Małopolskie: Ciało ministranta zostało …

autem

Na terenie województwa małopolskiego to już kolejna taka tragedia. W sobotę nad ranem przechodzień dokonał makabrycznego znaleziska. Ciało ministranta …

 

W okolicy Małopolskiego aż huczy od samobójstwa ministranta. Ciało 19-latka zostało znalezione w sobotni poranek. Młody mężczyzna, który był bardzo związany z Kościołem popełnił samobójstwo. To już kolejny przypadek, kiedy młoda osoba odbiera sobie życie. Szok jest tym większy, że chłopak był bardzo związany z życiem parafii. Od wielu lat był ministrantem i lektorem w swojej parafii.

 

Jak mówi jedna z mieszkanek Łostówka (woj. małopolskie), gdzie doszło do tragedii: „Nie wiem dlaczego on to zrobił. Ja go znałam od dziecka, zawsze był taki grzeczny, uśmiechnięty i radosny. Od tylu lat przecież był blisko ołtarza, księży. W każdą niedzielę służył do Mszy i tak  pięknie czytał z ambony. Po prostu nie mogę w to uwierzyć, że jego już nie ma z nami. To wielka strata nie tylko dla rodziców, ale także dla całej naszej wsi”.

 

Funkcjonariusze jednak cały czas badają tę sprawę. Jednak nieoficjalnie wiadomo, że nikt nie przyczynił się do jego śmierci. 19-latek sam miał się targnąć na swoje życie.

 

ZOBACZ: Prof. Śpiewak: „To powinno się to odbywać w Auschwitz, a nie w Jerozolimie”

 

Przypominamy, że działa Linia Wsparcia pod numerem 800 70 2222. Celem Centrum Wsparcia dla Osób w Stanie Kryzysu jest: „prowadzenie działań na rzecz zapobiegania depresji, samobójstwom i innym zachowaniom autodestrukcyjnym w populacjach o zwiększonym ryzyku. Zakres działań obejmuje przygotowanie i prowadzenia Centrum Wsparcia w ramach, którego udzielana jest całodobowa pomoc poprzez telefon, czat i email, osobom znajdującym się w stanie kryzysu psychicznego” – piszą na swojej internetowej. Więcej informacji tutaj.

 

ZOBACZ TAKŻE: Watykan: Obradom konklawe będzie przewodniczył kard. Giovanni Battista Re. „Nowy papież…”

 

Źródło: o2.pl

Podatek od ministrantów! Czy będzie kolejna danina?

Służba świętemu Kościołowi katolickiemu dla młodego chłopaka może być prawdziwym zaszczytem. Szczególnie, że służy się księżom do Mszy świętej dobrowolnie. Lecz nie za darmo, bo właśnie niektórzy chcą wprowadzić podatek od ministrantów!

 

Uspokajamy wszystkich: po raz pierwszy to nie Mateusz Morawiecki jest autorem tego szalonego pomysłu ale jeden z księży na Podkarpaciu. Przypomnijmy, że to właśnie Podkarpacie jest jednym z najbardziej religijnych miejsc w naszym kraju. Mieszkańcy województwa podkarpackiego, gdzie w niektórych gminach Prawo i Sprawiedliwość miało wynik ok.75%, bardzo aktywnie uczestniczą w życiu parafii. Nikt się jednak nie spodziewał, że młodzi chłopcy będą musieli płacić podatek od służby liturgicznej.

 

Jeden z ministrantów na Podkarpaciu po skończonej kolędzie (wizycie duszpasterskiej) poszedł do sklepu rozmienić pieniądze, które ludzie wrzucali mu do puszki. Przypomnijmy: ministrant w czasie kolędy ma puszkę i gospodarz wrzuca do niego symboliczną kwotę (od 2zł do 10zł, czasem zdarzy się i 20 zł). W sklepie doszło jednak do wymiany zdań między ministrantem a sprzedawcą.

 

Ministrant, który rozmawiał ze sprzedawcą przyznał, że 30 zł z uzbieranych pieniędzy z każdej kolędy musi przeznaczyć dla księdza w ramach „podatku ministranckiego”. Młody ministrant uzbierał tego dnia 300 zł. Mówił, że tak jest co roku.

 

Jak mówi jedna z mieszkanek Podkarpacia: „Z reguły chłopcy, którzy chodzą z księdzem, dostają od domowników pieniążki. Nieważne, ile ubierają. W ciągu dnia oddają daną kwotę, czyli np. 20 zł. Ale też nie każdy ministrant ma ten przywilej chodzenia po kolędzie – to zależy od zaangażowania w służenie. Z reguły chłopakom daje się po 2, 5, 10 zł”

 

ZOBACZ: Morawiecki oskarżył Konfederację o związki z Rosją. Grzegorz Braun od razu zadzwonił do… [WIDEO]

 

Pieniądze, które ministranci oddają księżom – te „podatkowe” mają iść na cele rozrywkowe dla całej wspólnoty ministranckiej. To znaczy: właśnie z tych pieniędzy ministranci z księżmi jeżdżą do kina.  A także i na mecze piłkarskie czy jakieś oazy lub wakacje liturgiczne.

 

Źródło: money.pl

Strzelali do księży z wiatrówki podczas kolędy!

zabił wnuczka z wiatrówki

Dla księży okres od Bożego Narodzenia jest bardzo pracowity! Po skończonym okresie Adwentu, w którym wielu kapłanów prowadzą rekolekcje w różnych parafiach, przyszedł czas na kolędę! Jednak nawet i tu kapłani nie mają spokoju.

 

Wizyta duszpasterska, potocznie nazywana „kolędą” jest tradycją, która wpisuje się w okres świąt Bożego Narodzenia. Zaraz po świętach kapłani wychodzą na spotkanie ze swoimi wiernymi. W wielu przypadkach jest to jedyna okazja w roku, by porozmawiać z księdzem. Natomiast dla księży to bardzo pracowity okres. Niekiedy przez kilka tygodni przemierzają teren swojej parafii od drzwi do drzwi.

 

Naturalnie wciąż przybywa osób, które niechętnie pragną widzieć osoby duchowne w swoich domach. Świadomie rezygnują z wizyty duszpasterskiej. Również i afery, które wynikły w ostatnim czasie z udziałem osób duchownych przyczyniają się do takiego stanu rzeczy. Część osób które nie chce przyjmować księdza po kolędzie rezygnuje z pobudek finansowych. Uważają, że kapłani chodzą jedynie po to, aby „zebrać kasę” czy „zebrać należny haracz”.

 

Lecz w jednej z rzeszowskich parafii nikt nie mógł się spodziewać takiego przebiegu wizyty duszpasterskiej! Okazało się, że jeden z „gniewnych” parafian kilkukrotnie strzelał do księży z popularnej wiatrówki. Na grupie „Sąsiedzi Rzeszów” widnieje taki post:

 

Witam sąsiedzi. Jest ktoś może w posiadaniu informacji nt. chodzenia księdza z ministrantami po kolędzie na osiedlu Krakowska-Południe, a dokładniej afery z tym związanej? Rzekomo ksiądz wraz z ministrantami zostali pogonieni z jednego z bloków przy użyciu prawdziwej broni palnej i strzałów. Większość osiedla tym żyje, a chciałbym dowiedzieć się więcej.

 

Zaraz ktoś odpisał:

 

Zgadza się. Ksiądz oberwał. Osoba strzelała z okna, dokładniej z Solarza 6. Nie chcę – nie przyjmuję, ale żeby strzelać z okna do człowieka? Karma wraca i jak nigdy nikomu źle nie życzę to mam nadzieję, że do tej osoby karma wróci z podwojoną siłą.

 

Do sprawy odniósł się również i proboszcz parafii świętej Rodziny. Powiedział:

Padło kilka strzałów z wiatrówki w kierunku księży. O sytuacji dowiedziałem się dopiero po tym jak księża wrócili z kolędy. Mieszkaniec bloku z pewnością nie strzelał do gołębi, czy w powietrze ponieważ strzały powtarzały się wtedy, jak koło bloku przechodzili księża razem z ministrantami

 

Sprawę bada policja. Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń.

 

Źródło: Super Express

Hołownia publicznie upokorzony! Ksiądz nie udzielił mu komunii, bo…

Hołownia

Szymon Hołownia od czasu, kiedy ogłosił swój start w wyborach prezydenckich jest na celowniku wszystkich. Dziennikarz, publicysta i prezenter budzi wielkie kontrowersje. Szczególnie w bliskich mu środowiskach kościelnych. Dziś to od nich dostał „policzek”. O co poszło?

 

Szymon Hołownia to pisarz katolicki. Swoje katolickie poglądy próbuje łączyć z postępowym środowiskiem ludzi postępowych oraz lewicy. Dwa razy przebywał w nowicjacie u ojców dominikanów. (Nowicjat to w zakonie pierwszy okres formacji, gdzie otrzymuje się habit i imię zakonne oraz składa się śluby zakonne). Można więc powiedzieć, że Hołowni bliżej do Boga niż Grzegorzowi Braunowi. A jak się okazało to w kościele spotkało go takie upokorzenie!

 

O tym specyficznym, dziwnym, a dla kandydata na urząd Prezydenta Polski upokarzający wydarzeniu poinformował on na swoim profilu w mediach społecznościowych. Po wpisie Szymona Hołowni w mediach pojawiła się dyskusja na temat udzielenia komunii, i czy ksiądz może sam z siebie nie udzielić komunii.

 

Kandydat na Prezydenta RP, niedoszły ksiądz na swoim profilu w mediach społecznościowych opisał dokładnie jak wyglądała ta scena.

Wieczorna Msza w kościele karmelitów bosych na warszawskim Solcu, przychodzę tu często. Gdy w kolejce innych wiernych podchodzę do komunii, celebrans odwraca się do mnie bokiem i udziela komunii innym. Przez parę dekad doświadczyłem w moim Kościele wiele, odmawiano mi komunii na rękę, pokrzykiwano że nie tak stoję, ale to – publiczny osąd sumienia – przyznam: wprawia mnie w osłupienie. Pytam: „Dlaczego?”. Ksiądz, nadal odwrócony do innych, odpowiada: „Nie. Sumienie mi nie pozwala. Za poglądy, które pan głosi”. Odpowiadam mu: „Ale które? I przecież nie wie ksiądz nic o moim sumieniu, motywacjach, nie rozmawiał ksiądz ze mną, nie zna mnie ksiądz, nie jest moim spowiednikiem”. Na ten dialog patrzy cały kościół. Nie odpuszczam, stoję. Minutę, dwie, trzy. Ksiądz (a w zasadzie ojciec, bo karmelita) grozi mi publicznie palcem. Po czym wzdycha i udziela komunii kręcąc głową, po czym znów grozi mi palcem jak dwuletniemu dziecku.

 

ZOBACZ: Jerzy Owsiak przygotowuje już pozew! Chce oskarżyć …

 

Ksiądz Kazimierz Sowa powiedział, że ten kapłan powinien zostać odsunięty od jakiegokolwiek duszpasterstwa.

JEDYNY TAKI KOŚCIÓŁ W POLSCE! KSIĄDZ będzie mógł….

kościół

Nietypowa sytuacja będzie miała miejsce podczas mszy, na której ksiądz zaproponuje swoim wiernym kogo będą mieli możliwość zaadoptować.

Parafianie jednego z olsztyńskich kościołów będą mieli okazję poznać niecodziennego gościa. Celem spotkania jest znalezienie domów dla zwierząt ze schroniska. Jest to kolejny sukces Moniki Dąbrowskiej, inicjatorki Biegu na sześć łap. W świątyni ksiądz na jednej z niedzielnych mszy będzie mógł przedstawić bezdomnego psa.  

 

 „Nie uwierzycie! Po tylu miesiącach poszukiwań, trudnych dla mnie rozmów i rozczarowań znalazłam Kościół, w którym ksiądz zgodził się na wpuszczenie do środka Psiaka bezdomniaka i przedstawienie go wiernym” – napisała w mediach społecznościowych Monika Dąbrowska, miłośniczka zwierząt i inicjatorka Biegu na sześć łap.

 

Na razie inicjatorka pomysłu nie podaje dokładnie o który kościół chodzi, ale wiadomo jest, że spotkanie ze schroniska odbędzie się 16 lutego o godz. 11:30. Jednak szczegóły poznamy po zdarzeniu, bo organizatorka Biegu na sześć łap ma obawy, że duchowny, pod wpływem osób, które uważają, że to niepokojący pomysł, może zmienić zdanie.

„Wiem że na zaufanie muszę zapracować. I ten jeden Psiaczek, to dla mnie spełnienie marzeń, bo usłyszy o nim 200 nowych osób, a każda z nich to szansa na dom tymczasowy lub stały”! – dodaje olsztyńska miłośniczka zwierząt.

 

ZOBACZ TEŻ:OWSIAK tego nie ukryje! Wyszło na JAW jak naprawdę Jurek…

 

Oficjalny wpis został zamieszczony przez kobietę na facebooku:

„Nie uwierzycie! 😍 Po tylu miesiącach poszukiwań, trudnych dla mnie rozmów i rozczarowań znalazłam Kościół, w którym Ksiądz zgodził się na wpuszczenie do środka Psiaka bezdomniaka i przedstawienie go wiernym.

Na razie jednego, ale wiem że na zaufanie muszę zapracować. I ten jeden Psiaczek, to dla mnie spełnienie marzeń, bo usłyszy o nim ok. 200 nowych osób, a każda z nich to szansa na dom tymczasowy lub stały!

Więcej Psiaków zaprezentujemy, ale na zewnątrz”. 😍

 

 

Źródło:olsztyn.com

Źródło zdjęcia:pixabay

Wyszedł na jaw nieznany fakt z życia Rydzyka! Chodzi o dziecko, które…

życia Rydzyka

Okazuje się, że redemptorysta z Torunia, ojciec Tadeusz Rydzyk nie zawsze miał po drodze z kościołem. Duchowny na pewno nie wspomina dobrze czasów dzieciństwa. Niedawno na jaw wyszedł nieznany fakt z życia Rydzyka, że był nieślubnym dzieckiem. Nie podobało się to proboszczowi parafii, w której żyli jego rodzice.

Według informacji jakiej udzielił znajomy księdza Rydzyka autorom książki „Imperator”, proboszcz jego rodzinnej parafii z Olkusza był bardzo niesympatyczny wobec małego Tadeusza. „Wtedy u nas proboszczem był ksiądz Marchewka. On był niedobry, bo powinien to jakoś inaczej… a ten Tadeuszkowi robił przez to trudności, że on jest nieprawowity… proboszcz to potępiał. A co Tadeusz był winny”?  Była to bardzo trudna sytuacja dla małego dziecka, które mimo niechęci kościoła wiązało swoją przyszłość właśnie z tą instytucją. Nieznany dotąd fakt z życia Rydzyka świadczy o tym, że od dziecka, mimo trudności był człowiekiem silnej wiary.

Na nie mniejsze problemy natrafił podczas pobytu w zakonie, do którego wstąpił. Jego przełożonym również nie podobała się przeszłość rodziców ojca Tadeusza. Często wypominano mu, że rodzice żyli w nieformalnym związku. Znajomy redemptorysty z Torunia mówił autorom książki również, o jego pierwszych krokach w biznesie. Na początku ojciec Tadeusz Rydzyk trudnił się handlem samochodami wystawiając na nie fałszywe akty darowizny. Organizował również pielgrzymki dla wiernych, min. do Medjugorie.
źródła: fakt.pl, foto youtube.com

 

W KOŚCIELE można połączyć się z WiFi o nazwie „Lucyfer”. PARAFIA WYDAŁA OFICJALNY….

WiFi

Z udostępnianym WiFi mogą łączyć się księża, wierni oraz każde osoby przebywające w pobliżu kościoła lub w nim. Parafia wydała oficjalny…

Wszystko przez ruter znajdujący się w jednym z pobliskich domów nieopodal kościoła.

 

W małej miejscowości Magdalenka po Warszawą któryś z mieszkańców postanowił zrobić sobie żart i udostępnił publicznie WiFi o nazwie „Lucyfer”. Internet tak więc o nietypowiej nazwie jest widoczny również dla samego proboszcza i księży, którzy przybywają gościnnie do parafii.

 

Grupa wiernych oraz sam proboszcz potraktowali bardzo poważnie nazwę sieci, której autorem nadania tytułu jest jeden z mieszkańców okolicy. Dlatego też parafia wystosowała oficjalny list do właścicieli rutera. Jego treść brzmi następująco:

 

Parafia świętej Marii Magdaleny, której jestem proboszczem, zwraca się do Państwa o zmianę nazwy Państwa Wi-Fi na inną. Ze względu na to, że (…) Państwa zabudowania graniczą bezpośrednio płot w płot z Parafią nazwa sieci Wi-Fi (…) jest widziana w urządzeniach aktywnych osób przebywających w Parafii, jak i w Domu Rekolekcyjnym. (…) martwi nas fakt, że mimo rozmowy jaką przeprowadził z Państwem jeden z naszych parafian nazwa szkodliwa dla uczuć religijnych osób przebywających w Parafii nie została zmieniona. Liczymy na to, że w sposób polubowny dokonają Państwo stosownej zmiany a to pismo zakończy ten temat.

 

 

ZOBACZ TEŻ:Kobieta święta spędza z mężem i jego KOCHANKĄ! Nie miała wyjścia bo…

 

 

Nadawanie charakterystycznych czy śmiesznych nazw dla WiFi nie jest czymś niestosownym, ale w tym przypadku można przypuszczać, że jest to w jakiś sposób obraza uczuć religijnych, kiedy na urządzeniach mobilnych księży w kościele pojawia się dostępna sieć o nazwie  „Lucyfer”.

 

 

 

 

Źródło:androidcom/pixabay

Czy w Boże Narodzenie trzeba iść do kościoła? Odpowiadamy

kościół boże narodzenie

Za kilka godzin zasiądziemy do wigilijnych stołów. Nie wszyscy jednak są pewni kiedy w Boże Narodzenie należałoby pojawić się w kościele. Stąd często pojawiają się pytania o to, w który dzień msza jest obowiązkowa, czy możne ją ominąć i jak zaplanować wizytę w kościele pomiędzy spotkaniami z rodziną i bliskimi? 

Boże Narodzenie obok Świąt Wielkiej Nocy to najważniejsze święta dla chrześcijan różnych obrządków i tradycji. Wierzący upamiętniają w ten sposób dzień narodzin Jezusa Chrystusa.

 

ZOBACZ TEŻ: Jak przygotować idealną Wigilię? Stosuj się do tych ZASAD, a Święta będą wyjątkowe!

 

Momentem kulminacyjnym świąt jest dzień 25 grudnia. Wtedy to w Kościołach odbywają się uroczyste msze święte. Pierwsza z nich, tzw. Pasterka rozpoczyna się równo o Północy i jest jedną z najbardziej uroczystych mszy świętych w czasie roku liturgicznego.

 

Obecność w kościele 25 grudnia jest dla katolika obowiązkowa. Jeśli z jakiegoś powodu nie możemy być wtedy w kościele, bo np. pracujemy, lub nasze plany rodzinno-towarzyskie to umożliwiają, to możemy w kościele pojawić się wieczorem 24 grudnia. 

 

Zgodnie z Prawem Kanonicznym:

Nakazowi uczestniczenia we mszy świętej czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego”

– dlatego jeśli w naszym kościele odbywa się msza wieczorna w Wigilię, np. o 19, czy 20, możemy udać się na nią i jest to równoznaczne z wypełnieniem chrześcijańskiego obowiązku.

 

W Boże Narodzenie w Kościołach odprawiane są trzy uroczyste msze święte: pasterska, anielska i królewska. Jest to nawiązanie do tradycji zgodnie z którą hołd panu Jezusowi oddawali kolejno prości pasterze, aniołowie i królowie. Pierwsza z nich jest odprawiana o północy, druga w godzinach rannych, zaś trzecia w południowych.

 

26 grudnia przypada z kolei święto św. Szczepana, pierwszego męczennika. Tego dnia udział w mszy świętej nie jest obowiązkowy, ale w dobrym tonie jest aby i tego dnia pojawić się w kościele. Jeśli jednak tego nie zrobimy, nie popełniamy grzechu.

Zapomniałeś ofiary na mszę? Teraz w KOŚCIELE zapłacisz TYM!

mszę

Wierni będą mogli przekazywać datki za pośrednictwem nowej formy płatności jaka pojawi się Kościołach! Jeżeli zapomniałeś ofiary na mszę, to mamy dla ciebie rozwiązanie!

W archikatedrze lubelskiej pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty pojawił się ofiaromat.

 

To oznacza, że wszyscy uczestniczący w mszy będą mogli przekazać swoje datki za pośrednictwem karty płatniczej.

 

Wierni, którzy zapomną przygotować sobie gotówkę na tzw. tacę, skorzystają z ofiaromatów, których pojawia się coraz więcej. Jeden z nich stanął w archikatedrze lubelskiej pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty.

 

Gdzie będą znajdować się ofiaromaty?

 

W archikatedrze lubelskiej taki ofiaromat znajduje się w kruchcie katedry. Został przymocowany do stolika i pozwala wiernym na wybór jednej z trzech możliwych opcji wpłat: na misje, cele kultu religijnego oraz na Caritas. Wierni mogą więc samodzielnie zdecydować, na co przeznaczą swoje wpłaty.

 

Terminal podpowiada trzy domyślne kwoty: 5, 10 lub 15 zł. Każdy jednak może wybrać przycisk „inna kwota” i samodzielnie zdecydować, ile pieniędzy chce przeznaczyć na Kościół. Minimalna kwota to 1 zł, a maksymalna to 50 zł.

Do terminala należy zbliżyć kartę lub użyć jej czytnika. Po autoryzacji transakcja zostaje zakończona i można zabrać swoją kartę.

 

 

ZOBACZ TEŻ:Nie żyje mąż znanego księdza. Był uczestnikiem „Tańca z gwiazdami”

 

 

Źródło:02

Źródło zdjecia:pixabay