policja, finał imprezy, śmierć

MAKABRYCZNY finał imprezy: żona znalazła ZWŁOKI MĘŻA i jego kolegów! Brak jakichkolwiek śladów – co tam się stało?

Ponure zdarzenie miało miejsce w Kwiatkowicach niedaleko Gorzowa Wielkopolskiego. Na numer 112 zadzwoniła kobieta informując, że znalazła w domu ciała czterech mężczyzn. Nie dawali znaku życia, zmarli tak jak siedzieli w czasie imprezy, nie było żadnych śladów bójki czy napadu.

 

Na miejsce udała się straż pożarna z czujnikami czadu, gdyż to ten gaz podejrzewano o sprawstwo, po informacjach uzyskanych od kobiety. Na miejscu okazało się, że w powietrzu nie ma żadnej śmiercionośnej substancji.

 

Spośród czterech mężczyzn tylko jeden dawał znaki życia, dlatego został szybko przetransportowany do szpitala w Gorzowie Wielkopolskim.

 

Ponieważ strażacy nie wykryli czadu, ani pożaru, przekazali sprawę policji. Policjanci przybyli na miejsce także nie odnaleźli żadnych widocznych przyczyn, które mogły doprowadzić do śmierci mężczyzn.

 

Na pewno nie doszło między nimi do bójki, nikt nie włamał się też do mieszkania, na pewno zmarli mężczyźni nie brali wcześniej udziału w awanturze.

 

Lokalne media podają, że prawdopodobną przyczyną śmierci jest zatrucie środkami psychoaktywnymi – być może dopalaczami. Czterej mężczyźni, wśród nich dwaj bracia spotkali się na imprezie. Żona jednego z nich, nie mogąc się z nim skontaktować, przybyła na miejsce i odkryła wstrząsającą prawdę.

 

Jeśli poniedziałkowa sekcja zwłok potwierdzi przypuszczenia, to będzie to kolejne krwawe żniwo zebrane przez substancje psychoaktywne. I to najtragiczniejsze w ostatnim czasie. Zazwyczaj słyszeliśmy o pojedynczych przypadkach zatruć, tymczasem tu zmarło trzech młodych mężczyzn, a jeden walczy o życie.

 

rp.pl/ foto: zdj. ilustracyjne – screenshot

Policja, bezdomny, pożar, ogien,

SZOK! Pijany bezdomny zaczął PŁONĄĆ siedząc w radiowozie! Zamiast do izby wytrzeźwień trafił do szpitala w CIĘŻKIM STANIE!

Ta historia wydaje się wręcz nieprawdopodobna, ale wydarzyła się w środę w Głogowie. Okoliczności są aktualnie badane przez prokuraturę, a poparzony bezdomny walczy o życie w szpitalu. Policja prowadzi swoje własne wewnętrzne śledztwo w celu wyjaśnienia sprawy.

 

W środę około 14 patrol policji dostał informację o bezdomnym znajdującym się w stanie upojenia alkoholowego. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce zapakowali go do radiowozu z zamiarem zawiezienia do izby wytrzeźwień.

 

W pewnym momencie poczuli dym z tylnej części auta. Okazało się, że odzież na kloszardzie zaczęła się palić! Policjanci wyprowadzili go z radiowozu i ugasili ogień gaśnicami. Pijany bezdomny z poparzeniami II i III stopnia trafił do szpitala w Głogowie.

 

Kto zawinął i jak mogło dojść do czegoś takiego? Być może policjanci nie przyłożyli się do przeszukania nietrzeźwego bezdomnego i nie zauważyli, że ma przy sobie zapałki lub zapalniczkę. Raczej należałoby wykluczyć moce nadprzyrodzone i samozapłon z powodu dużego stężenia alkoholu w organizmie, ale przecież nigdy nic nie wiadomo…

 

 

onet.pl/ twitter.com foto: zdj. ilustracyjne/ youtube. com

agresja drogowa, wypadek, droga, policja

Zaczęli się BIĆ na środku drogi ekspresowej! Drogowa agresja zakończyła się TRAGICZNIE!

Jeśli kiedykolwiek bawiły Was nagrania kierowców-furiatów, którzy po jakimś incydencie drogowym zaczynali się lać – teraz Wasze podejście może się zmienić. Agresja drogowa, to niebezpieczna sytuacja, która niestety musiała w końcu skończyć się tragicznie. Niestety, trafiło m.in. na ojca trójki dzieci.

 

Okoliczności tego wypadku nie są w 100% jasne, ale wszystko wskazuje na to, że przyczyną wypadku na drodze ekspresowej S8 była bójka. W poprzedni piątek, w okolicy miejscowości Stare Krzewo, na odcinku BiałystokZambrów ciężarówka na białoruskich numerach rejestracyjnych wjechała w dwa samochody stojące na jezdni. Uderzone auta potrąciły dwie osoby stojące przed nimi. Niestety obie zginęły na miejscu.

 

Zapewne każdy pomyślałby, że nieostrożny, może pijany kierowca ze wschodu zabił dwóch niewinnych ludzi, które np. majstrowały przy zepsutym samochodzie. Wygląda jednak na to, że tym razem prawda jest inna.

 

Auto dostawcze i Peugeot 307 nie stały na poboczu, a na prawym pasie jezdni! Według świadków wypadku chwilę wcześniej jeden z tych samochodów zajechał drogę drugiemu. Doszło do swoistej „drogowej przepychanki” aż wreszcie kierowcy nie wytrzymali. Zatrzymali auta i zaczęli bić się na środku ruchliwej drogi ekspresowej!

 

Wersję tę zdaje się potwierdzać fakt, że policja znalazła na miejscu wypadku pojemnik z gazem łzawiącym. Mógł on być wykorzystany w szamotaninie, ale nie wyklucze, że po prostu wypadł z samochodu w momencie uderzenia.

 

Za tą wersją wydarzeń świadczą też działania prokuratury, która wypuściła Białorusina za poręczeniem majątkowym. Za spowodowanie takiego wypadku powinno grozić 8 lat więzienia. Skoro prokurator zdecydował się na taki krok, to musi mieć dużą dozę pewności jak wyglądało to zdarzenie.

 

Jednak najtragiczniejszy jest fakt, że przez – prawdopodobnie – nie utrzymanie nerwów na wodzy zginęło dwóch mężczyzn – 29 latek i 40-latek. Ten drugi osierocił trójkę dzieci, w tym jedno poważnie chore.

 

Jeśli kiedykolwiek na drodze puszczają Wam nerwy – miejcie w pamięci, że brak odpowiedzialności naraża nie tylko Was, ale także osoby postronne i Waszych bliskich. Może ta dramatyczna historia otworzy komuś klapki na oczach, bo wszystko wskazuje na to, że ten wypadek nie miał prawa się wydarzyć, gdy rozum zwyciężył nad emocjami.

 

onet.pl

samochód, trzęsówka, pożar, auto, straż, ogień, policja

TAJEMNICZA tragedia na Podkarpaciu: zostawili go na chwilę w aucie, gdy wrócili samochód PŁONĄŁ z ich kolegą w środku! Co wydarzyło się w nocy w środku lasu?

Dziwny dramat rozegrał się nieopodal miejscowości Trzęsówka w województwie podkarpackim. Samochód z 25-letnim mężczyzną spłonął pozostawiony na moment przez jego właścicieli. Sprawę bada już prokuratura, ale na pierwszy rzut oka nic w tej historii do siebie nie pasuje.

 

25-latek wracał wraz z dwoma znajomymi samochodem do domu w Trzęsówce w nocy z piątku na sobotę. Wybrali jedną z bocznych dróg i auto zakopało się w błocie. Jechali samochodem terenowym, ale nie udało im się wydostać auta o własnych siłach.  Dwaj koledzy jadący z ofiarą poszli po pomoc, 25-latek został w wozie. Jego znajomi mieli wrócić z ciągnikiem, który zdołałby wyciągnąć zakopany wóz.

 

Gdy mężczyźni wrócili auto stało w płomieniach, a w środku znajdowały się zwłoki ich kolegi. Nie można było go uratować. To oni wezwali straż i policję. Rodzina zmarłego wyklucza aby ten sam  próbował uruchomić samochód – nie miał bowiem prawa jazdy. Nikt nigdy nie widział go za kierownicą, poza tym po co miałby to robić, skoro wiedział, że znajomi wrócą za chwilę z odpowiednim sprzętem?

 

Jak mogło dojść do takiej tragedii? Czemu mężczyzna nie zdołał opuścić pojazdu? I czy na pewno w tej sprawie wszystko jest takie jak twierdzą świadkowie? Miejmy nadzieję, że policja z prokuraturą wyjaśnią wszelkie wątpliwości.

 

fakt.pl /wp.pl

Zabiła męża SIEKIERĄ, a poćwiartowane zwłoki zamurowała – ta zbrodnia wstrząsnęła Kielcami! [VIDEO]

Ludzkie bestialstwo nie zna granic. Lecz są zbrodnie, które w sposób wyjątkowy potrafią wryć się w pamięć i przerazić. Tak jest, gdy słyszymy o brutalnym morderstwie, którego na swoim mężu dokonała żona. Kobieta, która z miłości, kilkanaście lat wcześniej uciekła dla niego z domu i wywróciła swoje życie do góry nogami, zabiła swojego partnera. Dlaczego?

 

Potworną zbrodnię z grudnia 1985 roku postanowili przypomnieć twórcy serii krótkich dokumentów pt. „Krew na rękach”. W swoich nagraniach zamierzają opowiadać o najgłośniejszych sprawach z regionu Kielecczyzny i nie tylko:

 

„O tym brutalnym zabójstwie mówiło się przez lata w Kielcach.Sprawa zabójstwa Edwarda Ch. wywołała żywe zainteresowanie mieszkańców Kielecczyzny. Bulwersował nie sam sposób dokonania przestępstwa lecz fakt, że sprawcą była kobieta a nade wszystko, jak postąpiła ze zwłokami”

– napisali o swoim filmie.

 

Z tą mrożącą krew w żyłach historią możecie zapoznać się tutaj:

 

 

Jest to dopiero ich pierwsza próba zmierzenia się z tak trudnym tematem. Lecz jak zapowiadają – mają sporo pomysłów i planów na przyszłość.

 

„Jest jeszcze dużo do poprawy. Przede wszystkim trzeba uzupełnić braki sprzętowe, poćwiczyć pracę z mikrofonem i naprawiać błędy, które widzimy. Zadowoleni jesteśmy z tego, że udało się odcinek skończyć – przez jakiś czas nie padał śnieg, a wydarzenia miały miejsce w zimowej scenerii. Trzeba było trochę poczekać. Nie najgorzej wyszedł też montaż.”

 

– mówi nam Mateusz, jeden z twórców filmu. Zapewnia, że wkrótce pojawi się więcej nagrań w lepszej jakości:

 

„W kolejnych odcinkach przedstawimy kilka głośnych i tych mniej znanych spraw w trochę innej konwencji. Potem wrócimy w plener i pokażemy zbrodnie, które wstrząsnęły ziemią kielecką. Mamy w planach również tłumaczenie odcinków na język angielski. Morderstwa dzieją się na całym świecie, z czasem chcielibyśmy przedstawić głośne sprawy z zagranicy, ale także podzielić się historiami z naszego kraju.”

 

Trzymamy kciuki za ekipę i liczymy na kolejne produkcje. Taka seria może być ciekawą i wartościową odskocznią od kompilacji śmiesznych kotów, wypadków i innych tego typu produkcji, które zalewają YouTube.

dziecko, wrzątek, zbrodnia, niemowlę, wrzątku

Co za BESTIA! Wyrodna matka włożyła NIEMOWLĘ do WRZĄTKU. Jej tłumaczenia są SZOKUJĄCE!

Pewne wydarzenia dosłownie jeżą włosy na głowie. Jak inaczej zareagować, gdy słyszymy, że ofiarą bestialstwa stało się bezbronne niemowlę? Dramatyzmu dodaje fakt, że sprawcą cierpienia była matka. Zaś jej tłumaczenia są absolutnie wstrząsające.

 

Miranda Dawn Gilbert mieszkająca w Wirginii w USA pozostawiła swoje roczne niemowlę w wannie z niemal wrzącą wodą. To wystarczyło, aby dziecko nabawiło się potężnych poparzeń, które doprowadziły do jego śmierci.

 

„Zostawiłam je tylko na pięć minut, dajcie mi spokój” – mówiła reporterom czekającym pod gmachem sądu.

 

Sąsiedzi kobiety zeznali, że dziecko „wrzeszczało wniebogłosy”. Mimo to nie zareagowała od razu. Dopiero po pewnym czasie zadzwoniła na pogotowie. Gdy na miejsce przybyli policjanci wezwani przez ratowników, woda w wannie wciąż była zbyt gorąca by mógł niej wytrzymać dorosły człowiek – a co dopiero małe dziecko!

 

Niemowlę zmarło w szpitalu. Kobieta upiera się, że nie miała świadomości jak gorąca jest woda i nie zrobiła tego z premedytacją. Prokuratura jest innego zdania i zażąda wobec niej kary wieloletniego więzienia.

 

Miranda Gilbert zostanie oskarżona o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, zaniedbanie dziecka i znęcanie się nad nim. Prokurator uważa, że cała zbrodnia została zaplanowana i przeprowadzona krok po kroku tak, aby dziecko zginęło.

 

Miejmy nadzieję, że kobieta już nigdy nie wyjdzie na wolność. To co zrobiła, to jedna z najokrutniejszych zbrodni o jakiej kiedykolwiek słyszeliśmy.

 

o2.pl/ foto: pixabay

MASAKRA w Nowej Soli: znalazł się w złym miejscu o złej porze, zginął ROZSZARPANY przez psy!

Policja bada przyczyny dramatycznego wydarzenia w Nowej Soli, do którego doszło najprawdopodobniej w nocy z piątku na sobotę. 21-letni mężczyzna znalazł się na terenie prywatnej firmy, którego strzegły cztery psy. Nie miał szans w spotkaniu z nimi.

 

Rozszarpane i pogryzione zwłoki znaleziono dopiero w sobotę późnym popołudniem. Wszystko wskazuje na to, że młody mężczyzna wtargnął na teren strzeżony i to niestety wprost pod kły psów. Nie wiadomo jednak dlaczego to zrobił – czy był to nieszczęśliwy wypadek, przypadek, chęć skrócenia sobie drogi do domu, czy może próba kradzieży.

 

Miejsce tragedii zostało już zabezpieczone i sprawdzone przez policję i prokuratora. Teraz śledczy zamierzają przesłuchać pracownika firmy ochroniarskiej, który tej samej nocy miał pilnować posesji. Czemu niczego nie zauważył?

 

Niezależnie od tego, dlaczego 21-latek znalazł się na terenie firmy, jest to bardzo mocne ostrzeżenie dla wszystkich. Tabliczki „uwaga zły pies” nie wiszą dla ozdoby i raczej nie warto ryzykować i sprawdzać na ile „zły” czworonóg pilnuje posesji. Miejmy nadzieję, że policja wyjaśni tą sprawę i ustali co młody człowiek robił w tamtym miejscu.

 

wprost.pl/foto: zdj. ilustracyjne/ pixabay/youtube.com

tajniacy

SZALONY UKRAINIEC zaatakował w Gdańsku! Demolował samochody i nie miał litości dla dwóch starszych kobiet! Gdyby nie reakcja postronnych osób mógłby…

Nikt nie wie dlaczego 28-letni mężczyzna zrobił coś takiego. Skandaliczny incydent miał miejsce na ulicy Pułaskiego w Gdańsku, w sobotę około godziny 19. Rozjuszonego Ukrainiec został zatrzymany przez świadków.

 

Najpierw mężczyzna brutalnie zaatakował 79-letnią kobietę, która wyszła z kościoła. Staruszka otrzymała mocny cios w twarz. Ukrainiec na tym nie poprzestał – rzucił się w kierunku zaparkowanych obok samochodów i zaczął je demolować. W jednym zbił szybę, w drugim wyrwał lusterko.

 

Wówczas inni ludzie znajdujący się na ulicy ruszyli by go powstrzymać. Napastnik nie zdecydował się, by zmierzyć się z jakimś mężczyzną, za to uderzył 55-letnią kobietę, która znajdował się w jego pobliżu.

 

Pozostali świadkowie obezwładnili furiata i przytrzymali do czasu przyjazdu policji. Gdyby nie oni, nie wiadomo do czego posunąłby się napastnik. Na badaniu alkomatem okazało się, że Ukrainiec ma 1,3 promila alkoholu we krwi. Obie zaatakowane przez niego kobiety trafiły do szpitala – jedna ze wstrząsem mózgu, druga ze złamaną kością policzkową. Obie też złożyły zawiadomienia o pobiciu.

 

Właściciele zdemolowanych aut ocenili swoje szkody na 1500 złotych. Ukrainiec trafił do aresztu, w którym poczeka na wyrok sądu. Grozi mu 5 lat pozbawienia wolności. Czy jego działanie było podyktowane alkoholem czy może czymś innym – jeszcze za wcześnie na werdykt. Nie ulega wątpliwości, że nie ma żadnego wytłumaczenia dla jego zachowania, które bylibyśmy w stanie przyjąć!

 

fakt. pl

gwałciciel zgwałcony w więzieniu

GWAŁCICIEL z Rzeszowa trafił do „złej” celi. Współwięźniowie wymierzyli mu OKRUTNĄ karę!

Można powiedzieć, że jedną karę dostał od sądu, a drugą od współwięźniów. I chyba dopiero ta druga uświadomiła mu w pełni jakiego bestialstwa się dopuścił. Gdyby nie rutynowe badanie lekarskie, być może nikt nawet nie dowiedziałby się o niej.

 

Sprawa dotyczy 19-letniego mieszkańca Łańcuta, który w ubiegłym roku pobił i zgwałcił 22-letnią studentkę wracającą z rzeszowskich juwenaliów. Dzięki kamerom monitoringu udało się go zidentyfikować i postawić przed sądem.

 

Wymierzono mu karę 8 lat pozbawienia wolności. I już na samym początku odsiadki, 19-letni Kamil K. wpadł jak śliwka w kompot. W czasie badania lekarskiego, odkryto na jego ciele ślady pobicia. To zainteresowało służbę więzienną i lekarzy, którzy w toku dalszych badań odkryli mroczną prawdę.

 

Okazało się, że gwałciciel został brutalnie pobity przez współwięźniów. Na plecach wyryto mu napis „gwałciciel”, a dodatkowo… został zgwałcony.

 

Sprawa trafiła do prokuratury rejonowej w Rzeszowie, która zbada czy istnieje materiał dowodowy wystarczający do wszczęcia postępowania. Jeśli takowy zostanie zgromadzony, to być może któryś z więźniów odpowie za ten czyn.

 

Po raz kolejny okazuje się, że w wypadku przestępstw seksualnych najskuteczniejszą resocjalizację przeprowadzają inni współwięźniowie. Choć nie są to ludzie bez skazy, to w wypadku gdy ktoś krzywdzi niewinnych i bezbronnych, rzadko kiedy pozostają obojętni. Miejmy nadzieję, że ta nauczka będzie także przestrogą dla przyszłych, potencjalnych gwałcicieli. Muszą pamiętać, że najgorsze co mogłoby ich spotkać, to polskie więzienie!

 

o2.pl