spotkanie z trzema niedźwiedziami, bieszczady, góry, las, zima

 Stanął OKO W OKO Z TRZEMA NIEDŹWIEDZIAMI! Niespodziewane spotkanie w Bieszczadach skończyło się WYJĄTKOWO [VIDEO]

Wielokrotnie słyszeliśmy w tym roku, że łagodna zima sprawiła, że niedźwiedzie nie zapadły w sen zimowy. Przekonał się o tym boleśnie pewien mężczyzna, który miał bardzo niemiłą przeprawę z niedźwiedziami (ZOBACZ: DRAMAT w Bieszczadach: turysta  wpadł na NIEDŹWIEDZICĘ z młodymi.). Tym razem doszło do podobnego spotkania, ale świadek miał przy sobie kamerę i więcej szczęścia.

 

Ta przygoda spotkała jednego z leśniczych Nadleśnictwa Baligród, Kazimierza Nóżkę. Mężczyzna wielokrotnie dzielił się w Internecie swoimi nagraniami, w których ukazuje piękno bieszczadzkich lasów. Zdarzyło mu się także nagrywać z daleka tamtejsze niedźwiedzie.

 

Raz udało mu się nawet udokumentować atak watahy wilków na niedźwiedzicę z młodymi. W pewnym momencie zdecydował się wkroczyć do akcji i odstraszył wilki osaczające młode niedźwiadki.

 

 

Tym razem jednak historia była o wiele bardziej niebezpieczna. Pan Kazimierz nie znajdował się na „z góry upatrzonej pozycji”, tylko dosłownie wpadł na grupę niedźwiedzi.

 

Doświadczony leśnik nie stracił zimnej krwi, zastygł w bezruchu i wyciągnął kamerę. Niedźwiedzica tylko przez chwilę przypatrywała mu się i ruszyła w dalszą drogę. Podobnie dwa młodsze niedźwiadki. Może to ta sama para, którą ostatnio Kazimierz Nóżka uratował przed wilkami? Jest to wielce prawdopodobne, może więc dzikie zwierzęta poznały swojego wybawcę?

 

 

 

Nagranie robi piorunujące wrażenie, ale nie radzimy próbować tego samemu. Osoba bez doświadczenia i pewnej dozy szczęścia może skończyć o wiele gorzej. A wybierając się na zimowe wycieczki w góry pamiętajmy, że jesteśmy tam gośćmi.

 

 

wprost.pl/facebook.com

Pjongczang, io, igrzyska, olimpiada, zima

Kolejna WTOPA na IO Pjongczang: organizatorów zaskoczyła… ZIMA! Takiego absurdu nikt by nie wymyślił!

Skoro jest zima, to musi być zimno i musi padać śnieg. Oczywiste? Okazuje się, że nie do końca. Opady białego puchu sparaliżowały wioskę olimpijską i sportowe obiekty wokół Pjongczang, mocno utrudniając komunikację pomiędzy nimi. Tworzą się spore opóźnienia, jednak nie to jest najśmieszniejsze i najdziwniejsze.

 

Pjongczang choć słynie z niskich temperatur, to śniegu pada tam zazwyczaj jak na lekarstwo. Trudno jednak zrozumieć, że na zimową aurę nie przygotowano kierowców i autobusów, które mają dowozić dziennikarzy, sportowców i kibiców na obiekty. Okazuje się, ze pojazdy w większości nie mają łańcuchów, ani nawet… opon zimowych!

 

Z tego powodu kierowcy odmawiają dojazdu do obiektów położonych na stromych wzniesieniach. Co pozostało dziennikarzom i innym, którzy chcieli obejrzeć zawody? Np. 5-kilometrowy spacer przy odczuwalnej temperaturze -25 stopni!

 

„To prawda, że mamy pewne problemy transportowe, ale pracujemy nad ich rozwiązaniem. Jeszcze w poniedziałek odbędzie się spotkanie z przedstawicielami firm przewozowych. Planujemy zwiększyć częstotliwość kursowania autobusów na najpopularniejszych trasach. Na razie pozostaje mi wszystkich przeprosić”

– powiedział rzecznik prasowy komitetu organizacyjnego Baik You Sung.

 

Po wspaniałej ceremonii otwarcia igrzyska w Pjongczang przynoszą coraz to nowe rozczarowania. Mamy nadzieję, że pierwsze, nienajlepsze dni sportowych zmagań będą cenną lekcją dla organizatorów i że uda im się ją przepracować i wdrożyć odpowiednie zmiany przed końcem igrzysk!

 

 

rmf24.pl

K2, polscy himalaiści, himalaizm, himalaje, karakorum, baza, obóz, wspinanie, zima

Polacy zdobędą K2? „Te 3-4 dni mogą być KLUCZOWE”. Himalaiści walczą z czasem i pogodą!

Polska wyprawa pod ostatnim niezdobytym zimą ośmiotysięcznikiem – K2 – po okresie słabszej pogody bierze się ostro do pracy. Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy, opowiedział, jakie warunki muszą zostać spełnione aby K2 pozwoliła polskim himalaistom na zimowe wejście.

 

Najgorszym przeciwnikiem oczywiście pozostaje pogoda. Denis Urubko i Marcin Kaczkan wyszli do Obozu C1 z planem dojścia do obozu C2. Mają jednak mało czasu – we wtorek po południu zapowiada się kolejne załamanie pogody.

 

Kluczowy może być moment gdy aura znów się uspokoi:

 

„Zanosi się, że będą trzy, cztery dni nie takie wietrzne, umożliwiające działalność ponad sześcioma tysiącami metrów. To będzie dla nas ważny czas, bo będziemy mieli szansę założyć obóz trzeci. Chcielibyśmy założyć go gdzieś pod siedmioma tysiącami metrami, może na sześć dziewięćset. Byłby to bardzo ważny punkt do przygotowań do ostatniego obozu przed atakiem szczytowym”

– powiedział Wielicki.

 

Droga wspinaczkowa, którą wybrała polska ekspedycja jest stosunkowo krótka, ale trudna zarazem. Nasi himalaiści są bardzo doświadczeni i świetnie przygotowani, więc powinni poradzić sobie z trudnościami technicznymi. Tak naprawdę sukces całej akcji zależy od sprzyjającej aury.

 

„Kiedy jesteśmy w bazie i słychać huk, jakby pociąg jechał, to znaczy, że na górze wieje sto pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Ale jak to na K2, tam wiało i zawsze będzie wiać”

– dodaje kierownik wyprawy.

 

Trzymajmy więc kciuki, aby Polakom udało się przygotować drogę do ostatniego obozu. Potem pozostaje liczyć na okno pogodowe i że w to okno pogodowe z „formą” i aklimatyzacją wstrzeli się przynajmniej część z naszych wspinaczy.

 

tvn24.pl/ foto: facebook.com/polski himalaizm zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera

niedźwiedź, niedźwiedzica, atak, bieszczady, turysta, góry

DRAMAT w Bieszczadach: turysta  wpadł na NIEDŹWIEDZICĘ z młodymi. Nie mógł liczyć na niczyją pomoc!

Ta historia mogła skończyć się naprawdę tragicznie. Mężczyzna, który spacerował po lesie w okolicy miejscowości Szczawne w Bieszczadach nie mógł liczyć na niczyją pomoc. Do najbliższych domostw miał 3 kilometry. W takich okolicznościach natknął się na potężną niedźwiedzicę z młodymi. Ta, czując zagrożenie dla młodych bez wahania zaatakowała. Mężczyzna nie miał szans.

 

Do wydarzenia doszło wczoraj po południu. Człowiek w starciu z niedźwiedziem nie ma w zasadzie żadnych szans. Gdy zwierzę zaatakowało turystę ten mógł tylko i wyłącznie starać się ograniczyć obrażenia kluczowych części ciała.

 

W pewnym momencie udało mu się wyrwać ze szponów niedźwiedzia i uciec. Zwierzę najwyraźniej nie było już nim zainteresowane, bo w przeciwnym razie bez trudno dogoniłoby go i dobiło.

 

Mężczyzna przez telefon wezwał pomoc. Jego stan był bardzo poważny – miał liczne rany szarpane całego ciała, szczególnie głowy. Jedno oko zostało uszkodzone przez niedźwiedzicę i nie wiadomo czy pechowy spacerowicz nie straci w nim wzroku.

 

Służby podęły decyzję o przetransportowaniu go do szpitala śmigłowcem. Dzięki szybkiej i sprawnej akcji poszkodowany trafił na czas w ręce lekarzy. Wkrótce okaże się, czy uszkodzenie oka sprawi, że straci w nim wzrok.

 

Większość polskich niedźwiedzi – około 90% – żyje właśnie w Bieszczadach, Beskidzie Niskim i na Pogórzu Przemyskim. Wyjątkowo lekka zima sprawiła, że większość z nich nie zapadła w zimowy sen. Mogą być więc głodne, agresywne i szukać pożywienia w pobliżu ludzkich siedzib. Warto o tym pamiętać, planując zimowy wypoczynek w górach.

 

rmf24.pl

potężne mrozy w Ojmiakonie

POTĘŻNE mrozy nawet jak na Syberię! Było tak zimno, że zepsuły się termometry – być może padł nowy rekord ujemnych temperatur!

Ojmiakon to wieś często uznawana za najzimniejszą zamieszkiwaną stale przez ludzi osadę na ziemi. Mrozy w okolicach -50 stopni Celsjusza nie są tam niczym nadzwyczajnym. Ale ostatnie temperatury były tak niskie, że wysiadły nawet elektroniczne termometry!

 

Ojmiakon słynie nie tylko z mrozów, ale także gorących źródeł – to właśnie dzięki nim ludzie mogą i chcą mieszkać tam nawet w ciągu zimy. Aby przetrwać tą porę roku przez kilka tygodni gromadzi się zapasy żywności, paliwa i innych niezbędnych przedmiotów.

 

Mrozy w ostatni weekend dały się jednak we znaki nawet zaprawionym w takich warunkach mieszkańcom. Termometr stojący w centrum wsi – atrakcja turystyczna znana na całym świecie – zepsuł się tuż po tym jak wskazał -62 stopnie Celsjusza! Dlatego bardzo możliwe, że temperatura spadła później jeszcze bardziej.

 

Niektóre źródła twierdzą, że przed II Wojną Światową zanotowano tutaj i w pobliskiej wiosce Tomotor najniższe temperatury w miejscu stala zamieszkiwanym przez ludzi: -72 stopnie Celsjusza! Tym samym miejsce to jest także terenem o największej amplitudzie temperatur rocznych wynoszącej ponad 100 stopni! Lato, które jest krótkie może przynosić temperatury nawet powyżej +30 stopni.

 

To bardzo specyficzne miejsce. Mieszkańcy, jeśli słyszą o „zimie tysiąclecia” w USA zapewne uśmiechają się pod nosem. -20 stopni to dla nich prawie wiosna! Dość powiedzieć, że dzieci chodzą do szkoły dopóki temperatura nie spadnie poniżej -52 stopni!

o2.pl

NIESAMOWITE: opady śniegu dotarły już nawet na SAHARĘ! Czy zima na największej pustyni świata stanie się normą? [FOTO]

Te zdjęcia są naprawdę niesamowite. Piaskowe wydmy i gołe zwietrzałe skały pokryte warstwą białego puchu. Do niedawna był to widok bardzo rzadki, teraz już drugi raz z rzędu śnieg zasypuje Saharę. Czy to symbol postępujących zmian klimatu?

 

Opady śniegu, które sparaliżowały w ostatnich dniach Hiszpanię przemieściły się przez cieśninę Gibraltarską i Morze Śródziemne docierając nad Algierię. Kraj ten zanotował wyjątkowo niskie temperatury, a nad Saharą spadł śnieg.

 

 

Opady białego puchu bardzo rzadko nawiedzały Saharę. Pojawiały się w 1979 i później dopiero w 2016. Teraz drugi raz z rzędu biały puch skrywa tak duży obszar pustyni, że jest doskonale widoczny z kosmosu! Udowadnia to zdjęcie z satelity MODIS/TERRA należącej do NASA. Biały obszar w centrum zdjęcia to nie chmur, ale własnie śnieg!

 

 

rekiny

W USA trwa zima STULECIA! Jest tak zimno, że w morzu ZAMARZAJĄ REKINY! Jednak najgorsze dopiero przed Ameryką!

Tak potężny atak zimy nie zdarza się często, a niektórzy wieszczą, że ten będzie należał do najgorszych w historii. Pogoda zaczyna dawać się we znaki zwierzętom, które nie radzą sobie z ekstremalnymi temperaturami. Ofiarą mrozów padły m.in. dwa rekiny.

 

Zdjęciami zamarzniętych rekinów białych podzieliła się organizacja Atlantic White Shark Conservancy, która zajmuje się ich ochroną. Oba znaleziono przy półwyspie Cape Cod w stanie Massachusetts.

 

Są to dwa samce i jak twierdzą pracownicy organizacji – zmarły z powodu szoku termicznego.

 

Od kilku dni Stany Zjednoczone paraliżują rekordowo niskie temperatury i rekordowo wielkie opady śniegu. W rejonie Wielkich Jezior spadło ponad 130cm białego puchu w zaledwie 30 godzin. W miejscowości Hibbing w Minnesocie zarejestrowano -42 stopnie Celsjusza! Temperatury odczuwalne są jeszcze niższe. Noc sylwestrowa może być najzimniejszą w historii tego kraju.

 

Czy słupki rtęci faktycznie spadną jeszcze bardziej? Przekonamy się w ciągu kilkudziesięciu godzin. Jedno jest pewne – tak ekstremalne temperatury i opady śniegu to prawdziwa rzadkość i anomalia! Szczególnie w czasach tzw. „globalnego ocieplenia”.

CZY NA ŚWIĘTA SPADNIE ŚNIEG? IDEALNIE przewidzieli obecny atak zimy, teraz prezentują prognozę na kolejne 3 MIESIĄCE!

Ostatnio amerykańscy synoptycy nie pomylili się. Wkrótce zobaczymy jak będzie tym razem.

 

 

Specjaliści z Accu Weather zachęceni trafnymi prognozami dotyczącymi obecnego ataku zimy przedstawili swoje przewidywania na najbliższe trzy zimowe miesiące. I – co ciekawe – wszystko wskazuje na to, że zima 1000-lecia, obwieszczana wszem i wobec przed kilkoma tygodniami raczej nam nie grozi!

 

Grudzień ma się zapisać pod znakiem dość wysokiej temperatury. Zazwyczaj słupki rtęci w ciągu dnia nie będą spadać poniżej 0, lekkie przymrozki możliwe są tylko nocami. Najzimniejszy dzień czeka nas 30 grudnia, a i to nie będzie wcale katastrofalna pogoda – około -2 stopni w dzień i do -6 w nocy. Da się przeżyć, prawda?

 

Niestety za temperaturami nie idzie słońce. Grudzień zapowiada się pochmurnie, z małymi wyjątkami pod sam koniec miesiąca – 29, 30 i 31 grudnia będą naprawdę słoneczne! Przez pozostałe dni czekają nas opady śniegu i deszczu ze śniegiem, choć już nie tak obfite jak teraz. Najintensywniej posypie około 25-26 grudnia, ale dodatnie temperatury raczej nie zwiastują białych świąt.

 

Styczeń powita nas spadkiem temperatury do -7 a nawet -10 stopni na początku miesiąca. Mimo ujemnych temperatur synoptycy raczej nie liczą na obfite opady śniegu – początek ferii nie zapowiada się więc najlepiej.

 

Druga połowa miesiąca, oraz cały luty będą znowu ciepłe, niemalże wczesno-wiosennie. Na co dzień powinniśmy spodziewać się temperatur w okolicach 3-5 stopni i niewielkiego mrozu nocami. Przez cały miesiąc będą towarzyszyć nam opady deszczu i deszczu ze śniegiem.

 

Wygląda na to, że strach przed srogą zimą można włożyć między bajki. Ale nie bądźmy tacy pewni – pogoda nie raz pokazała, że potrafi zaskoczyć!

Atak zimy to ŻNIWA DLA POLICJI! Kierowców na każdym kroku czekają MANDATY! Na co zwrócić uwagę, a czego unikać?

Zima to trudny czas dla kierowców. Ale nie tylko z powodu aury – życie mogą „umilić” nam także stróże prawa.

 

Wiele zachowań, które wpajane są młodym kierowcom z pokolenia na pokolenie wcale nie jest tak mądrych i rozsądnych jak mogłoby się wydawać. Co gorsza, za wiele z nich możemy dostać dość solidne mandaty.  Oto jakich zachowań należy unikać.

 

Pierwsze i najważniejsze przyzwyczajenie, szczególnie kierowców starej daty, to tzw. „rozgrzewanie silnika”. Odpalamy auto i dopiero zaczynamy skrobać i odśnieżać. Za takie coś otrzymamy 100zł mandatu, a jeśli dodatkowo w międzyczasie oddalimy się od auta – dodatkowe 50zł. Ale to tylko optymistyczna wizja. Jeśli funkcjonariusz dopatrzy się w naszym działaniu uciążliwości dla otoczenia, np. w postaci nadmiernego hałasu lub trucia spalinami – wtedy mandat wzrośnie do nawet 300zł!

 

Ktoś pomyśli – może lepiej nie odśnieżać? Tu też jest haczyk i to dotkliwy. Jeśli kontrolujący nas policjanci uznają, że mamy niewyczyszczone światła dostaniemy 200zł mandatu i 3pkt karne. Dlatego lepiej dobrze oczyścić lampy przed jazdą. Jeśli poza lampami nasz samochód wygląda jak śnieżny czołg z wybitymi małymi wizjerami dla kierowcy, to za taką jazdę możemy otrzymać od 20 do nawet 500zł kary! Nieodśnieżone auto ogranicza nam widoczność i widzialność pojazdu, a dodatkowo spadający lód i śnieg może być zagrożeniem dla innych kierowców.

 

Ale, ale – to nie koniec. Przyjmijmy, że auto odśnieżyliśmy, ruszyliśmy w trasę, ale błoto pośniegowe szybko ubrudziło cały samochód, w tym szyby. Jeśli do kompletu zamarzł nam płyn w spryskiwaczach, lub nie działają wycieraczki, to za brudną szybę także możemy zostać ukarani. I tutaj mandat także wyniesie nawet 500zł. Jeśli go nie przyjmiemy – sprawa powędruje do sądu. A w sądzie możemy dostać nawet 5 tysięcy zł grzywny! Gra nie warta świeczki.

 

To samo błoto pośniegowe może nam zakryć tablice rejestracyjne. Za ich czytelność także odpowiadamy. Brudne tablice, uniemożliwiające ich odczytanie to 100zł mandatu i 3pkt karne.

 

Jeśli zaś zachce nam się wykorzystać zimową aurę do sprawienia radości i zabawy dzieciakom i zorganizować kulig – nawet o tym nie myślcie! W najlepszym razie to 500zł mandatu i 5pkt karnych, a w najgorszym – tragedia, której konsekwencje mogą być o wiele gorsze.

 

Jak widać jest mnóstwo sytuacji, w których możemy „wpaść”. Lepiej miejmy się na baczności – po co w ten sposób zasilać państwowy budżet? Poza tym, a może przede wszystkim, większość tych mandatów nie wynika z czystego widzimisię, ale stanowi karę za potencjalnie niebezpieczne zachowania na drodze.

moto.onet.pl