oceanu indyjskiego,

Zeszli na dno Oceanu Indyjskiego, wyłowili setki NIEZNANYCH nauce stworzeń! [FOTO]

Ta ekspedycja to niewątpliwie ogromny sukces. Świadczy o tym chociażby sam fakt, że pełne opisanie jej odkryć potrwa aż do 2020 roku! W ciągu dwóch tygodniu badacze wyłowili ponad 800 różnorodnych okazów, a wśród nich – wiele nieznanych nauce! Oto część tajemnic Oceanu Indyjskiego. 

 

South Java Deep Sea Expedition przeprowadzona została przez 31 naukowców z Indonezji: z Indonezyjskiej Akademii Nauk i Narodowego Uniwersytetu w Singapurze. Próbki pobierano z 63 miejsc w okolicach zachodniej Jawy, z głębokości od 800 do 2100 metrów.

 

 

Wśród setek wyłowionych zwierząt dopatrzono się kilkudziesięciu nieznanych człowiekowi. Wśród nich przedziwna odmiana kraba, czy 30-centymetrowy karaluch morski! Badacze musieli też mierzyć się z wieloma przeciwnościami:

 

Ekspedycja dzielnie stawiła czoło sztormom, psującym się urządzeniom i niedokładnym mapom dna morskiego. Niestety, odnotowano także znaczne zanieczyszczenie oceanu odpadami, głównie z plastiku, choć nie tylko. Np. jeden z wyłowionych krabów okazał się po oczyszczeniu damskimi stringami.

 

Mimo wszystko wydaje nam się, że było warto! A co najważniejsze, to z pewnością nie jedyne sekrety, jakie skrywane są w głębinach Oceanu Indyjskiego.

 

 



warszawie, odkrycie, archeologia, historia

NIESAMOWITE odkrycie w Warszawie: od kilkuset lat STAŁA metr pod ziemią i gruzem. „Jakby dopiero ktoś od niej wstał” [FOTO]

We wrześniu ubiegłego roku rozpoczęła się duża przebudowa ulicy Miodowej i placu Krasińskich w Warszawie. Na teren robót wkroczyli także archeolodzy, którzy dokonali niesamowitego odkrycia. Metr pod obecnym poziomem placu natrafili na resztki chaty z XVII wieku, a w niej nienaruszony mebel!

 

Aż nie chce się wierzyć, że taki przedmiot mógł przetrwać w takim stanie i formie przez tyle lat. W międzyczasie stolica przeżyła kilka wojen, była przebudowywana, zrównana z ziemią i ponownie odbudowana. A jednak!

 

Znaleziskiem pochwalił się stołeczny konserwator zabytków, Michał Krasuski, który napisał na swoim Facebooku:

 

Dla takiego odkrycia warto było rozkopać plac Krasińskich. Spod metrowej warstwy gruzu i ziemi wyłoniła się chata z XVII w., a w niej prawie nienaruszona ława

 

To właśnie ten mebel jest największą sensacją. Stoi tak jak stał przed setkami lat, co jest dodatkową gratką dla badaczy. Dokładne badania dendrochronologiczne pozwolą określić jej dokładny wiek.

 

Niektórzy internauci chcą zidentyfikować znalezisko jako jeden z budynków widoczny na XVIII wiecznym obrazie Canaletta – malarza, który uwieczniał stolicę w czasach Stanisława Augusta Poniatowskiego.

 

 

To znalezisko z pewnością rozpaliło wyobraźnię archeologów, którzy kontynuują swoje prace. Spodziewają się kolejnych ciekawych znalezisk pod placem Krasińskich. A i my trzymamy za nich kciuki – każdy tego typu sukces pomoże nam określić jak wyglądała Warszawa przed wiekami. Miasto, którego już dawno nie ma, a jego ostatnie pozostałości zniknęły wraz z II Wojną Światową.

 

metro warszawa/ foto: facebook.com/ michał krasuski/adam piotr zając



ślady, dinozaury, zauropody, odkrycie, nauka

Uczeni odkryli ślady NAJWIĘKSZYCH STWORZEŃ jakie kiedykolwiek stąpały po ZIEMI! Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy! [FOTO]

Wielkim sukcesem mogą pochwalić się badacze pracujący u wybrzeży wyspy Skye w Szkocji. W jednej z błotnistych lagun natrafili na dziesiątki potężnych odcisków stóp. Musiały należeć do wielkich zwierząt, największych jakie widziała nasza planeta. Uczeni już wiedzą z jakimi stworzeniami powiązać ślady.

 

Na podstawie śladów naukowcy doszli do wniosku, że zwierzęta, które je zostawiły mogły mierzyć nawet 15 metrów długości i ważyć wiele ton. Pochodzą sprzed około 170 milionów lat, a więc z okresu środkowej jury.

 

 

To sprawia, że odkrycie jest jeszcze bardziej cenne, bo z tego okresu nauka nie znała ich zbyt wielu. Okres i kształt śladów pozwolił powiązać je z najpotężniejszymi dinozaurami tego okresu – zauropodami. Największy ze śladów miał aż 70 centymetrów szerokości!

 

 

Zauropody to dinozaury, które dorastały do ponad 30 metrów długości, a ich szyje pozwalały na sięganie liści z bardzo wysokich drzew. Ważyły nawet kilkadziesiąt ton, ale ich dokładna waga i wymiary są trudne do ustalenia ze względu na niekompletność szkieletów. Największy z zachowanych ma około 30 metrów.

 

Badacze z Uniwersytetu w Edynburgu, którzy prowadzą badania są przekonani, że na Skye i w okolicach było ich bardzo dużo. Do poszukiwania wykorzystali szereg nowatorskich metod, dlatego możliwe, że wkrótce natrafią na kolejne ślady!

 

interia.pl/ twitter



Czy YETI naprawdę istnieje? Naukowcy już NIE MAJĄ WĄTPLIWOŚCI – wielka tajemnica rozwiązana!

Wszystko za sprawą przebadania dostępnych próbek. Tajemnica yeti – zdaniem naukowców – została rozwiązana.

 

Od wielu, wielu lat legendy o mitycznym, wielkim potworze zamieszkującym wysokie partie Himalajów rozgrzewały wyobraźnię uczonych i zwykłych ludzi. Nikt go nie widział, ale praktycznie każdy słyszał – choć są i tacy, którzy zapierali się, że stwora widzieli.

 

Byli też tacy, którzy gromadzili pamiątki świadczące o istnieniu człowieka śniegu. Kości, włosy, odchody, zęby – wiele z tych eksponatów przechowywano z nabożną wręcz czcią w różnych częściach globu. Uczeni postanowili wziąć je pod lupę i dokładnie zbadać, aby raz na zawsze ustalić, czy choć jeden z nich jest faktyczną pozostałością monstrum.

 

Tej pracy podjął się zespół pod kierownictwem prof. Charlotte Lindqvist z University at Buffalo College of Arts and Sciences. I niestety – żadne z badanych pozostałości nie były szczątkami yeti. Należały one do psów i niedźwiedzi.

 

„Nasze badania były najbardziej drobiazgową z dotychczasowych analiz materiału biologicznego, który miał pochodzić pod tych mitycznych, człekokształtnych istot”

– powiedziała profesor.

 

Cóż – uczeni twierdzą, że to przesądza o nieistnieniu yeti. Naszym zdaniem ich ustalenia nie przekonają zagorzałych fanów tego stworzenia. Jak każda teoria spiskowa i ta będzie dalej żyć swoim życiem, a kolejne niewyraźne zdjęcia lub relacje pochodzące z Tybetu będą napędzać wyobraźnię wielu.

 

rmf24.pl/ foto: pixabay



Uczeni odkryli ZASKAKUJĄCĄ ZALEŻNOŚĆ – to zwiastuje zbliżającą się ŚMIERĆ! Nowe badania nie pozostawiają już wątpliwości

Uczeni przebadali dane 46 tysięcy osób. Wyniki nie pozostawiają złudzeń. Gdy występuje ta zależność – najprawdopodobniej zbliża się śmierć. 

 

 

Brytyjscy i amerykańscy naukowcy przeanalizowali kartoteki medyczne 46 tysięcy Brytyjczyków, którzy zmarli w wieku powyżej 60 lat. W grupie tej znalazły się zarówno osoby zdrowe jak i cierpiące na różne dolegliwości – nadciśnienie i inne choroby serca, demencję itp. Zauważono, że wszystkie te osoby łączy jedna wspólna cecha, niezależna od stanu zdrowa – od 14 do 18 lat przed śmiercią ciśnienie krwi zaczęło im spadać.

 

Spadek był bardziej wyraźny u osób chorych, jednak ponad wszelką wątpliwość występował też u ludzi zdrowych. Nie można więc łączyć go tylko i wyłącznie ze stosowaniem leków na nadciśnienie. Wygląda na to, że stopniowy spadek ciśnienia krwi to objaw ukazujący stopniowe zbliżanie się człowieka do kresu.

 

„Nasze wyniki absolutnie nie powinny być traktowane, jako sugestia zaprzestania w późniejszym wieku leczenia nadciśnienia lub pretekst, by ograniczyć leki obniżające ciśnienie. Nasze odkrycie powinno skłonić lekarzy i naukowców do poważnego zastanowienia się, co dla starszych pacjentów spadek ciśnienia faktycznie oznacza. To tylko potwierdzenie znaczenia tego typu badań także w starszej grupie pacjentów.”

– powiedział George Kuchel, szef University of Connecticut Center on Aging.

 

Nasza wiedza medyczna znała fakt, że ciśnienie u ludzi wzrasta od dzieciństwa po wiek średni. Jednak jak dotąd nie prowadzono pogłębionych badań jak i dlaczego zmienia się ono w wieku starczym. Sprawa jest bardzo ciekawa i wymaga dalszych studiów, które być może odpowiedzą na pytanie czy potrzebne są jakieś zmiany w terapiach, którym poddawani są seniorzy. Może dokładniejsze poznanie tego mechanizmu pozwoli na zastosowanie skuteczniejszych metod wydłużenia życia?

 

rmf24.pl  



pies, kot

PIES czy KOT? Uczeni już wiedzą, które z tych zwierząt jest MĄDRZEJSZE! Jeśli miałeś wątpliwości – te dane je rozwiewają

Spór miedzy psiarzami i kociarzami od lat nie ustaje. Uczeni postanowili przyjść z pomocą i odpowiedzieć na podstawowe pytanie – które zwierze jest mądrzejsze: pies czy kot?

 

Czy w wypadku zwierząt w ogóle możemy mówić o czymś takim jak mądrość lub inteligencja? Nie do końca, ale jest pewien wymierny wskaźnik który można zbadać i na tej podstawie wysnuć dość twarde wnioski.

 

Naukowcy postanowili wziąć pod lupę liczbę neuronów w mózgu zwierzęcia. Komórki nerwowe, ich ilość i połączenia między nimi determinują to, jak przebiegają procesy myślowe, planowanie, zapamiętywanie, uczenie się, czy kontrola zachowania – słowem wszystko to, co łącznie możemy określić umownie mianem inteligencji.

 

Jest to więc kwestia liczb. I te zdecydowanie wypadają na korzyść psów. Przeciętnie mają one aż dwa razy więcej neuronów w mózgu od kotów. Średnio jest to około 530 milionów neuronów u psa, kontra 250 milionów u kota. Dla porównania, człowiek ma ich przeciętnie… 16 miliardów!

 

Czy te badania cokolwiek zmienią w postrzeganiu zwierząt przez ich opiekunów? Na pewno nie. Często można usłyszeć opinie, że psy są mądrzejsze, a koty sprytniejsze – choć powyżej przedstawione wyniki raczej i tej tezie zdają się przeczyć. Z czego zaś wynika tak duża różnica w ilości neuronów? Wbrew pozorom nie z rozmiarów samego mózgu. Jest to w dużej mierze kwestia „trybu życia”. Psy jako zwierzęta społeczne w toku ewolucji wykształciły sobie bardziej pojemne mózgu niż samotni łowcy – koty. Choć to dla miłośników tych zwierząt na pewno kwestia drugorzędna!

 

se.pl



organ, anatomia

NIESAMOWITE! Naukowcy uważają, że odkryli w nas… JESZCZE JEDEN ORGAN WEWNĘTRZNY!

Wydawałoby się, że anatomia człowieka nie może mieć przed nami tajemnic. A już na pewno nie przed naukowcami. Tymczasem grupa badaczy z New York University School of Medicine uważa, że w naszym ciele jest jeszcze jeden organ, o którym nie mamy pojęcia.

 

Badacze twierdzą, że za organ powinniśmy uznać tzw. tkankę śródmiąższową. Jest ona oczywiście znana medycynie od dawna, ale ich zdaniem błędnie interpretowaliśmy jej rolę i w rzeczywistości nie jest zwykłą tkanką, a pełnoprawnym organem.

 

Tkanka śródmiąższowa wyścieła nasz przewód pokarmowy, moczowy, znajduje się także pod skórą i w układzie oddechowym. Jest silnie ukrwiona i może zawierać w sobie nawet 1/5 wszystkich płynów organizmu człowieka. I według najnowszych badań jej funkcjonowanie odpowiada za stan całego organizmu, a nawet rozprzestrzenianie się nowotworów!

 

Naukowcy z Nowego Jorku doszli do tego wniosku po obserwacji tkanki w przewodzie pokarmowym. Za pomocą mikrokamer stwierdzili, że w „naturalnym środowisku” zachowuje się ona zupełnie inaczej niż na preparatach anatomicznych. Jest jak poduszka chroniąca przed wstrząsami, a nie sztywna i sucha osłona.

 

Tkankę śródmiąższową budują włókna kolagenowe i elastynowe. Mogą się one kurczyć i rozszerzać, oraz wypełniać płynem, dzięki czemu chronią organy wewnętrzne i zapewniają właściwy przepływ krwi i pracę mięśni.

 

Zdaniem uczonych dokładniejsze przebadanie tkanki śródmiąższowej pomoże w diagnostyce nowotworów, może też mieć wpływ na naszą wiedzę o procesach starzenia. Jeśli przyjąć interpretację naukowców z Nowego Jorku, to mamy do czynienia z odkryciem największego organu w organizmie człowieka!



mumii, kosmita, ata, mumia, chile

„15-centymetrowy KOSMITA” to nie przybysz z innej galaktyki! Uczeni rozwikłali tajemnicę najbardziej NIESAMOWITEJ mumii na świecie!

Przedziwny zmumifikowany szkielet odnaleziono 15 lat temu na pustyni Atakama w Chile. Nikt nie miał pewności co to za stworzenie. Stąd szybko pojawiły się teorie, że mamy do czynienia z kosmitą. Teraz, po wnikliwych analizach kodu DNA prawda o mumii wyszła na jaw!

 

Budowa szkieletu nie przypominała żadnego stworzenia znanego nauce. Stąd pojawiło się wiele różnych pomysłów, które miały wyjaśnić rodowód mumii. Jedna uważała, że jest to nieznany przedstawiciel małp człekokształtnych. Miał o tym świadczyć nietypowy, wydłużony kształt czaszki, oraz fakt, że struktura szkieletu przypomina tą, jaką posiada 6-8 letnie dziecko. Dodatkowo szkielet miał inną liczbę żeber niż człowiek – 10, zamiast 12.

 

Bardziej szalona teoria, którą wielu chciało udowodnić mówiła, że mamy do czynienia z przybyszem z kosmosu. Mumię nazwano „Ata” i od tego czasu cały czas rozpalała wyobraźnię pasjonatów nauki jak i samych badaczy.

 

Sprawą postanowił zająć się profesor mikrobiologii Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii, Garry Nolan. Już w 2013 roku ustalił na podstawie DNA, że mamy bez wątpienia do czynienia ze szkieletem ludzkim! Tylko jak to możliwe, że miał on zaledwie 15 centymetrów i tak niecodzienną budowę?

 

Dalsze pogłębione analizy dowiodły, że mumia była małą dziewczynką, która zmarła prawdopodobnie tuż po porodzie, lub urodziła się martwa. Nietypowa budowa szkieletu, oraz jego pozorna „starość” wynikały z rzadkich zaburzeń i wad genetycznych, które skumulowały się w organizmie dziewczynki.

 

Nolan odkrył wiele mutacji w obrębie siedmiu genów wpływających na budowę kostno-szkieletową. Wygląda więc na to, że „Ata” to przykład prawdziwej ludzkiej tragedii. Dziecko nie miało szans na przeżycie będąc tak zdeformowaną. Uczeni podejrzewają obciążenie genetyczne rodziców, lub wpływ azotanów, które występują w dużych stężeniach w okolicach miasta La Noria w Chile – czyli tam gdzie odnaleziono mumii. Tak czy siak, zdaniem Nolana i jego współpracowników nie ma mowy o żadnej kosmicznej tajemnicy.

 

wprost.pl



odkrycie w Egipcie, mumia, archeologia, egipt, egipcie

Archeologiczna SENSACJA w Egipcie! Badacze twierdzą, że dokonali wspaniałego odkrycia dzięki znakom z ZAŚWIATÓW!

Wielu odkryć, nie tylko tych archeologicznych, dokonano dzięki przypadkowi, czy cudownemu zbiegowi okoliczności. Ale to, co spotkało archeologów pracujących nieopodal miasta Al-Minja w środkowym Egipcie trudno jakoś sklasyfikować. Sami naukowcy twierdzą, że… był to znak z zaświatów!

 

Tak niesamowitego i cennego znaleziska nie było w Egipcie od dawna. A dodatkowo jego okoliczności są wprost nie do uwierzenia. Wszystko zaczęło się w ostatniego sylwestra. Badacze prowadząc prace natrafili najpierw na bardzo skromne znalezisko – naszyjnik ze skarabeuszem. Ale napis hieroglifami, który był na nim wyryty postawił im włosy dęba.

 

Napis na naszyjniku głosił: „Szczęśliwego Nowego Roku”. Nie dziwota, że po takim znaku archeolodzy przyśpieszyli prace i wkrótce dotarli do wspaniałej nekropolii, która kryła aż 40 sarkofagów! Ich wiek szacowany jest na 2-3 tysiące lat.

 

Szef Rady do Spraw Starożytności, Mostafa Waziri mówi otwarcie – „To był znak z zaświatów”.

 

Odkopana nekropolia to nie tylko dziesiątki nietkniętych sarkofagów, ale także cenne artefakty. Wśród nich – m.in. około tysiąca figurek. Ogrom stanowiska archeologicznego sprawia, że badacze szacują, że potrzebne będzie aż pięć lat na jego dokładne przebadanie!

 

Dopiero po tym czasie miejsce zostanie udostępnione turystom. Odkrywcy spodziewają się odnaleźć w sarkofagach mumie ważnych urzędników, a być może nawet któregoś z faraonów. Władze Egiptu już zacierają ręce licząc, że nowa atrakcja turystyczna przyciągnie do kraju nowe rzesze turystów.

 

o2.pl