łukasz warzecha

LEGALNA BROŃ dla Polaków? Łukasz Warzecha opowie jak jest, a jak być powinno!

 Dziś w piątek. 9 II, godz. 17:00, Dom Parafialny „Michael” na ul. Okólna 19,  w Ostrowcu świętokrzyskim, spotkanie otwarte z red. Łukaszem Warzechą, organizowane przez Świętokrzyską Federację Samorządową. Społeczna organizacja porozumienia ludzi otwartych, którzy walczą o wartości w życiu publicznym, prowadzą szeroką działalność społeczną w tym spotkania z ludźmi znanym, którzy swoją działalnością w przestrzeni publicznej wpływają na polskie społeczeństwo. Spotkanie prowadzi współpracownik kryminalka.pl Dariusz Loranty

 

Gość spotkania  – Łukasz Warzecha, publicysta tygodnika „Do Rzeczy”, felietonista „SuperExpressu” i współpracownik Polskiego Radia 24, oraz portalu mPolska24.pl.

 

Pracę dziennikarską zaczynał w „Życiu”. Przez 10 lat (do kwietnia 2014 r.) jako komentator był związany z dziennikiem „Fakt”, następnie z tygodnikiem „W Sieci” i portalem wPolityce.pl. Prowadzi programy „Szukając Dziury w Całym” i „Wróżenie z Faktów” na antenie Polskiego Radia 24. W Telewizji Republika prowadził magazyn „Odkodujmy Polskę”, a w publicznej TVP Info współprowadził program „W tyle wizji”, z którego został usunięty za zbyt dużą niezależność.

 

Jego teksty pojawiały się m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Nowej Konfederacji”, „Rzeczach Wspólnych”, na portalu „Teologii Politycznej”. Publikował też na portalu Wirtualna Polska. Jako komentator występował lub występuje w PR 1, PR 3, RdC, Radiu Warszawa, TVP Info, Polsacie.

 

Autor wywiadów rzek: z Radosławem Sikorskim „Strefa zdekomunizowana” (2007) i ze śp. Lechem Kaczyńskim „Ostatni wywiad” (2010) oraz cyklu rozmów z analitykami Ośrodka Studiów Wschodnich „Między Berlinem a Pekinem” (2016).

 

Członek Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni, strzela regularnie w Związkowym Klubie Strzeleckim na warszawskich Bielanach. Drugie hobby to muzyka klasyczna, przede wszystkim barokowa.

 

Portal Kryminalka.pl patronuję i wspiera spotkania lokalnych społeczności z ciekawymi ludźmi.

flaga ukrainy, ukraina, upa, bandera,

 Były Minister Obrony Ukrainy ostrzega nas przed kolejną RZEZIĄ? „Milion Ukraińców chwyci za kopie”

Na Ukrainie z mocną niechęcią przyjęto nowelizację ustawy o IPN. Wprawdzie dotyczy ona przede wszystkim kar za przypisywanie narodowi polskiemu współuczestnictwa w Holokauście, niemniej jednak znalazły się tam zapisy uderzające w ukraińską wizję historię. Penalizacja banderyzmu wywołuje wściekłość wielu obywateli Ukrainy.

Rada Najwyższa Ukrainy, w związku z nowelizacją zamierza przygotować oświadczenie krytykujące ją. Ale są też o wiele mocniejsze głosy.

 

Wśród nich wyróżnia się ten należący do byłego szefa resortu obrony Ukrainy, Ołeksandr Kuźmiuk. Wprawdzie nie należy on do zwolenników ukraińskiego nacjonalizmu, to jednak uważa, że nowelizacja ustawy jest „wyrównywaniem historycznych rachunków:

 

„Jeżeli będziemy liczyć powieszonych Kozaków od Lwowa do Kijowa, to Ukraińcy w Polsce zbuntują się. Milion dwieście tysięcy Ukraińców w Polsce to piąty ukraiński front, który wszedł do Polski i oni chwycą za kopie”

 

– powiedział polityk.

 

Nie oszukujmy się – ustawa uderza w fundamenty obecnej historycznej tożsamości sporej części Ukraińców. Przewiduje kary zarówno za negowanie zbrodni nacjonalistów z OUN-UPA, jak również formacji ukraińskich kolaborujących z Niemcami jak dywizja SS Galizien.

 

Przeciwko ustawie odbywały się protesty ukraińskich nacjonalistów pod polskimi konsulatami. Również władze na zachodniej Ukrainie są jej niechętne – w Tarnopolu i Winnicy pojawiły się przed urzędami czarno-czerwone flagi. Czy jednak dla miliona Ukraińców pracujących i żyjących w Polsce ta sprawa faktycznie będzie aż tak istotna? Pokażą najbliższe tygodnie.

 

rmf24.pl

straż graniczna, pogranicznicy, ukraina, ukraińcy,

Ukraińcy rozłożyli na łopatki polskich pograniczników! Zapytani o środki do życia w Polsce pokazali…

To chyba jakaś zorganizowana akcja. Wciągu zaledwie tygodnia już cztery osoby usiłowały w taki „sprytny” sposób dostać się na teren Polski. Uprzednio taką próbę podjął obywatel Mołdawii. W ten weekend na podobny pomysł wpadli trzej Ukraińcy.

 

Trzej mężczyźni w wieku 25, 36 i 55 lat usiłowali przekroczyć Polską granicę na przejściach w Krościenku i Medyce. Każdy, kto wkracza do kraju strefy Schengen musi wykazać, poza paszportem, odpowiednie środki pieniężne, które pozwolą mu na utrzymanie się na terenie strefy. Jest to odpowiednio 300 złotych na trzy pierwsze dni i po 75 złotych na każdy kolejny dzień pobytu.

 

Ukraińcy poproszeni o udowodnienie, że posiadają fundusze umożliwiające utrzymanie się…:

 

„Pokazali banknoty do gier planszowych. Były to: dwa banknoty przypominające 50 USD, dwa banknoty przypominające 100 USD oraz sześć banknotów przypominających wyglądem 500 euro”

– powiedziała rzecznik prasowa Bieszczadzkiej Grupy Straży Granicznej mjr Elżbieta Pikor.

 

Dobrze przeczytaliście – nasi wschodni sąsiedzi usiłowali wjechać do Polski na pieniądzach z Monopoly! Wszyscy otrzymali zarzut usiłowania przekroczenia granicy przy pomocy podstępu. Wszyscy przyznali się do winy i dobrowolnie poddali karze – 4 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Przy okazji też otrzymali decyzje administracyjne o odmowie wjazdu na teren Polski.

 

Zastanawiamy się, czy taki gwałtowny wzrost ilości podobnych prób przekroczenia granicy wynika z jakiegoś nowego pomysłu, który rozpowszechnia się wśród migrantów zarobkowych? A może to jakiś genialny trolling rozpowszechniany wśród nich? Ktokolwiek na to wpadł – każdy stosujący ten sposób zasługuje na honorowe członkostwo w Gangu Olsena!

 

tvn24.pl

3300, samochodów, rejestracja w polsce

Mieszkaniec Podkarpacia ZAWSTYDZIŁ największych bogaczy – ma 3300 SAMOCHODÓW i jeszcze na tym zarabia – wszystko dzięki…

Polak potrafi – jakże pasujące w tej sytuacji przysłowie! Gdzie tylko się da – tam Polak zarobi. A gdzie się nie da – tam udowodni, że jednak można. Tak zrobił pewien mieszkaniec Podkarpacia, który oficjalnie jest właścicielem ponad 3 tysięcy samochodów. Ale nie on jeden jest takim „krezusem”. O co chodzi?

 

Sprawa jest bajecznie prosta. Jak nie wiadomo  o co chodzi – to chodzi o pieniądze. Ukraińcy zakochali się w tanich autach z Zachodu. Stan techniczny jest drugorzędny, jeśli cena jest taka, że stać na nią nawet zarabiającego w hrywnach. Jest jednak pewien problem – ukraińskie państwo robi wszystko aby szrot na kołach nie wjeżdżał i nie zaśmiecał krajowych dróg.

 

Na Ukrainie obowiązują zaporowe cła na używane auta sprowadzane z Zachodu. W wypadku najstarszych samochodów mogą one sięgać nawet równowartości 2 tys. dolarów, a więc wielokrotnie więcej niż wartość samego samochodu.

 

I tu z ratunkiem przychodzą Polacy mieszkający na pograniczu. Otóż każdy chętny Ukrainiec może sobie znaleźć po naszej stronie granicy „słupa”, który zarejestruje takie auto jako współwłaściciel. Nie musi nawet mieć nawet połowy własności auta. Wystarczy, że zadeklaruje iż rozporządza 1/10 samochodu i ten już otrzymuje polskie tablice i dowód rejestracyjny!

 

Dzięki temu Ukrainiec omija cło i bez problemu wjeżdża autem na polskich blachach do swojego kraju. Łatwiej mu przejść kontrolę graniczną – gdyż auta na polskich numerach są mniej dokładnie sprawdzane. Same plusy? Otóż nie. Jest też drobny minus. Teoretycznie takie auto może jeździć po Ukrainie maksymalnie 5 dni. Jeśli jednak Ukrainiec planuje „powrót” do Polski innym przejściem granicznym – wtedy czas ten wydłuża się do 10 dni.

 

W praktyce jednak Ukraińcy nic sobie z tego nie robią i w ten sposób samochody z Polski jeżdżą nawet jako taksówki… w Kijowie! W razie kontroli łapówka załatwia wszystko.

 

Wilk syty i owca cała – Ukrainiec ma tanie auto, a Polak, który robi za słupa zarabia od 100 do 300 zł. Za jeden samochód. Dlatego teraz sami możecie sobie policzyć ile na tym procederze zarobił podkarpacki „właściciel” ponad 3 tysięcy samochodów… Na temat uczciwości nie będziemy się nawet wypowiadać.

 

interia.pl

K2, polscy himalaiści, himalaizm, himalaje, karakorum, baza, obóz, wspinanie, zima

Polacy zdobędą K2? „Te 3-4 dni mogą być KLUCZOWE”. Himalaiści walczą z czasem i pogodą!

Polska wyprawa pod ostatnim niezdobytym zimą ośmiotysięcznikiem – K2 – po okresie słabszej pogody bierze się ostro do pracy. Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy, opowiedział, jakie warunki muszą zostać spełnione aby K2 pozwoliła polskim himalaistom na zimowe wejście.

 

Najgorszym przeciwnikiem oczywiście pozostaje pogoda. Denis Urubko i Marcin Kaczkan wyszli do Obozu C1 z planem dojścia do obozu C2. Mają jednak mało czasu – we wtorek po południu zapowiada się kolejne załamanie pogody.

 

Kluczowy może być moment gdy aura znów się uspokoi:

 

„Zanosi się, że będą trzy, cztery dni nie takie wietrzne, umożliwiające działalność ponad sześcioma tysiącami metrów. To będzie dla nas ważny czas, bo będziemy mieli szansę założyć obóz trzeci. Chcielibyśmy założyć go gdzieś pod siedmioma tysiącami metrami, może na sześć dziewięćset. Byłby to bardzo ważny punkt do przygotowań do ostatniego obozu przed atakiem szczytowym”

– powiedział Wielicki.

 

Droga wspinaczkowa, którą wybrała polska ekspedycja jest stosunkowo krótka, ale trudna zarazem. Nasi himalaiści są bardzo doświadczeni i świetnie przygotowani, więc powinni poradzić sobie z trudnościami technicznymi. Tak naprawdę sukces całej akcji zależy od sprzyjającej aury.

 

„Kiedy jesteśmy w bazie i słychać huk, jakby pociąg jechał, to znaczy, że na górze wieje sto pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Ale jak to na K2, tam wiało i zawsze będzie wiać”

– dodaje kierownik wyprawy.

 

Trzymajmy więc kciuki, aby Polakom udało się przygotować drogę do ostatniego obozu. Potem pozostaje liczyć na okno pogodowe i że w to okno pogodowe z „formą” i aklimatyzacją wstrzeli się przynajmniej część z naszych wspinaczy.

 

tvn24.pl/ foto: facebook.com/polski himalaizm zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera

O co chodzi w sporze o ustawę o IPN? Skąd taka ostra reakcja Izraela? Oto PODSUMOWANIE całego zamieszania! [VIDEO]

Nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, zawierająca m.in. zapis o karach za bezpodstawne przypisywanie Polakom współudziału w niemieckich zbrodniach wywołała burzę na całym świecie. Szczególnie ostro protestuje w tej sprawie Izrael. Choć projekt zmiany prawa był znany i konsultowany ze środowiskami żydowskimi  i tak nie udało uniknąć się skandalu.

 

O co chodzi w tym sporze? Jak na ten temat wypowiadają się najważniejsi politycy w Polsce, Izraelu i na Zachodzie? I czy jest jakaś szansa na kompromis? ZOBACZ VIDEO! 

 

Ukrainie

Sanepid ostrzega: GROŹNA EPIDEMIA na Ukrainie! Czy przedostanie się i rozwinie w Polsce?

Gruźlica – choroba niemalże wytępiona w cywilizowanym świecie znów zaczyna nas straszyć. Obecnie rekordowy wzrost zachorowań jest notowany na Ukrainie. Czy w związku z ogromnym napływem Ukraińców do Polski istnieje ryzyko rozprzestrzenienia choroby w naszym kraju?

 

Sanepid ostrzega i zwraca uwagę na problem, ale nie chce nikogo straszyć. Marek Posobkiewicz, szef GIS mówi, że nie widzi potrzeby wprowadzenia przymusowych badań dla osób wjeżdżających do Polski, lub zamykania granic:

 

„W Polsce większość osób starszych przechorowała gruźlicę w dzieciństwie, a od około czterdziestu lat są obowiązkowe szczepienia, więc młoda populacja jest zabezpieczona dzięki szczepieniom”

-powiedział.

 

Z drugiej jednak strony warto pamiętać, że coraz więcej osób odmawia szczepień. W pierwszej połowie 2017 roku było aż 23 tysiące takich przypadków i wiele dotyczyło właśnie szczepień przeciwko gruźlicy.

 

Na razie Sanepid zamierza prowadzić kampanie informacyjne, które mają dać odpowiednią wiedzę obywatelom nt. tej choroby. Dowiemy się z nich jak unikać zakażenia i jak rozpoznać objawy gruźlicy. Władze instytucji są też spokojne o populację Ukraińców w Polsce, gdyż jak zwraca uwagę Posobkiewicz:

 

„mówią po polsku, oglądają naszą telewizję, słuchają naszego radia, są świadomi i przystosują się do naszego trybu życia i będą współżyli w naszym społeczeństwie”

 

Miejmy nadzieję, że Główny Inspektorat Sanitarny ma w tej kwestii rację. Wystarczy nam zagrożenie przeniesienia do nas niebezpiecznego wirusa grypy ze Stanów Zjednoczonych. ( ZOBACZ: Groźny wirus dotrze do Polski zza oceanu? „To tylko kwestia czasu” ) Jak na jeden sezon zimowy to i tak aż nadto.

 

wprost.pl

Strażnicy graniczni w SZOKU: kierowca z Mołdawii przewoził w 7-osobowym busie ZNACZNIE WIĘCEJ pasażerów. Przejechali tak przez kilka państw!

Mołdawska fantazja i pomysłowość przegrała z polskim prawem. Funkcjonariusze Straży Granicznej pełniący służbę na polsko-niemieckim przejściu w Olszynie w woj. lubuskim zatrzymali Mercedesa z Mołdawii. W 7-osobowym pojeździe zmieściło się znacznie więcej podróżnych…

 

Mołdawianin wraz z rodakami jechał z ojczyzny do Niemiec. Jak to się stało, że wpadł dopiero u celu? Nie wiadomo, a przecież kilka, znacznie lepiej strzeżonych i kontrolowanych granic musiał przejechać! Faktem jest, że w swoim busie z 7 miejscami zmieścił… 20 osób!

 

Znaczna część pasażerów siedziała w przestrzeni ładunkowej – na kole zapasowym lub na swoich bagażach. Choć wszyscy mieli pozwolenia na pobyt w Polsce, to kierowca nie uniknął kary za swoje nieodpowiedzialne zachowanie.

 

Kierowca dostał 500 złotych mandatu, zabrano mu prawo jazdy, a sprawa najpewniej trafi do sądu. Jego rodacy musieli poszukać sobie innego środka transportu do Reichu.

 

W naszym kraju było już kilka wypadków przepełnionych pojazdów – zawsze kończyły się one bardzo tragicznie. Warto o tym pamiętać, bo każdy nadprogramowy pasażer, to duże niebezpieczeństwo dla pozostałych osób w aucie!

rmf24.pl

polski skoczek jan ziobro

SENSACJA! Polski skoczek zawiesza karierę w połowie sezonu – opublikował bardzo wymowne nagranie [VIDEO]

W momencie gdy wszyscy kibice żyją ostatnim konkursem Turnieju Czterech Skoczni przypomniał o sobie sportowiec, którego dawno nie widzieliśmy na belkach na największych zawodach. Skoczek uważa, że jest „pomijany i poniżany”.

 

Mowa o Janie Ziobro – 26-letnim sportowcu, który w swoim debiucie w 2013 roku wygrał zawody w Engelbergu, był w kadrze olimpijskiej, świecił triumfy wraz z naszą drużyną. Od jakiegoś czasu nie łapał się jednak do kadry A, a nawet do kadry B skoków narciarskich! Co się stało?

 

„To nie jest tak, że nie chcę skakać. Ale to kontynuowanie kariery nie ma sensu. Wielu ludzi z otoczenia chce mnie zniszczyć jako zawodnika. Jest szereg skandalicznych decyzji. Kłody są mi rzucane pod nogi od dłuższego czasu. Jestem pomijany, poniżany, traktowany gorzej niż tło”

 

– mówi skoczek w swoim video. I zaraz podaje jako dowód sytuację, która spotkała go przed zawodami pucharu kontynentalnego w Titisse-Neustadt, gdy w czasie treningów w Zakopanem ważyły się losy powołań na te zawody:

 

„Skakałem po 125-126 metrów. Mój kolega Andrzej Stękała po 105-110 metrów. I ja nie dostałem powołania (…) Są równi i równiejsi. (…) Wiele osób chce mnie zniszczyć za kilka słów prawdy”

 

Jaka jest prawda o formie Jana Ziobro i jego pozycji w kadrze? Tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Nie wiemy też, czy dobrym posunięciem zawodnika jest robienie wokół siebie szumu tuż przed zakończeniem TCS. Z drugiej strony – jeśli faktycznie Janek jest pokrzywdzony, to może ten krzyk rozpaczy w takim momencie w jakiś sposób mu pomoże?

 

Gorzej, jeśli zaszkodzi pozostałym zawodnikom, którzy będą dziś walczyć o jak najlepsze lokaty w Bischofshofen. Tu możecie zobaczyć całość nagrania skoczka: