serii 010317, z datą ważności do marca 2020. Decyzję o jego wycofaniu ze sprzedaży Główny Inspektor Farmaceutyczny podjął 4 lipca.

 

Ta nieprawidłowość stanowi potencjalne zagrożenie dla konsumentów. Sam syrop nie stanowi żadnego zagrożenia, jednak zgodnie z prawem musi zostać wycofany. Złamany został przepis o informowaniu pacjenta o specyfikacji danego leku.

 

kd, źródło: tvp

PILNE! TVN PROMUJE SZARLATANA Z UKRAINY, TYMCZASEM TO ZWYKŁY OSZUST, KTÓRY WYŁUDZA PIENIĄDZE OD NIEŚWIADOMYCH NICZEGO RODZICÓW. (VIDEO)

Ponad trzy lata temu telewizja TVN przeprowadziła wywiad z rodzicami chorego chłopca, którego nikt nie potrafił zdiagnozować. Cudem trafili na ukraińskiego lekarza, który szybko postawił diagnozę, (zespolenie sztywno – potyliczne) i uleczył chłopca, jak sam powiedział „pracą rąk”. Rodzice jeździli z chłopcem na Ukrainę do kliniki doktora. Koszt pięciu wyjazdów, jak można wywnioskować z tego co padło na antenie telewizji TVN 50 tys. Zawrotna suma za dotyk dłońmi, czyż nie?

Ostatnio, ponownie zrobiło się głośno o cudotwórcy z Ukrainy, tym razem za sprawą programu Elżbiety Jaworowicz,  „Sprawa dla reportera”. Do studia pani redaktor trafiło (odcinek emitowany 8.06) małżeństwo z dwoma bliźniakami, jeden zupełnie zdrowy, drugi z chorobą genetyczną, która uniemożliwia mu mówienie i chodzenie ( chłopiec porusza się na kolanach). Rodzice chorego bliźniaka, próbując pomóc ukochanemu dziecku również trafili na Vitaleya Vela, który tym razem nie dokonał cudu, wyłudzając od nich ogromną kwotę 50 tys. złotych.

Jak powiedzieli rodzice rzekomy doktor leczył chłopca rękami, najczęściej rozciągając lub ugniatając różne odcinki kręgosłupa. Dziecko dostawało również zastrzyki, które jak się okazuje są bardzo szkodliwe i były stosowane w Polsce 20 lat temu, przepisywano je wyłącznie osobom dorosłym.

Lekarze ( m. in. prof. Krzysztof Bielecki), którzy najczęściej biorą udział w programie „Sprawa dla reportera” i wypowiadają się jako eksperci, nie kryli swojego przerażenia.

Zgodnie stwierdzili, że takie leczenie, jeśli to w ogóle można nazwać leczeniem, mogło nie tylko pogorszyć stan chłopca, ale również doprowadzić do śmierci.

Takich par, jak małżeństwo, które zgodziło się przybyć do programu Elżbiety Jaworowicz jest wiele. Stracili oni ogromne pieniądze, a stan ich dzieci nie poprawił się w ogóle.

 

Kiedy pojechałam do szpitala i powiedziałam, jakiemu leczeniu poddawałam moje dziecko, lekarz na mnie nakrzyczał – mówiła kobieta, która zgodziła się na rozmowę telefoniczną na antenie.

 

Przedstawiciele fundacji „Król i Smok”, która zajmuje się wysyłaniem dzieci na Ukrainę i zatrudnia doktora, odmówili przybycia do studia z powodu braku czasu.

Czyżby rzeczywiście brak czasu powstrzymywał ich przed wystąpieniem w telewizji? A gdzie jest ten doktor, który tak chętnie mówił o swoich „cudownych rękach” w programie Dzień Dobry TVN? Pewnie i on nie znalazł nawet pięciu minut, aby udzielić wyjaśnień na antenie programu „Sprawa dla reportera”.

https://www.youtube.com/watch?v=Ulw_JnLo-cU

Źródło Sprawa dla reportera

MM